Aktualności12
-
Ekler wczoraj zakończył podawanie kroplówek, już nie musi spędzać całych dni w gabinecie.
Zaczął wkoncu jeść!!!
Dostał do domu antybiotyk, który musi dostawać do niedzieli 2x dziennie.
Do tego musimy kupić jeszcze probiotyk żeby poprawić trochę stan jelit bo nadal ma biegunki, już nie takie brzydkie jak na początku ale nadal są.
Zostało nam kilka tabletek, które będziemy dodawać do karmy (protexenax).
Ekler będzie dostawał teraz surowe mięso, które najlepiej działa na jelita po panleukopeni.
Wczoraj doszła również paczka z surowicą, której nie udałoby się kupić gdyby nie wspaniała osoba ❤️
10szt - 200zł.
Na dniach dodam na zbiórkę karty z wszystkich wizyt jak dostanę je na maila.
Bardzo Was proszę jeśli możecie nas wesprzeć złotówką to będę bardzo wdzięczna ❤️
Na zbiórce jest 0zł 😞




Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki
Nasze życie od początku nie było kolorowe...
Najpierw mieszkaliśmy w rozpadającym się domu gdzie panował brud i bałagan. Mieszkaliśmy tam ze swoimi ludźmi, którzy nie opiekowali się nami za dobrze... Czasami dostaliśmy coś do jedzenia ale przeważnie to musieliśmy sami walczyć o przetrwanie. Kiedy nasi ludzie się wyprowadzili zostaliśmy już zdani tylko na siebie. Nasza dzielna mama zawsze starała się zdobyć jakieś pożywienie i nas wykarmić bo jeszcze wtedy piliśmy od niej mleko.
Chyba było nas więcej, już dokładnie nie pamiętamy co stało się z resztą rodzeństwa, czy przeżyły czy może to ludzie je od nas zabrali?
Wtedy zauważyła nas jedna osoba, która zaczęła do nas przychodzić i zostawiać jedzenie i wodę.
Pewnego dnia przyjechała z transporterem i powiedziała, że nas stąd zabierze, że będziemy mieć lepsze życie, że mamy się nie bać.
Najpierw widzieliśmy jak złapała naszą mamę i trochę się wystraszyliśmy bo nie wiedzieliśmy czy mówi prawdę...
Później wzięła mnie i mojego brata i pojechaliśmy do jej domu.
Żadne schronisko nie przyjmuje zdrowych kotów a okoliczne fundacje są przepełnione.
Zostaliśmy spryskani preparatem na pchły i kleszcze bo wszędzie po nas chodziły i nie mogliśmy nawet spokojnie spać.
Teraz codziennie mamy pełną miskę jedzenia, nie musimy już spać na ziemi ale jak to ciocia mówi - to tylko takie tymczasowe rozwiązanie bo nie możemy zostać tu na stałe...
Ciocia ma już swoją gromadkę i nie może nam dać domu na stałe dlatego już teraz czekamy na kogoś kto nas pokocha i naszą mamę też!
Mama jest naprawdę dzielna i kochana.
Kocurki według pani doktor mają 4 miesiące.
Wczoraj zostały wykastrowane na koszt gminy.
Potem odrobaczenie, szczepienie i czipowanie.
Okoliczna fundacja zgodziła się wykastrować mamę i potem wraca już do nas.
Niestety w obrazie USG przed zabiegiem okazało się, że ma guzy na listwie mlecznej, które muszą być usunięte za ok. miesiąc.
Gdyby nie pomoc fundacji kotka po zabiegu kastracji zostałaby wypuszczona w miejsce bytowania bo ich zdaniem to "kotka dzika wolnożyjąca". Miałaby wrócić w to samo miejsce, gdzie byłaby bez opieki, bez jedzenia, zdana znowu tylko na sobie 😞
Zbieramy również środki na zakup żwirku i karmy mokrej.
Najpilniejszą sprawą są teraz badania kocurków, które musimy zrobić jak najszybciej bo jeden z nich ma biegunkę.
W pobliskim gabinecie dostały tylko probiotyk, który dostają razem z karmą.
Żeby zobaczyć jaka jest przyczyna muszą być dokładnie przebadane.
Trzeba pobrać kupę kociaków do badania w kierunku pasożytów i zrobić testy na felv i fiv.

Za każdą pomoc będę bardzo wdzięczna ❤️
To dla nich szansa na lepszy start!