id: gpvtbh

Śmierć w szpitalu. Zbiórka na pomoc prawną po niepotrzebnej śmierci mojej 35 letniej żony.

Śmierć w szpitalu. Zbiórka na pomoc prawną po niepotrzebnej śmierci mojej 35 letniej żony.

Opis zrzutki

Dokumentacja na (rozwijanym) blogu http://www.dzielinastylkoczas.blogspot.com


35 letnia Aśka była cudowną dziewczyną. Byliśmy razem 13 lat, 24 godziny na dobę. W lipcu byliśmy na Mazurach – odwiedziła ten region pierwszy raz w życiu. Prosiła bym przysiągł, że za rok tam wracamy. Kilka dni później, w sierpniu trafiła do szpitala wojewódzkiego. Chciałbym dopowiedzieć: "gdzie zmarła", jednak nie boję się powiedzieć mocniej: "gdzie ją zabito" w wyniku szeregu błędów i przedziwnego podejścia do pacjentów.


Trafiła do szpitala z niewielką ropowicą (ropniem – różnie to opisują), którą usunięto na SOR. Trafiła na chirurgię na obserwację, gdzie:


  • podawano Jej toksyczne a nie terapeutyczne dawki leków (co spowodowało, że stanęła wątroba i nerki). Skandalicznie wysokie dawkowanie sprawdzone w karcie zleceń lekarskich
  • nie dostosowywano dawek leków do aktualnych wyników badań krwi (mimo obowiązku). Podawano toksyczną dawkę leku, czterokrotnie przekraczającą wymaganą. Codziennie przez 6 dni !
  • nie wykonywano podstawowych badań (w tym badań krwi)
  • podawano silne leki usypiające bez powodu (chyba po to, by spała a pielkęgniarki i lekarze mieli święty spokój)
  • ukrywano przed rodziną jakie leki dostaje (dowiedziałem się dopiero po śmierci, z dokumentacji, wcześniej słyszałem :dostaje co ma dostawać)
  • nawet, gdy Jej stan był terminalny, wmawiano, że jest dobra
  • kilka godzin później, nocą rozmawiano na korytarzu, że pomoc jest zbędna bo Ona i tak umrze


Nie miałbym o tym pojęcia, gdyby nie sąsiadka, która leżała w sali obok i jeden z lekarzy, który


  • chwilę przed śmiercią Aśki, zlecił badanie poziomu antybiotyku we krwi – wynik: poziom silnie toksyczny, dopowiadając: tak nie powinno być. Zgodnie z opisem, godzinę po podaniu, poziom leku we krwi nie powinien przekroczyć 50, 12 godzin po podaniu i dializie zaleconej by wypłukać toksyczną dawkę leku poziom wyniósł 84. Ile było godzinę po podaniu? 200? 500? 5000? Antybiotyk w zbyt dużej dawce podawany przez 6 dni zniszczył wątrobę i nerki, doszło do niewydolności wielonarządowej. Więcej na blogu http://www.dzielinastylkoczas.blogspot.com w dziale dokumentacja.


Celem zbiórki jest 99 tyś zł. Na:


  • koszty sądowe procesu w sprawie Aśki
  • koszty pomocy prawnej
  • koszty opinii biegłych
  • dalszą przyszłość


Sprawa jest u prawnika (ustalamy już szczegóły). Najpierw wezwanie do ugody (skierowane do ubezpieczyciela szpitala) a znając życie później sąd. Niestety to wszystko kosztuje. Wiem doskonale, że można uzyskać zwolnienie z kosztów sądowych, jednak wiem też że nie jest to łatwe i wiem jak sąd traktuje taką zwolnioną z kosztów osobę. Jak podchodzi do jej słów. Jak dąży do błyskawicznego zakończenia sprawy by nie narażać Skarbu Państwa na koszty i jak traktuje osobę z poważnym adwokatem spoza miejskiej śmietanki niewielkiego miasta, gdzie wszyscy wszystkich znają.


Drugą część zbiórki związana jest z sytuacją, która dotknęła mnie po śmierci Aśki. Przez lata opiekowałem się Aśką, pobierając świadczenie pielęgnacyjne z tytułu rezygnacji z zatrudnienia z powodu sprawowania opieki nad osobą niepełnosprawną (obecnie 1583 zł). Nie mogłem pracować (nie zawsze ze względu na Aśkę, były dni, gdzie czuła się super, ale ze względu na uwarunkowania prawne – osoba ze świadczeniem pielęgnacyjnym nie ma prawa podpisać nawet umowy zlecenia za 5 zł nie mówiąc o umowie o pracę choćby na 1/8 etatu). Zrozumiałe jest, że oszczędności nie mieliśmy. Zostałem w życiu całkiem sam. Nie mieliśmy dzieci, nie mam rodziny, nikogo. Taki liść bez drzewa... Cenię kontakty z naszymi przyjaciółmi, którzy są, ale mają swoje życie co rozumiem. W nowej sytuacji, w wieku 41 lat zbieram na "nowe życie".


Jestem sam w za dużym dla mnie mieszkaniu, do którego wprowadziliśmy się 1,5 roku temu, po sprzedaży 100 letniego kiepskiego domu na wsi, który przypadł mi w spadku (dostaliśmy mieszkanie w TBS Leszno). Mieszkanie, gdzie niedawno słyszałem śmiech Aśki i poranne "cześć". Mieszkanie gdzie pachniała poranna kawa a później obiad przygotowywany przez Aśkę oraz wspólnie robiona kolacja, gdzie istniało życie... W mieszkaniu i w Lesznie gdzie mieszkaliśmy, wszędzie widzę Ją. To jest i nie jest miłe. Spróbujcie postawić się w takiej sytuacji...


Żyję, pracuję, ale wspomnienia i brak Aśki w mieście i mieszkaniu gdzie jeszcze niedawno budowaliśmy swoją przyszłość, powoli mnie zabijają. Nie chcę do tego dopuścić.

W moich planach mam szybkie zapłacenie partycypacji TBS (30 tyś) i dzięki temu przekazanie mieszkania innym, z odzyskaniem wszystkich kosztów wyposażenia mieszkania oraz wyprowadzkę i rozpoczęcie życia od nowa. W żalu po stracie kochanej Żony (który nigdy nie minie) i z pewnością, że w nowym miejscu będzie mi dużo łatwiej. Tu w Lesznie, poza grobem Aśki nie trzyma mnie już nic.


Aśka zawsze będzie ze mną, ale ja tu, gdzie budowaliśmy życie na stałe i mieliśmy plany być nie potrafię. To za bardzo boli. Co do przeprowadzki. Ja już wiem gdzie – z Aśką pokochaliśmy to miasto lata temu. Miasto piękne, przyjaźni ludzie (przyjaciół mam (mamy?) tam do do dziś), piękne widoki. Mam dość Leszna. Dość obrazów z naszego życia, współczujących spojrzeń ludzi (byliśmy bardzo kojarzeni) i samotnych wieczorów i weekendów w miejscu, które było miejscem, które kochaliśmy i które miało być naszym gniazdkiem rodzinnym na lata..


Kiedyś mialem sen, że do Leszna będę wracać regularnie, ale nikt już na mnie tam nie będzie czekać. Wtedy nie wiedziałem o co chodzi. Teraz już wiem – regularnie będę wracać tylko na grób Żony, którą tak bardzo kochałem...


Zachęcam do udostępniania zrzutki i do wpłat.



Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez