id: gyr3j5

Renowacja miejsca pamięci w Biesiadce #AkcjaBiesiadka

Renowacja miejsca pamięci w Biesiadce #AkcjaBiesiadka

2 800 zł 
z 5 000 zł
56%
zakończona 11.11.2021r
28 
wspierających
Wpłać na zrzutkę
Zrzutka.pl nie pobiera prowizji od wpłat

Opis zrzutki

Renowacja miejsca pamięci w Biesiadce

#AkcjaBiesiadka

Zrzutka ma na celu zebranie środków na renowację miejsca pamięci w Biesiadce pod Mielcem, które upamiętnia śmierć dwóch żołnierzy Armii Krajowej poległych w potyczce z Niemcami 4 maja 1944 r. - por. Józefa Micka ps. „Gustaw" (d-ca placówki Cmolas) oraz kpr. Józefa Ziębę ps. „Topola".



Co chcemy zrobić za zebrane środki?

- wymienić drewniany krzyż na nowy (z zachowaniem oryginalnej formy),

- wymienić na nową tablicę pamiątkową (na wzór obecnej),

- odnowić kamień, na którym znajduje się tablica (czyszczenie),

- uporządkować okolice miejsca pamięci (odnowienie kostki chodnikowej).

W tym celu musimy kupić lub wynająć narzędzia oraz usług niezbędne do wykonania prac.


zca01081e00c6e5b.jpeg


Czemu chcemy to zrobić?

Bo uważamy, że to nasz obowiązek. Chcemy upamiętnić poległych żołnierzy Armii Krajowej.

Tablica pamiątkowa i krzyż, ustawiony staraniami kombatantów Armii Krajowej, są w złym stanie technicznym i wymagają wymiany na nowe. Brak działań może spowodować całkowite zniszczenie miejsca pamięci.

Liczymy na Wasze wsparcie! Razem możemy odnowić miejsce pamięci i oddać hołd bohaterom! 


ld4934690b1a8041.jpeg


e1cbfc0024f8f907.jpeg


Tak całe wydarzenie, na podstawie relacji świadków, opisuje Halina Dudzińska „Akcja Biesiadka - maj 1944 rok: zgon por. Józefa Micka i kpr. Józefa Zięby” (Kolbuszowa, 1992 r.):


Termin akcji w niemieckim obozie w Biesiadce został ustalony na 4 maja 1944 r. Nie wiadomo ilu i jakich członków Placówki AK, „Korba”, „Gustaw" do niej przygotowywał, jak umówił spotkanie się ich, przychodzących osobno, na skraju polany koło obozu. W wyznaczonym dniu zebrało się wśród podszycia  leśnego, od wschodniej strony obozu, tylko pięciu mężczyzn. Byli to: Józef Micek ,,Gustaw", Józef Zięba ,,Topola", Stanisław Gabon ,,Świt", Jan Kubis ,,Wicher" i Tadeusz Rożek ,,Sawa". Stanowili oni czołówkę przeszkolonych i zahartowanych już członków bojówek dywersyjnych z „Kefiru" (obwód AK Kolbuszowa).

„Świt" i „Wicher " pochodzili z Kolbuszowej Górnej, „Sawa" mieszkał wówczas w Kolbuszowej Dolnej.

(…)

4 maja 1944 r. koło niemieckiego obozu w Biesiadce zebrało się 5 wyżej wymienionych mężczyzn w celu wejścia do obozu i zdobycia broni. Wewnątrz obozu, w jego biurze, znajdował się Stanisław Węglarz ,,Los" oraz jego kolega Baumberger, Polak o niemieckim nazwisku, wtajemniczony w akcję. Trzeba powiedzieć, że w akcji tej miało wziąć udział jeszcze kilku innych akowców z Cmolasu i z sąsiadujących z nim wsi. Zostali oni umówieni, ale nie wiadomo jak i po co. Byli to Stanisław Altamer (z Ostrów Tuszowskich), Józef Kobylski, Wojciech Micek i inni. Udali się oni wtedy do Biesiadki, omijając niebezpieczeństwa, ale nie doszli pod sam obóz i nie spotkali się z piątką swoich dowódców. Zatrzymali się gdzieś w głębi lasu.

Tymczasem ,,Gustaw”, „Sawa”, „Świt”, „Topola" i ,,Wicher " spotkali się wśród podszycia leśnego na wschodnim skraju niemieckiego obozu na Biesiadce. Stanisław Gabon ,,Świt" powiedział kiedyś, że gdy się, spotkali ,,Gustaw” oznajmił, że mają przyjść jeszcze i inni koledzy, że trzeba na nich poczekać. I zebrani czekali. Z miejsca ich ukrycia, położonego w odległości prawie trzystu metrów od budynku biurowego i „bunkrów", widać było jak rano kilku Niemców poszło z więźniami do pracy w lesie. Koc wisiał w umówionym miejscu na plocie. Akowcy jednak nie poderwali się energicznie i nie ruszyli do obozu. Czekali na tych, co mieli przyjść. Czekali je­szcze parę godzin. Podobno dopiero pod południe ,,Gustaw " zakomenderował – „idziemy". I pięciu śmiałków, obszedłszy plot, weszło przez bramę na teren obozu. Weszło w biały dzień, z odkrytymi twarzami, z bronią w ręku, do jaskini lwów.

Gdy podeszli do budynku biurowego ,,Świt”, zgodnie z planem, wszedł do niego. Zmusił w nim Karla Rischkę do oddania mu pistoletu i podniesienia rąk do góry, rzekomo sterroryzował polskich pracowników, wśród których był ,,Los", każąc im położyć się na ziemi, przeciął przewód od telefonu i czekali na wynik akcji kolegów w ,,bunkrach". Oni mieli do tych budynków ze dwadzieścia metrów drogi. Drogi przez teren otwarty, niczym nie zasłonięty, dobrze widoczny z ,,bunkrów". Marsz przez tą drogę nie był chyba dobrze przemyślany. Na czoło idących wysunęli się ,,Gustaw" i ,,Topola". I wtedy stało się coś, co nie powinno było się stać, czego akowcy nie przewidzieli. Przez okno pierwszego skraju ,,bunkra" wyglądnęła dziewczyna, Polka, sprzątająca Niemcom czy usługująca im do stołu i zobaczywszy idących mężczyzn, w cywilnych ubraniach, z bronią w ręku, zamiast zachować spokój, zaczęła krzyczeć ,,Bandyci!". Pamiętamy, że tak Niemcy nazywali polskich partyzantów. Krzyk dziewczyny, niestety, nie wtajemniczonej w akcje, na pewno zmieszał ,,Gustawa" i ,,Topolę". Tymczasem w innym oknie momentalnie ukazał się Niemiec i ostrzelał z automatu nadchodzących „bandytów". „Gustaw” i „Topola" skoszeni upadli na ziemie. Jedna z kul dosięgła też podobno „Sawę" idącego nieco w tyle, ale na szczęście odbiła się od klamry jego pasa. „Sawa” strzelił do Niemca i zranił go. Był to Heimerdinger, który też osunął się. W oknie nie pojawił się nikt inny. Zdaje się Heimerdinger był wtedy w ,,bunkrze" sam jeden. Ale „Sawa" nie wiedział o tym. Widząc tragedię dwóch kolegów uznał, że po wymianie strzałów on i „Wicher" nie mając już szans dostania się do niemieckich pomieszczeń i zabrania broni, [wiedzieli], że muszą ratować swoje życie. Krzyknął ,,wycofujemy  się" i pozostawiwszy ,,Gustawa" i ,,Topolę;" na obozowym placu, odwróciwszy się, skierował się ku wyjściu. „Wicher" uczynił to samo, a z budynku biurowego wyleciał ,,Swit” i przyłączył się do nich. „Świt" niósł pistolet Rischki będący całej zdobyczy akcji, tak drogo okupionej. Akowcy biegli do lasu. Z ,,bunkrów” nikt nie strzelał. Ciała ,,Gustawa" i ,,Topoli" pozostały w obozie.

