Operacja w Szwajcarii – moja szansa, by znowu chodzić
Operacja w Szwajcarii – moja szansa, by znowu chodzić
Opis zrzutki
Nie wiem, czy da się przygotować na moment, w którym Twoje życie kończy się w środku zwyczajnego dnia. Bez ostrzeżenia. Bez możliwości cofnięcia czasu choćby o minutę.
14 listopada 2024 roku wieczorem pojechałem swoim Saabem na krótkie spotkanie z Karolinką. To był zwyczajny gest, zobaczyć się, uśmiechnąć, wymienić kilka słów. Nie wiedziałem, że to będzie ostatni raz, kiedy widziała mnie chodzącego.
Kolejnego dnia mój świat się zatrzymał.
15 listopada miałem poważny wypadek Kiedy się obudziłem, moje życie było już zupełnie inne. Paraliż od pasa w dół, długie leczenie, rehabilitacje, niepewność jutra.
Ale też ogromne wsparcie - rodziców, rodzeństwa, przyjaciół i… Karolinki, która mimo tak krótkiej znajomości została przy mnie i mówi, że ani razu nie pomyślała, by mnie zostawić.
Z dnia na dzień straciłem możliwość robienia wszystkiego, co kochałem - pracy w gastronomii, jazdy tirem, ćwiczeń, majsterkowania. Ale nie straciłem najważniejszego - wiary i chęci do życia.
Kiedy odwiedził mnie trener z siłowni i zapytał, co planuję dalej, odpowiedziałem krótko:
„Dalej planuję żyć.”
Zanim przejdę dalej, chcę Ci powiedzieć, kim jestem - nie kim stałem się po wypadku, ale kim byłem i kim nadal będę, jeśli dam radę wrócić do życia.
Urodziłem się w Radomsku, ale całe życie spędziłem w Bełchatowie To tutaj chodziłem do szkoły, skończyłem technikum gastronomiczne i to tutaj dorastałem, pracując i rozwijając swoje pasje - gastronomię, siłownię, sprzęt muzyczny i motoryzację.
Już jako nastolatek po lekcjach dorabiałem w restauracji na weselach, a po zakończeniu szkoły dostałem tam etat. Lubiłem tę pracę, lubiłem kontakt z ludźmi i organizowanie imprez. To była praca, która dawała mi energię. W „Mikrusie” naszej małej siłowni w piwnicy szkoły, znalazłem swoje miejsce.
Nie miałem pieniędzy na karnet. Trener spojrzał mi w oczy i powiedział:
„Wolę, żebyś ćwiczył z nami, niż pił piwo pod sklepem.”
Ten słowa zmieniły mnie na zawsze. Kiedy po latach współprowadziłem tę siłownię, odwdzięczyłem się tym samym. Karnety kosztowały 30 zł, nawet gdy czynsz rósł, nie podniosłem ceny. Bo chciałem, żeby ktoś taki jak ja miał szansę.
Pomaganie było dla mnie naturalne.
Powiem Ci prawdę, bez filtra.
Najtrudniejszy nie był ból.
Najtrudniejsze było patrzenie na bezradność moich rodziców.
Ich twarze, gdy pytali lekarzy: „Czy on jeszcze kiedykolwiek stanie na nogi?”.
Byłem u Profesora we Wrocławiu, jednego z najlepszych specjalistów od rdzenia kręgowego. Profesor powiedział, że nie może już nic zrobić z moim rdzeniem kręgowym, ale zasugerował innowacyjną terapię w Szwajcarii - wszczepienie specjalnych stymulatorów, które łączą sygnały między mózgiem a uszkodzonym odcinkiem rdzenia.
Dzięki tej metodzie pacjenci z porażeniem mogą ponownie poruszać nogami.
Obecnie mógłbym korzystać z rehabilitacji w Aksonie we Wrocławiu, gdzie miesiąc rehabilitacji kosztuje około 20.000,00 zł, niestety obecnie mnie na to nie stać. Moim celem jest Szwajcaria - to tam mam szansę odzyskać sprawność i stanąć na nogi.
Ale koszt tego zabiegu i rehabilitacji przekracza możliwości moje i mojej rodziny.
Dlatego proszę - pomóżcie mi zawalczyć o drugą szansę
Nie proszę o litość. Proszę o wsparcie, o szansę na powrót do życia, do samodzielności, do ruchu, do marzeń.
Wierzę, że z Waszą pomocą uda się zebrać środki na wyjazd i leczenie w Szwajcarii, to koszt około 750 000,00 zł
Każda złotówka, każda udostępniona informacja, każde dobre słowo, to krok bliżej do celu.
Chcę znowu poczuć ziemię pod nogami.
Chcę znowu wstać.
Z góry dziękuję wszystkim, którzy zechcą pomóc.
Adrian Zieliński
Beneficjent Fundacji Avalon numer subkonta, Zieliński 20472
Sama mam syna z wada serca i wiem co to znaczy walczyć o życie a ma 18 MSC i po operacjach udostępniam dalej może to przyczyni się do wpłat pozdrawiam i nie poddawaj się ,❤️💪
Twoja energia jest niesamowita ♥️
Dajesz Adrian!
Żebyś stanął na nogi!!
Powodzenia i dużo siły!