Akcja ratunkowa kotki Alpinistki
Akcja ratunkowa kotki Alpinistki
Opis zrzutki
To będzie długa historia.
To będzie historia o nieczułości.
I o wrażliwości.
I o solidarnej współpracy.
O nas wszystkich.

11 mają pewna pani, opiekunka kotów osiedlowych, wraz z kotką szukały innej, zaginionej kilka dni wcześniej kociczki na osiedlu obok pabianickiego Carrefoura. Podczas poszukiwań kotka zauważyła kota siedzącego na rozłożystym, wysokim drzewie. Pomimo nawoływań kot nie chciał zejść. Pod wieczór pani postawiła pod drzewem miskę z karmą; myślała, że kot zejdzie, skuszony jedzeniem. Zimna noc minęła, a kot wciąż tkwił wśród gałęzi. Wyglądało na to, że nie potrafi samodzielnie zejść. Koło południa karmicielka zaczęła obdzwaniać instytucje miejskie, szukając dla kota pomocy. Straż Miejska odmówiła. Nikt inny także nie pomógł.
Pani skontaktowała się więc z Miauczykotkiem i wolontariuszki z Miauczykotka przyjechały zobaczyć jak sytuacja wygląda na miejscu. Zadzwoniły do Schroniska dla Zwierząt i tu w końcu pozytywny odzew - pani Kierowniczka podjęła próby znalezienia pomocy dla kota. Wolontariuszki dzwoniły też pod 112 i bezpośrednio do Straży Pożarnej, ale wszyscy odmawiali pomocy, twierdząc, że kot sam zejdzie ...skoro wszedł.
Kiedy kot siedział na drzewie już ok. 30 h, został wezwany pan, który nie raz wcześniej ściągał koty z wysokości. Niestety, tym razem nie udało się, ponieważ koci alpinista wdrapał się prawie na czubek drzewa, na wysokość trzeciego piętra, i wchodzenie za nim bez asekuracji byłoby niebezpieczne.
A więc znów telefony do Straży Pożarnej; dziewczyny nawet pojechały bezpośrednio do strażaków, żeby porozmawiać, ale nie zostały wpuszczone za próg strażnicy i nie było żadnej rozmowy.
Zdesperowane zadzwoniły w końcu na policję, mając nadzieję, że może dzielni policjanci pomogą albo chociaż coś doradzą, ale zostały odesłane pod drzewo, a kiedy kolejny raz zadzwoniły – postraszono je mandatem w kwocie 1.500 zł za zajmowanie linii telefonicznej.
W tej sytuacji pozostali już tylko znajomi – cywile bez zaplecza i koneksji. I to właśnie zwykli mieszkańcy – bez wielkich nazw instytucji, bez wyposażenia w sprzęt ratowniczy, zmęczeni po własnej pracy – rozwiązali problem.
Wieczorem, po kilkugodzinnym dzwonieniu do różnych znajomych Miauczykotka, zaprzyjaźniony z nami pan Krzysztof dotarł do firmy, która przycina drzewa metodami alpinistycznymi. Tego dnia ekipa zakończy zlecenia późnym wieczorem, umówiono się więc na rano. Kot, niestety, musiał spędzić kolejną noc w temperaturze 5 stopni, w deszczu i na zimnym wietrze, ale przynajmniej pojawiła się nadzieja na jakikolwiek ratunek.
Minął dzień 12 maja.
Akcja zaczęła się ponownie rano, 13 maja. Zespół miauczykotkowo- schroniskowo- alpinistyczny stawił się na miejscu i wziął do pracy. Profesjonaliści z firmy SULWI-DRWAL Wycinka Drzew Jarosław Sulewski, potraktowali zadanie poważnie i rozważnie. Zwłaszcza Pan Jarosław Sulewski, który wspinał się na linach wśród konarów robił to z troską o bezpieczeństwo kota i swoje własne. Reszta załogi czuwała pod drzewem z rozpiętą plandeką ratunkową, żeby złapać mruczka w razie wyrwania się ratownikowi i upadku.
Łatwo nie było, ale się udało!
Kot okazał się kotką, która na pamiątkę tej podniebnej eskapady dostała na imię Alpinistka.
Szczerze dziękujemy za dobrą współpracę firmie SULWI-DRWAL Wycinka Drzew Jarosław Sulewski i Kierowniczce Schroniska dla Zwierząt!
Telefony się grzały i u nas i u Kierowniczki, szukając kogokolwiek kto by pomógł, niestety wszystkie poniosłyśmy klęskę w zderzeniu z bezdusznością publicznych instytucji. Za to, kiedy Alpinistka w końcu znalazła się na ziemi, dostała w prezencie doraźną opiekę weterynaryjną na koszt Schroniska i obietnicę dalszej pomocy, jeśli tylko będzie potrzebna. Wygłodniała, wyziębiona, przemoczona – bardzo potrzebowała ciepłego miejsca i kontroli weterynaryjnej. Została przebadana, nawodniona i nakarmiona po wielu godzinach na drzewie. Na razie na zmianę je i śpi i nabiera sił. Trzymajmy kciuki za małą, żeby nie pojawiły się żadne komplikacje po tych kilkudniowych przeżyciach.

A my, cóż ...zostajemy m.in. z fakturą do zapłacenia. Może nie jest gigantyczna - 1.000 zł - jednak w skali naszego budżetu istotna. Jeśli więc widzicie sens w takim pomaganiu, dorzućcie coś od siebie na pokrycie kosztów tej akcji i opiekę nad Miauczykotkami. Nie prosimy o sfinansowanie środków uspokajających, które dziewczyny zażywały w trakcie i po akcji ;) ale na specjalistów, którzy nie odmówili i przyjechali na – co tu dużo mówić – dość ryzykowną akcję.

Jeśli ktoś z Was chciałby dorzucić coś więcej na wyprawkę dla Alpinistki
to sprawi nam wielką radość :)
Dziękuje za zaangażownie.