Niektóre osoby mówily, że J. Micek i J. Zięba podczas akcji w Biesiadce weszli już do sieni jednego z ,,bunkrów”, że tam zobaczyła ich polska dziewczyna, a na jej krzyk Niemiec stanęli w drzwiach izby i ostrzelali Polaków, ze oni, ranni zdążyli jeszcze wybiec z sieni na podwórze i tam upadli, po czym zakończyli życie. P. Stanisław Węglarz, na którego relacji opierała się autorka niniejszej pracy, mówił, że J. Micek i J. Zięba nie doszli do ,,bunkra". Zostali zastrzeleni kilka metrów przed nim. Autorka pracy rozmawiała też o akcji z p. Stanisławem Gaboniem zamieszkałym w Strzegomiu.”


g733f5fe5e44f906.jpeg


ub528b75f897a46c.jpeg


Opis wydarzeń z 4 maja 1944 r. ukazał się również w 10. numerze Piśmma Komitetu Obywatelskiego „S” Ziemi Kolbuszowskiej „Niwa” (Kolbuszowa, 1991) w artykule „Akcja w Biesiadce”:


„Front był blisko. Armia Krajowa wchodziła w „Burzę". Trwały ostatnie przygotowania. Brakowało broni i amunicji. Korzystano z każdej okazji, aby ją zdobyć. Atakowano patrole posterunki i placówki niemieckie.

Partyzanci z obwodu u „Kefir " 4 maja 1944 roku postanowili zdobyć niemiecką placówkę w Biesiadce koło Mielca. Do akcje i wyszły dwie grupy — z Trzęsówki i Cmolasu. W tej drugie znaleźli się najtwardsi: Józef Micek ps. Gustaw, Józef Zięba ps. Topola, Wojciech Micek, Józef Kobylsk i Tadeusz Rożek „Sawa " z Kolbuszowej. Grupą z Trzęsówki dowodzi plutonowy Magda.

Grupa z Cmolas u zajęła stanowiska. Czekała na pozostałych. Nie nadchodzili. Niemcy już zasiedl i do obiadu. Polak u nich zatrudniony zaczął sygnalizować — trzepał koc. Ruszyli. Biegnących z otwartą bronią spostrzegła kobieta roznosząca obiad. Niemcy pośpiesznie chwycili broń. Na korytarz wpadli „Topola,” „Gustaw” i „Sawa”. Posypały się strzały. Gustaw i Topola zginęli na miejscu. Pocisk odbił się od pistoletu „Sawy”. Ten zdążył ranić dwóch Niemców. Uchodząc strzelał umożliwiając odwrót Wojciechowi Mickowi i Kobylskięmu. Odskoczyli. Zostało tylko dwóch.

Rozwścieczeni Niemcy kopali zabitych, zatrzymywali przechodniów każąc rozpoznawać. Trwał o to długo. Wreszcie ktoś powiedział, że to Józef Zięba i Józef Micek z Cmolasu. Ciała zakopano w rowie przy lesie. Dopiero po przyjściu Rosjan koledzy przenieśli je do zbiorowej mogiły partyzantów na kolbuszowskim cmentarzu. Dzisiaj miejsce tragedii jest zapomniane. Tam, gdzie był dom, w którym zginęli, rośnie las. Została tylko jedna z dwu jabłoni jak niemy świadek.

Porucznik Józef Micek ps. Gustaw w chwili śmierci miał 30 lat, a kapral Józef Zięba ps. Topola — 26. Dzisiaj z pozostałych uczestników akcji żyje tylko Józef Kobylski. Ma 75 lat i mieszka w przemyskim.

Na podstawie relacji Andrzeja Chmiela z Cmolasu. Z. L.”

z5b717bfb2d5edf9.png

 Józef Micek oraz Józef Zięba


Józef Micek - urodzony 27 lutego 1915 r. w Cmolasie jako syn Ludwika i Rozalii z Kosiorowskich. Uczęszczał do mieleckiego Gimnazjum, które ukończył w 1936 r. po czym wstąpił do służby wojskowej. Ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty w okolicach Lwowa, a następnie odbył staż w 17 Pułku Piechoty w Rzeszowie. Tuż przed wybuchem II Wojny Światowej w latach 1938-1939 pracował w Dyrekcji Kolejowej w Wilnie. Kampanię wrześniową spędził na ziemi kieleckiej w stopniu podporucznika 185 zapasowego pułku piechoty wystawionego przez 17 p.p. armii "Prusy". Po klęsce Polski we wrześniu 1939 r. powrócił do Cmolasu i rozpoczął pracę gminnego referenta podatkowego. W 1940 r. Józef Micek został członkiem cmolaskiej komórki ZWZ organizowanej przez Stanisława Staszałka. W tym samym okresie pomagał w kolportażu gazetki "Odwet" wydawanej przez Władysława Jasińskiego ps. "Jędruś". Jesienią 1942 r. Józef Micek ps. "Gustaw" otrzymał od komendanta kolbuszowskiego Obwodu AK kapitana Józefa Rządzkiego-Kordyszewskiego ps. "Boryna" nominację na funkcję komendanta placówki AK Kolbuszowa Dolna. W dniu 4 maja 1944 r. podczas akcji zdobycia broni w niemieckim obozie wojskowym w Biesiadce porucznik Józef Micek ps. "Gustaw" poniósł śmierć wraz ze swym podkomendnym kapralem Józefem Ziębą ps. "Topola".


