id: a7h2f4

Kitorro - spróbować podarować mu jeszcze trochę czasu

Kitorro - spróbować podarować mu jeszcze trochę czasu

 
Magdalena Tkacz

Opis zrzutki

Nasze drogi skrzyżowały się 4 lata temu. Był bezdomnym kotem, który od czasu do czasu przychodził coś zjeść, ale pewnego dnia zobaczyłam, że chodzi na trzech łapach. Udało się go złapać do klatki-łapki. Trzeba było amputować palec z tylnej łapy, został też wykastrowany.

Po wypuszczeniu zniknął na kilka tygodni, ale jedzenie, które zostawiałam, znikało. Z czasem zaczęłam zauważać, że podchodzi, kiedy ja odchodzę. Potem czekał już tak, że go widziałam. W końcu podszedł i dał się pogłaskać.

Po 7 miesiącach oswajania się poszedł za mną i chwilę "koczował" u mnie w ogrodzie, aż w końcu, podczas kilkunastostopniowych mrozów – sam wślizgnął się do ogrzewanego garażu i... już nie chciał wyjść. Po tygodniu dał się zabrać do transportera i mogłam go zawieźć do weterynarza. Kiedy nie musiał już walczyć na zewnątrz, zaczął odchorowywać – przez kilka miesięcy zmagaliśmy się z nawracającym kocim katarem. W tym czasie zaufał mi praktycznie bezgranicznie.

Dziś to kot, który jest blisko – obecny, uważny, „rozmowny”. Czeka na mnie leżąc na legowisku na oknie gdy wracam z pracy, przychodzi się przytulić.

Teraz walczy o zdrowie, a właściwie o czas, bo przewlekłej niewydolności nerek nie da się wyleczyć. Można jedynie próbować spowolnić chorobę i sprawić, żeby ten czas był dla niego możliwie dobry.

Kilka dni temu przeszedł bardzo poważny zabieg – usunięto mu aż 14 zębów. Był to ryzykowny zabieg, ale nie było wyjścia, bo stan zapalny w pysiu obciążał nerki, a zmiany zapalne okazało się że sięgały już kości. Do tego powodowało to ból.

Po operacji pojawiły się powikłania: silna anemia i spadek hematokrytu do poziomu zagrażającego życiu. Konieczna była transfuzja krwi i hospitalizacja.

Mimo tego on nadal je, wychodzi na okno, przychodzi się przytulić i mruczy. Weterynarze powiedzieli mi wprost, że stan kota "nie pasuje" do wyników i żeby spróbować walczyć. Więc próbuję.

Kitorro ma lepsze i gorsze momenty. Chcę, żeby te lepsze wróciły na dłużej.

Niestety koszty są niebagatelne - trudne do udźwignięcia dla osoby "na etacie", zaczynają mnie przerastać. Sam zabieg stomatologiczny, potem transfuzja i hospitalizacja to już ponad 5600 zł (koszty na końcu opisu). Ostatni miesiąc - przygotowania do zabiegu – badania krwi, echo serca, kroplówki, leki – to około 1000 zł. Do tego doszedł dojazd do klinik w Krakowie, ponad 100 km w jedną stronę, bo nie wszędzie dostępna jest odpowiednia opieka i zaplecze (w Katowicach odmawiano zabiegu lub terminy były bardzo odelgłe, zbyt odległe dla niego) - do tej pory koszt za autostradę i benzynę to około 480 zł (3 przejazdy tam i z powrotem autostradą 3x68=204, plus benzyna na 3x~205km = 600-620 km ->~280zł).

A przed nami kolejne wizyty, badania i leczenie podtrzymujące - kontrola po zabiegu stomatologicznym - pewnie z 300-400 zł, kontrola w klinice w której miał transfuzję plus badania kontrolne krwi i parametrów nerkowych pewnie z 500, a jeśli będzie trzeba podać erytropoetynę to pewnie będzie to kolejne 150-250 zł...


Zrobiłam wszystko, co mogłam i nadal robię. Nie, nie zastanawiam się „czy walczyć”, ale zaczynam się bać, czy będzie "mnie na to dalej stać".

Nie obiecuję cudów. Może się nie udać, bo biologia ma swoje granice. Jeśli jednak jest choć trochę czasu do zyskania, chcę mu go dać – spokojnego, bez bólu, z możliwością bycia razem. Chcę wykorzystać dla niego każdą szansę.


Jeśli możesz wspomóc dalsze leczenie Kitorka, proszę pomóż.

Kwota zrzutki może ulec zmianie w miarę aktualizacji, jak będzie okazywało się jakie są dalsze koszty.

Każda wpłata i każde udostępnienie mają znaczenie.

Dziękuję w jego imieniu za każde wsparcie.

rOTA4B7O3H1B7Btq.jpg

hXtxXljHT3jr40l8.jpg

oksPlg90ePSOwh2r.jpg

9M62prrbMFUrhOwC.jpg

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez