Opis zrzutki

Historia Nietoperków zaczęła się typowo. Wiadomość „na działkach są 2 kociaki, matki nie ma, czy fundacja może przejąć?”.


Próśb o przyjęcie kotów mamy kilka, a czasem kilkanaście dziennie. Domy tymczasowe i przytulisko nie są z gumy, finanse fundacji notorycznie przypominają Rów Mariański, a zgłoszeń od rozsądnych i ciepłych ludzi, chcących adoptować zwierzaki, jest mało. Dlatego, choć z ogromnym bólem, na wiele takich zgłoszeń musimy odpowiadać negatywnie. Miejsca, których i tak nie mamy, rezerwujemy dla najcięższych przypadków.


Do wiadomości było dołączone zdjęcie – na pierwszy rzut oka było widać, że to jest właśnie taki przypadek. Trudno, zagęszczamy klatki, dostawiamy jeszcze jedną, blokujemy praktycznie możliwość przejścia przez pomieszczenie, ale te maluchy trzeba przyjąć. Po prostu trzeba.

t14784b8932fee7b.jpegDocierają do nas już po paru godzinach. Pod domem dostaję maleńkie tekturowe pudełko, po uchyleniu wystaje z niego jeden rudy łepek. "Zaraz, zaraz, miały być dwa?" Drugi leży, lodowaty, wiotki, bez kontaktu. Leje się przez ręce. Tylko po oddechu widać, że jeszcze żyje. Adrenalina skacze, hormon stresu mówi: „no, zaczynamy walkę”, moje myśli są już tylko przy tym, w jakiej kolejności działać, ale nie chcąc wyjść na gbura, coś tam jeszcze uprzejmie słucham, co państwo mówią.


I nagle dociera do mnie: „bo myśmy byli z nimi u weterynarza i sprawdził termometrem, że mają drożne jelita i zalecił kropelki do oczu”.


To zdanie w połączeniu z widokiem kocięcia w pudełku wydaje mi się tak bardzo absurdalne, że do tej pory nie wiem, czy powiedziałam chociaż „do widzenia”. Trudno.


Poduszka elektryczna, kroplówka, całe stado leków – dzieciak jest cały czas nieprzytomny. Ten silniejszy ładnie pije preparat mleko zastępczy, a piszczy jak całe stado nietoperzy. Zostaje Gackiem. No dobra, przyznam się. Nie jestem przesądna, ale pewne działania magiczne mi czasem towarzyszą. Wiecie, chodzi o zapeszanie itp. W naszej Fundacji każdy miot ma imiona na jedną literę i w jednym temacie. I szybciutko sprawdzam, że nie ma w Polsce innego nietoperza na literę G. Więc jeśli drugi maluch przeżyje i trzeba mu będzie nadać imię, to będzie to cokolwiek skomplikowane. A przecież życie lubi być skomplikowane, więc może kociak przeżyje żebyśmy ten kłopot mieli 😉 Wiem, wiem, głupie myślenie. Też się z siebie śmieję. W stresie różne pomysły przychodzą do głowy.

e7cad49630f5ae3a.jpeg

W ciągu dnia kilka kolejnych kroplówek. Temperatura wzrasta, maluch zaczyna się podduszać. Kolejne porcje leków, dodatkowy kocyk między kotem a poduszką elektryczną. Maluch nadal nieprzytomny, tyle, że… ugniata powietrze! Gacek wtulony w brata, liże go, zaczepia, ugniata. Jakby uparcie chciał go naprawić, podnieść, nawiązać z nim kontakt. Wielokrotnie sprawdzam, czy mały wciąż żyje. Kilkukrotnie wydaje się już, że nie oddycha. Ale jednak żyje.


Za którymś razem wchodzę do pokoju, a tu… patrzą na mnie dwie paru oczu. Głowa jeszcze leci, jeszcze trudno ją podnieść, ale kociak zaczyna łapać kontakt. Całą noc podajemy kolejne leki i kroplówki. Rano mały jest już w stanie siedzieć i zaczynamy próby karmienia. Maluch dostaje imię - zostaje Gambianem. Zaczyna powolutku jeść i w ciągu dnia nawet dwukrotnie udaje mu się wstać. Gacek w międzyczasie rąbie straszliwe ilości mleka. Oczy zakraplane co chwila zaczynają się przejaśniać, a z pup obu maluchów powoli przestaje się wydobywać obrzydliwa, za przeproszeniem, sraczka - inaczej tego nazwać się nie da...

z2c870dec71cf1fc.jpeg

Nie wiemy, czy maluszki przeżyją, bo przyjechały dosłownie w ostatniej chwili. Nie wiemy też, czego życzyć lekarzowi weterynarii, który je przedtem oglądał i zalecił TYLKO kropelki.


Wiemy tyle, że robimy i zrobimy wszystko, by je uratować. Ale znowu potrzebujemy Twojej pomocy.


Musimy kupić mleko, zapłacić za wszystkie podane do tej pory i w następnych dniach leki, a za jakiś czas rozpocząć szczepienia, odrobaczenia, testy… Dzieciaki potrzebują i będą potrzebować super karmy, żeby odrobić straty z ostatnich dni.


Pomóż Gambianowi i Gackowi stanąć na łapy!

z1b7294e045d69d9.jpeg

Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Dowiedz się więcej

Wpłacający 33

 
Dane ukryte
500 zł
M
Miauczuś
10 zł
D
Diana
10 zł
H
Halina
50 zł
AK
Agnieszka Kropielnicka
25 zł
A
Ania
150 zł
 
Dane ukryte
5 zł
 
Dane ukryte
15 zł
AP
Aliaksandr Peralyhin
25 zł
M
Martyna
10 zł
Zobacz więcej

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

678 922 zrzutki

i zebrali

439 906 670 zł

A ty na co dziś zbierasz?