Józef Zięba – urodzony 1919, urodzony w Cmolasie. Przed wybuchem II Wojny Światowej członek Związku Strzeleckiego. W czasie okupacji niemieckiej zostaje wprowadzony do konspiracji w strukturach Armii Krajowej przyjmując pseudonim ,,Topola''. Poległ w nieudanej akcji 4 maja 1944 roku podczas próby zdobycia broni oraz amunicji w ataku na niemiecki obóz w Biesiadce-Przyłęku wraz z przyjacielem i dowódcą placówki AK Kolbuszowa Dolna Józefem Mickiem pseudonim ,,Zbych', „Gustaw”'.


Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Twój mini-terminal.
Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Twój mini-terminal.
Dowiedz się więcej

Wpłacający 28

 
Dane ukryte
200 zł
GG
G. Gmyrek (od A. Chmiela z Cmolasu)
200 zł
I
Impala
200 zł
AG
Adam Giszter
200 zł
BO
Teodozja Lubach
200 zł
KM
Krzysztof Mokrzycki
200 zł
AR
Arek R.
100 zł
DC
D. Cz-Batory
100 zł
JR
Janusz Rydzowski
100 zł
JR
Janusz Rydzowski
100 zł
Zobacz więcej

Komentarze 2

 
2500 znaków
  • Paweł Wroński

    "Strzały oddane na Biesiadce zaalarmowały Niemców w obozie na Smoczce. Zawiadomili oni o nich posterunek żandarmerii w Mielcu. Wnet przybył do Biesiadki cały samochód ciężarowy żandarmów. Zbadali sytuację i jedni odwieźli rannego Heimerdingera do mieleckiego szpitala, inni oglądali zwłoki "Gustawa" i "Topoli", starając się je zidentyfikować, jeszcze inni przesłuchiwali pracowników obozu "Łosia" także, albo podeszli szosą w stronę Przyłęka, strzelając do lasu. Tym, którzy identyfikowali ciała "Gustawa" i "Topoli" udało się to dokonać. Według twierdzeń jednego ze świadków tej sprawy "Gustaw" i "Topola" posiadali przy sobie, chociaż nie powinni byli posiadać, Kennkarty, ówczesne dowody tożsamości. Według innych zidentyfikował ich jakiś polski robotnik obozu. Nie wiadomo co z tego jest prawdą. Wiadomo, że po zidentyfikowaniu Józefa Micka i Józefa Zięby Niemcy kazali zakopać ich ciała niedaleko obozowego płotu, przy przydrożnym rowie. Można jeszcze powiedzieć, że Niemcy poznawszy sprawców jakiejś akcji przeciwko nim, stosowali represję wobec członków tych akcji, albo wobec ich rodzin. Wskutek tego, w jakiś czas po tragedii w Biesiadce jednego ranka przyjechały do Cmolasu dwa samochody ciężarowe żandarmów z Mielca i z Tarnobrzegu. Żandarmi otoczyli dom Jana Micka, brata Józefa; dom Jakuba Zięby, brata Józefa; oraz rodzinny dom Józefa Zięby zamieszkały przez Andrzeja Mokrzyckiego z rodziną. Pozbierali ich mieszkańców, zastrzelili psy na podwórzach, bydło odesłali do Kokota, miejscowego, niemieckiego bauera i zabierali się do podpalenia zabudowań."

  • Paweł Wroński

    Obecny pamiątkowy krzyż poświęcono w dniu 9 sierpnia 1992 roku, po nabożeństwie w Cmolasie, następnie ustawiono go w Biesiadce, w miejscu śmierci partyzantów. Pod krzyżem umieszczono tablicę przypominającą poległych żołnierzy AK. Tablice upamiętniające partyzantów znajdują się również w Kościele w Cmolasie oraz na Bazylice Wniebowzięcia NMP w Rzeszowie.

Nasi użytkownicy założyli

852 026 zrzutek

i zebrali

737 070 640 zł

A ty na co dziś zbierasz?