id: bkx2x5

Aby Baranek stanął na nogach

Aby Baranek stanął na nogach

 
Aleksandra Radziejewska

Opis zrzutki

Cześć!

Z tej strony Silaqui (Aleksandra Radziejewska).

Poniższa zbiórka została założona w celu pomocy Krzysztofowi Baranowskiemu, znanemu w fandomie jako Baranek. Obecnie zmaga się on z groźbą bezdomności, do czego doprowadziła seria niefortunnych zdarzeń oraz to, że gdy opuszcza nas zdrowie, to podstawowe kwestia nagle stają się niemal niemożliwymi wyzwaniami.

Kwota zbiórki to zamknięcie zaległości oraz zapewnienie spokoju ducha na następne trzy miesiące.

Dodatkowo, mam nadzieję, że dzięki tej zbiórce uda się znaleźć kogoś, kto pomoże Barankowi ogarnąć kwestie formalne w MOPS, a może nawet zaoferuje mu jakąś pracę? Na ten moment jednak, najważniejsze jest, by nie dopuścić do wyrzucenia na ulicę dobrego, wrażliwego człowieka, który po prostu dostał zbyt wiele kopów od losu.

Poniżej jego historia, napisana przez samego Baranka, bo ja jestem tutaj tylko jako pośrednik :)


Witajcie.

Nazywam się Krzysztof Baranowski, ale wołają na mnie baranek i większość [mniej lub bardziej] znajomych zna mnie pod tą ksywą.

Kiedyś udzielałem się w fandomie. To ja wymyśliłem i razem z xan4 założyłem Szortal, całkiem nieźle działający portal poświęcony krótkim formom literackim. Wypuściliśmy kilka numerów darmowego internetowego zina ‘Szortal na Wynos’. Świetne literacko, wybitne graficzne. Mnóstwo utalentowanych ludzi przy tym pracowało, ja w sumie najmniej [ale tytuł ‘Ojca Założyciela’ wciąż mi przysługiwał], ale i tak jestem z tego cholernie dumny. Wydaliśmy dwie papierowe antologie. Jedną z szortami, będącymi pokłosiem konkursów na forum SFFiH [tam też się udzielałem] zatytułowaną ‘Szortal Fiction’ [nie mój tytuł, ja chciałem żeby się nazywało ‘Krótko mówiąc’], drugą zawierającą wyłącznie drabble – ‘Po100słowie’. Moje opowiadania możecie znaleźć w kilku antologiach [pierwsze w ‘Nawiedziny’ Fabryki Słów, najnowsze w ‘Tarnowskie Góry. Miejskie opowieści 3’], w starych numerach Magazynu Fantastycznego i SFFiH, w internetowych archiwach ‘Herbatki u Heleny’, ‘QFanta’, forum Nowej Fantastyki i takim cudownym drobiazgu ‘Drabble na Niedzielę’. Aha, uważni słuchacze ‘Powtórki z Rozrywki’ mogli ze dwadzieścia lat temu posłuchać mojego występu na Turnieju Małych Form Satyrycznych w Bogatyni, na którym zdobyłem trzecie miejsce oraz dostałem nagrodę publiczności. Tyle chyba jeśli chodzi o moją działalność fandomową i [z baraku lepszego słowa] literacką.

Obecnie prowadzę bloga ‘Piwnica pod Barankiem’. Szczerze mówiąc, średnio mi idzie. Bo wiecie, ja generalnie piszę głównie humoreski. A trudno się żartuje, kiedy wszystko dokoła mi się wali. Ale mój serdeczny kumpel w przyszłym tygodniu zaczyna nagrywać moje teksty i planujemy stworzyć na YouTubie kanał z mini-audiobookami [znowu – mocne słowo, ale nie znam lepszego].

Mam 56 lat. Nie piję. Nie ćpam. Tylko palenia nie potrafię rzucić. Jestem rozwiedziony [nie z mojej winy]. Mam dwoje dzieci. Część z Was może je znać z opowieści, jako moje Glusie. Z tym, że to już historia, bo Córka w tym roku skończyła 18 lat, a syn 16, więc takie dziecinne miano im nie przystoi. Są świetni. Z Córką co prawda widuję się ostatnio sporadycznie. Myślę, że ją nudzę. Ale tak jeszcze trzy lata i wszystko  powinno wrócić do normy. Syn odwiedza mnie regularnie. Zapada na weekendy. W czasie wakacji, czy przerw świątecznych na dłużej. Gramy, gadamy, słuchamy muzyki, oglądamy filmy... No, normalka.

