trzy okaleczone psiaki moich Przyjaciół - musimy zebrać więcej niż kwota zrzutki :(
trzy okaleczone psiaki moich Przyjaciół - musimy zebrać więcej niż kwota zrzutki :(
Nasi użytkownicy założyli 1 290 286 zrzutek i zebrali 1 522 918 123 zł
A ty na co dziś zbierasz?
Opis zrzutki
Wyznaczona kwota osiągnięta, ale nie ustawajcie. Potrzeby są sporo większe. Szczegóły + foto niżej
Mili, organizuję zbiórkę dla Przyjaciół, którzy mają wielkie serca ale jeszcze większego pecha. Ich…uwaga… TRZY! psy wpadły w ręce złych ludzi, prawdopodobne postrzały ☹ Koszty pierwszych ratunkowych zabiegów przewyższyły wysokość emerytury R. Tymczasem wszystkie trzy przypadki są skomplikowane i wymagają częstych kontroli 100km od domu, codziennych zmian opatrunków, leków…
Ze względu na koszty życia na emeryturze R. i E. przenieśli się na podlaską wieś. Tam, jako jedyni „miastowi” w okolicy po ludzku traktują psy a te przekazują sobie informację o tym, gdzie nie wiążą na łańcuchu, gdzie nie strzelają śrutem, gdzie dobrze karmią i tak się stało, że... obecnie jest ich 9. Ich własnym jest jedynie 14 letnia Szajka. Potem przypałętała się Murka, później Łatka.. Ktoś wyrzucił na wsi szczenną Pandę. My przygarnęliśmy małego Newtona, dwa psiaki rozdane ale został Borys. W międzyczasie pojawiła się Białka, totalnie dzika, oczywiście oszczeniła się, psiaki wydane. Potem Heca, kolejne maluchy… Wszystkie psy są zadbane, kochane, szczepione, sterylizowane (oprócz Białki, na którą nie ma sposobu). Sami sobie winni? Niby tak, ale jak winić za wielkie serca, za brak egoizmu i nieprzegonienie przybłędy?
Pewnego styczniowego dnia Borys wrócił do domu ze zmasakrowaną tylną nogą. Święta prawosławne, jedyna otwarta lecznica aż 100km od nich. Wstawiono implant, żeby zespolić szczątki kości, sztuczne ścięgno nie przyjęło się a ubytki w tkance miękkiej są tak duże, że rozważana jest amputacja. Na drugi dzień kolejny pies, Borysik, z nieco lżejszymi obrażeniami, jeśli lekkimi można nazwać złamanie kości uda i podudzia tej samej łapy. A Pandy nie było 5 dni! Wróciła z wielką raną łokcia.
Kupiliśmy opatrunki, bagażnik karmy i pojechaliśmy ich wesprzeć, ale to kropla w morzu potrzeb związanych z leczeniem psiaków, bo to wręcz kosmowydatki. Finansowo jest po prostu źle, żeby nie powiedzieć fatalnie, stąd moja do Was prośba o grosik, dwa… Na miejscu oszacuję też koszt odbudowy ogrodzenia. Nie oceniajcie, proszę, sytuacji. Z emerytury naprawdę trudno jest odłożyć na zabezpieczenie gospodarstwa, więc tak, psiaki chadzały luzem. EDIT: Jesteśmy już na miejscu, pomierzyłam i obliczyłam, że koszt ogrodzenia przy wykorzystaniu pracy własnej a zatem same materiały to ok. 2,8 tys... Niestety nie doszacowałam kwoty zrzutki...
EDIT- przyjechaliśmy 22/01, obejrzałam, rozpytałam, zapadła decyzja konsultacji w innym miejscu bo: A) rana Borysa była paskudna, nie zrobiono rtg (?!), B) Panda miała "się sama wylizać"- brak opatrunku, leków, nie zrobiono rtg, C) Borysik rzekomo poskładany 2 tygodnie nie miał żadnej stabilizacji, opatrunku, na życzenie! unieruchomiono go... tekturką i taśmą klejącą przyczepioną do grzbietu, odmówiono nam dostępu do rtg (?!)
Foto z zeszłego roku:
Poniżej rana BORYSA przy pierwszej operacji... Masakra... Wg weta wstawiono tytanowy implant w miejsce roztrzaskanej kości i zrekonstrukowano ścięgno Achillesa. Jednak... nie zrobiono rtg (?). Łapa została usztywniona jedynie bandażem.
Tymczasem podczas wizyty u nowego weta (25/01, foto niżej) okazało się, że nie ma śladu po rzekomym tytanowym implacie(?!), ścięgno nie mogło się przyjąć przez stan kości, która była po prostu w kawałkach, nie ustabilizowana a ślady zaznaczone strzałkami wskazują na postrzał. Ze względu na znaczny ubytek tkanki miękkiej musimy czekać na wyziarninowanie rany. Założono oczywiście usztywnienie. Po wygojeniu ocenimy stan i zdecydujemy o stałym usztywnieniu łapy płytą tytanową ze względu na brak ścięgna. PS Poprzedni wet od razu sugerował amputację na wysokości biodra!
PANDA wróciła po 5 dniach z zakażoną raną, miała "się sama wylizać". Po 2 tygodniach! wymuszono rtg, które wykazało ...strzaskanie łokcia z przemieszczeniem kości... Kość wsunięto (?!) i zostawiono psa z rekomendacją... wietrzenia (?!)
Nie jestem wetem, ale wieeele mi się nie zgadzało. Nowy rtg, ocena sytuacji i faktycznie, rana została w końcu zaopatrzona, łapa usztywniona. Na dniach decyzja o operacji ratującej staw.
BORYSIK wg pierwszego weta miał mieć złamanie uda i podudzia tej samej łapy, został odrutowany i ... zostawiony bez ŻADNEGO usztywnienia. "Panie doktorze, ta łapa się telepie" - "Tak, bo musi się zrosnąć". Jak pisałam wyżej na życzenie (!) usztywniono ją tekturką... Na nowym rtg widać, że drut został wstawiony od złej strony, czyli usztywniał staw skokowy ograniczając krążenie=gojenie. Borysik został w szpitalu, dziś był reoperowany. Foto niżej. Aha! Okazuje się, że łapa była strzaskana w jednym a nie w dwóch miejscach... Teraz rozumiem, dlaczego nie chciano udostępnić nam rtg u pierwszego weta.
Poniżej foto obrazujące, w jakich warunkach wieźliśmy psiaki na konsultację u nowego weta (100km czyli 2 godziny tylko w jedną stronę). Dziś wróciliśmy do domu (200km), w piątek jedziemy ponowie, aby zawieźć Pandę na ew reoperację, Borysa na konsultację i odebrać Borysika ze szpitala (kolejne 100km w jedną stronę). Mamy większy samochód niż E. i R. W ich mini aucie (foto) psiaki by się nie zmieściły a poza tym w tych warunkach nie przejechaliby 10metrów. Koszty własne biorę na siebie! To nasi Przyjaciele. Zbiórka dotyczy TYLKO kosztów leczenia i ew ogrodzenia, o którym wyżej. Niestety nie doszacowałam. Moja wina. Nikt nie wiedział, że E. i R. trafili do ... "mało kompetentnych wetów". Są onieśmieleni hojnością obcych ludzi, ja szczęśliwa, że mam tak dobrych Przyjaciół i tak, nie mam oporów ani wstydu, aby prosić o więcej, bo wiem, że to słuszna sprawa.

Ta zrzutka nie ma jeszcze opisu.
Powodzenia ♥️