id: dbzavw

Nie lubię go, ale nie potrafię odebrać mu szansy na życie

Nie lubię go, ale nie potrafię odebrać mu szansy na życie

Nasi użytkownicy założyli 1 155 050 zrzutek i zebrali 1 199 356 260 zł

A ty na co dziś zbierasz?

Opis zrzutki

Nie da się ukryć, że wśród setek kolejnych podopiecznych trafiają się koty wyjątkowe – łapiące za serce. Nie muszą być ani specjalnie miłe, ani specjalnie urodziwe, ale jest w nich COŚ, co powoduje, że nawet po dziesięciu latach od adopcji wspomina się je ze szczególnym rozczuleniem. I nie da się ukryć, że zdarzają się sytuacje przeciwne – koty mało lubiane. Zazwyczaj są to koty niemiłe lub problematyczne, choć czasem – nie lubi się zbyt namolnych, uniemożliwiających normalne działania w pomieszczeniu. Czy każdy ma ulubieńców i koty mniej lubiane? Pewnie nie, bo my, ludzie, opiekunowie, jesteśmy różni.

Możecie na mnie ciosać kołki. Ale będę zupełnie szczera. Tak, bywają u nas koty, za którymi nie przepadam. Ja, prezes pro-zwierzęcej Fundacji, mam niekiedy pod opieką zwierzaki, które nie budzą we mnie pozytywnych emocji lub wręcz – budzą nieprzyjemne uczucia. No cóż, jestem człowiekiem. Na swoją obronę powiem tyle, że te mniej lubiane koty są traktowane tak, jak cała reszta. Albo wręcz celowo zwiększamy nad nimi opiekę, by – jeśli to możliwe – zmienić zachowania problemowe i przygotować je do adopcji. Emocje pozostają więc tylko w nas, czasem w słowach, które wyrywają się, gdy takie zwierzę kolejny raz nas podrapie lub przebiegnie nam po twarzy.

Problem zaczyna się wtedy, gdy taki niesympatyczny osobnik poważnie zachoruje. Jestem naprawdę dobra w podawaniu leków. Więc jeśli ja mam z tym kłopot – to niewiele osób dałoby sobie radę. Jestem uparta. I jak mam podać lek, to go podam. Dziesiątki osób widziały mnie w akcji i mogą to potwierdzić. Spróbujcie sobie więc wyobrazić, co musi się dziać, bym od tego odstąpiła.


tf9c1cb95031b34a.jpeg

Skoczek PRAWIE jest takim kotem. Jest u nas od podlotka, niestety nie udało się go oswoić. W warunkach idealnych daje się pogłaskać, a nawet wziąć na ręce – ale do tego potrzebuje absolutnej ciszy i spokoju. Musi się czuć idealnie bezpiecznie. A nawet nasza specjalistka od oswajania nie może przetrzeć mu spokojnie oczu czy wyczyścić uszu. Podawanie mu leków – jest trudne. Nawet dla mnie.

Diagnoza zakaźnego zapalenia otrzewnej była dla mnie tym razem zaskoczeniem. Zazwyczaj widzę chorobę szybciej niż mogą go wykryć badania, a nawet najdrobniejsze ilości płynu w brzuchu zauważam wcześniej niż lekarz robiący USG. O Skoczku wiedziałam tylko tyle, że chudnie. Nasza relacja była od początku na tyle trudna, że nie udało mi się przyuważyć go na tyle dokładnie, by dostrzec symptomy wcześniej. Pojechał na badania „na wszelki wypadek”, bo „coś się dzieje”. Diagnoza była natychmiastowa, płynu ma wprawdzie nadal niewiele, ale wyniki krwi nie budzą żadnych wątpliwości. Musiało więc paść sakramentalne pytanie „co dalej”.

Co dalej z kotem, któremu NAPRAWDĘ trudno podać leki? Czy dam radę codziennie, przez 84 dni, staczać z nim walkę o zastrzyk? I czy ma sens ratowanie zwierzaka tak niemiłego, tak słabo adopcyjnego? Co będzie z nim później, zostanie jako pół-dziczek w naszej kociarni? Czy to ma sens? Czy to ma jakikolwiek sens?


Ale odwróćmy pytanie: Skoczek jest agresywny, bo się mnie boi. Boi się – więc się broni. Czy mam prawo odebrać mu szansę tylko dlatego, że się mnie boi? Czy jest gorszy od innych? Czy jego życie nie ma żadnej wartości?


Gdy usłyszałam zadane sobie samej pytania – wiedziałam, że nie będę potrafiła. Nie mogę skazać na śmierć kogoś dlatego, że jest mniej miły niż inni. Nie mogę wydać wyroku, bo ten konkretny kot mnie nie wzrusza. Nie mogę – bo musiałabym z tym dalej żyć. Patrzeć w lustro. A tam byłby ktoś, kto zabija mogąc uratować.

Poprosiłam o wsparcie naszych wolontariuszy. O jakie? O ułatwienie mi znalezienia SENSU tego działania. Bo jeśli znajdę sens, to znajdę też siły. Znalazłam, kilka osób zaoferowało ogromne wsparcie. Wcale nie lubię Skoczka przez to bardziej, ale też WIEM, że istnieją ludzie, którzy go lubią. Jestem jedyną osobą, która może uratować mu życie – ale są tacy, którzy zgodzili się później uczynić je fajniejszym, cieplejszym, lepszym. Dzięki naszym wolontariuszom umocniłam się w decyzji, że Skoczek po prostu ma prawo żyć.

Potrzebujemy jeszcze jednego – pieniędzy. Terapia kosztuje dużo. Ale jest bardzo skuteczna, co wiemy z własnego doświadczenia. Zakaźne zapalenie otrzewnej jest już chorobą uleczalną z ogromnym prawdopodobieństwem. Potrzebna dwóch rzeczy: wytrwałości w robieniu zastrzyków – i to jest moja rola. I pieniędzy – i tu potrzebuję TWOJEJ pomocy. Skoczek Cię potrzebuje. Tu, teraz. Dostał szansę ode mnie i moich wolontariuszy, ale potrzebuje też Ciebie. CIEBIE.


fb090743deb486d5.png

afa4316efe676ea4.png

j687be1b6bcefa85.png

Ta zrzutka nie ma jeszcze opisu.

Ta zrzutka nie ma jeszcze opisu.

Pierwsza na świecie karta do przyjmowania wpłat. Karta Wpłatnicza.
Pierwsza na świecie karta do przyjmowania wpłat. Karta Wpłatnicza.
Dowiedz się więcej

Wpłaty 527

preloader

Komentarze 66

 
2500 znaków