Jakiś rok temu zacząłem chorować. Pracowałem wtedy w ubezpieczeniach, jako Osoba Fizyczna Wykonująca Czynności Agencyjne [w skrócie OFWCA, mimo, że Baranek]. Głównie w Toruniu, ale również w Bydgoszczy, Inowrocławiu, Grudziądzu, Włocławku. Praca polegała, w olbrzymim uproszczeniu, na chodzeniu po blokach. Tak sobie wyliczyłem, że w dobrym dniu, mając do obskoczenia cztery długie czteropiętrowe bloki, potrafiłem wejść dziennie na setne piętro. I wrócić. No i w pewnym momencie okazało się, że nie mogę chodzić. Zadyszki dostaję już przy wysokim parterze. Nogi mam spuchnięte, że nie mogę wciągnąć na nie butów. Ogólnie – masakra. Ledwo człapię i sapię. Poczłapałem więc do lekarza. Okazało się, że mam kosmiczne nadciśnienie. Ale to akurat najmniejszy z moich zdrowotnych problemów. Po kilu tygodniach regularnego brania leków, ciśnienie wróciło do normy. Ale nadal sapię i nadal nie mogę chodzić. A buty zakładam tylko dlatego, że wyjąłem z nich sznurówki i że są dziurawe w kilku strategicznych miejscach.

Większość badań już zrobiłem, czekam jeszcze na kardiologa. Od roku czekam. Wizytę mam we wrześniu.

Pracowałem na umowę o dzieło i miałem wynagrodzenie wyłącznie prowizyjne. Zarabiałem tyle, ile wychodziłem. Przestałem chodzić, przestałem zarabiać. I w końcu firma rozwiązała za mną umowę. Obecnie jestem zarejestrowany jako osoba bezrobotna, bez prawa do zasiłku. Ale przynajmniej mam bezpłatną opiekę lekarską.

Przy rozwodzie sędzina zasądziła najniższe możliwe alimenty. Moja była żona, która zawsze zarabiała wielokrotnie więcej ode mnie, stwierdziła, że nie chce, ale podobno nie dało się inaczej. Razem 400 złotych na dwójkę Dzieci. Dopóki mogłem płaciłem. Nawet podwójnie. Dorzucałem się do większych zakupów odzieżowych. Wszystko w miarę możliwości. Ale kiedy zostałem bez pracy, możliwości się wyczerpały. I moja była żona podała mnie do komornika. Ja wiem, że alimenty to rzecz święta i że długo czekała, aż znowu stanę na nogi. Z tym, że ja wciąż nie bardzo mogę stać. O chodzeniu nie wspomnę. Tak, że moje instytucjonalne zadłużenie to w tym momencie 4000 zł zajęcia komorniczego na koncie bankowym i 2100 zł zaległości opłat za mieszkanie. Moje stałe opłaty to kwota od 2000 do 2500 miesięcznie [w zależności od wysokości rachunków, na szczęście właściciel nie podniósł mi ceny od lat, ale spółdzielnia mieszkaniowa potrafi zaskoczyć].

Próbowałem zwrócić się o pomoc do opieki społecznej. Ale albo mi nic nie przysługuje, albo nie potrafię tego załatwić. Prawdopodobnie to drugie. Kiedy przekraczam próg jakiejkolwiek instytucji, mózg mi przestaje pracować i daję się spławić pod byle pretekstem. Zawsze tak było, od dziekanatu poczynając a na ZUSie kończąc.

W zasadzie trwam tylko dzięki pomocy cudownych znajomych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przeleje parę złotych, albo przyśle paczkę żywnościową.

No i czekam na tę wizytę u kardiologa. Jeśli uda się naprostować zdrowie, powinienem znaleźć jakąś pracę. Generalnie jest mi wszystko jedno jaką. Pracowałem już jako dziennikarz, instruktor teatralny w domu kultury, sprzedawca w nocnym monopolu i kilku innych sklepach, sprzątacz w McDonalds i Burger King.

Co mogę robić teraz? Pisać. To w zasadzie jedyne co mi jako tako wychodzi. Pisałem już artykuły prasowe, opowiadania, recenzje, fraszki, teksty piosenek [od kabaretowych, przez punkowe, po disco polo]. Mogę pomóc przy pisaniu opowiadań [zdarzyło się kilkukrotnie]. Przy powieści się nie podejmę. Mogę ewentualnie pomóc wyłapać jakieś poważniejsze błędy. Ostatnio uczyłem kolegę pisać drabble. Jest coraz lepszy. Może wkrótce namówię go, żeby pokazał je światu.

To chyba tyle. 

Pozdrawiam Was serdecznie

baranek


Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez