Powrót do normy po przywróceniu władzy rodzicielskiej. AuDHD
Powrót do normy po przywróceniu władzy rodzicielskiej. AuDHD
Aktualności1
-
12.03.2026
Drodzy wspierający!
W dniu wczorajszym otrzymałam postanowienie.
Tak jak pisałam wcześniej- mały wraca do mnie wraz z końcem roku szkolnego 2026.
Dzisiaj złożyłam wniosek o stwierdzenie prawomocności postanowienia.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! <3
05.03.2026
Dwudziestego szóstego lutego odbyła się rozprawa sądowa. Sąd nie wydał na tejże rozprawie wyroku, jednak zadekował się, że w przeciągu dwóch tygodni, po odbyciu posiedzenia niejawnego wyrok będzie wydany. Nie padły dosłowne deklaracje, jednak ewidentnie wymiar (nie)sprawiedliwości jest po mojej stronie. Czekam z niecierpliwością ❤️
20.02.2026
Zrobiłam tę zrzutkę nie mając żadnych oczekiwań.
Siedzę ze łzami w oczach. Bardzo dziękuję za każdy grosz! Przywracacie mi wiarę w dobry obrót tej sprawy. Jeszcze raz dziękuję! 🙏
Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki
Tu na górze są sprawy bieżące- proszę, zjedz niżej a będziesz mógł przeczytać naszą historię.
31.05.2026
Cześć!
Aleksander jest z nami od połowy kwietnia. Najcudowniejsze uczucie na świecie!
Pracowity, lecz dobry czas.
Aleksander od września idzie do 1. Klasy. Do września muszę mieć zrobioną chociaż jego diagnozy. Z góry bardzo dziękuję! ❤️
12.03.2026
Drodzy wspierający!
W dniu wczorajszym otrzymałam postanowienie.
Tak jak pisałam wcześniej- mały wraca do mnie wraz z końcem roku szkolnego 2026.
Dzisiaj złożyłam wniosek o stwierdzenie prawomocności postanowienia.
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! <3
05.03.2026
Drodzy wspierający!
Wybaczcie, że dopiero teraz się odzywam, jednak potrzebowałam czasu na poukładanie spraw w głowie. Dokładnie tydzień temu odbyła się rozprawa w sądzie i czekam na wyrok. Kosztowało mnie to wiele nerwów, jednak dałam radę. Byłam spokojna, opanowana- wiedziałam, że przecież wszystko jest na dobrej drodze.
Aleksander zapisany jest na 11.03 do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Próbuje „ogarnąć” jego diagnozy na NFZ, jednak wszystko to czas. Z diagnozą u dorosłych jest jeszcze dłuższy czas oczekiwania- próbowałam zapisać się na przyszły rok, jednak w IPiN przy ul. Sobieskiego otrzymałam info, że jeszcze nie ma zapisów na 2027. Powiedziałam o batalii sądowej, jednak to nic nie przyspieszy, kolejka jest jedna.

Rzadko kiedy dzielę się tak osobistymi sprawami, jednak wiem jedno- bez pomocy finansowej nie jestem w stanie poradzić sobie z obecną sytuacją. A na niczym mi w tym momencie nie zależy jak na tym, żeby z powrotem mieć przy sobie mojego syna.
Mam na imię Anna i w tym roku kończę 30 lat. Jestem mamą wspaniałego chłopca- Aleksandra. Syn w grudniu skończył 6 lat. Bardzo go kocham....Niestety faktem jest to, że w swoim życiu dokonałam nieodpowiednich wyborów. Przez nieodpowiednie wybory życiowe dzieliłam życie z ludźmi, którzy na to nie do końca zasługiwali. Być może jestem zbyt naiwna, bo w każdym staram się widzieć dobrego człowieka i z góry zakładam jego dobre intencje. W szczególności, że w tamtym czasie był to mój partner, ojciec Aleksandra. Faktem jest też to, że już jako dorosła kobieta zrozumiałam właściwie dlaczego inaczej patrzę i odbieram świat- ale tę myśl rozwinę niżej, kiedy poznacie już kontekst całej sytuacji, w której się znalazłam.
W lutym 2024, po prawie 7 latach bycia razem( byliśmy w związku od marca 2017) zostałam poinformowana, że obecny partner kończy ze mną związek i że mam się wyprowadzić. Jako, że jestem matką oczywiste było dla mnie to, że syna zabieram ze sobą. Nie potrafiłam poradzić sobie z myślą, że mimo wybaczania krzywd, kłamstw, znikomemu uczestnictwu w wychowywaniu dziecka ten człowiek mnie zostawił. Jestem bardzo wrażliwą kobietą; w sumie odkąd tylko sięgnę pamięcią to taka byłam. Załamałam się. Postanowiłam, że dobrowolnie zgłoszę się do szpitala psychiatrycznego- i tu zaczął się mój horror. Dopóki moja noga nie przekroczyła progu szpitala, przez byłego (roboczo niech będzie X, będzie mi łatwiej pisać) byłam zapewniana, że wszystko będzie dobrze i że w momencie, kiedy ja będę w szpitalu to on i jego mama zajmą się Aleksandrem. Zgodziłam się, jednak w głębi duszy od początku miałam bardzo złe przeczucia- nie myliłam się. Niedługo po tym jak trafiłam do szpitala, matka X wysłała wniosek do sądu o zabezpieczenie dziecka w pieczy zastępczej w jej postaci, z natychmiastowym rygorem wykonania. Nic o tym nie wiedziałam. Przez ten cały czas byłam zapewniana, że wyjdę ze szpitala i od razu syn zostanie mi zwrócony. Biada tym, którzy mieli płonne nadzieje.
Po wyjściu ze szpitala, w marcu 2024 otrzymałam pismo z sądu.
Od babci Aleksandra, która sprawowała wtedy opiekę nad dzieckiem dowiedziałam się, że sąd przychylił się do jej wniosku i piecza została jej przyznana- a moja władza rodzicielska została ograniczona. Od tego momentu życie wywróciło mi się do góry nogami. Wiedziałam, że muszę od teraz walczyć o syna- chociaż nie do końca rozumiałam dlaczego. Jako matka naprawdę niewiele mam sobie do zarzucenia. Najgorsze, co popełniłam to to, że wcześniej nie pożegnałam się z X i przez to dziecko było narażone na stres. Poza tym dziecko było przeze mnie traktowane priorytetowo- w szczególności, że widziałam w nim małą mnie. Odkąd pamiętam widziałam, że Aleksander w inny sposób postrzega świat, widzi "szerzej". Jest bardzo uzdolniony jeśli chodzi o wiedzę- od zawsze doszukiwał się "drugiego dna", dociekał, dopytywał. Miał (i ma nadal :))„fiksacje” na punkcie aut, ogólnie pojazdów. Bardzo często gramy w planszówki czy inne gry, które przekraczają jego wiek. Buduje skomplikowane budowle z lego, bardzo dobrze radzi sobie plastycznie. W wieku 5 lat potrafił już pisać literki, potem drobne słowa. Cyfry. Proste zadania matematyczne. Ewidentnie zachowywał się ponadprzeciętnie w stosunku do dzieci w swoim wieku. Odmienne zachowanie widziałam w czymś innym- nigdy nie lubił stosować się do zasad, dla ludzi z zewnątrz wydawał się "niegrzeczny", "nie słuchał poleceń". Zawsze jest go wszędzie pełno- nie umie usiedzieć na pupie. Zatyka uszy, kiedy było głośno. Jest wybredny kulinarnie. Bardzo wyraźnie pokazuje swoje emocje. Jest bardzo wstydliwy i głęboko wrażliwy. Gdybym sama nie była takim dzieckiem, uznałabym to za „przesadzasz, z nim jest wszystko ok”. Jednak w moim dzieciństwie schemat moich zachowań był praktycznie taki sam. Dopiero po latach zrozumiałam, że mogę być w spektrum autyzmu. Byłam tą idealną córką, która była najlepsza w szkole. Zamiast się bawić, to wolałam siedzieć w encyklopediach i czytać, poznawać. Byłam tym „dziwnym” dzieckiem, miałam problemy w kontaktach z równieśnikami. Czułam się inna. Niezrozumiana. Miałam marzenia- chciałam zostać kardiochirurgiem. Od zawsze napędzało mnie bezinteresowne pomaganie innym. Tak jest po dzień dzisiejszy.
Nie mogę zarzucić babci Aleksandra, że jest niezadbany jeśli chodzi o ciuchy, komfort życia, zajęcia dodatkowe. Ale moim zdaniem brakuje najważniejszego- brak pochylenia się nad nim jako dziecko z wyjątkowymi potrzebami emocjonalnymi.
Od lutego 2024, odkąd tylko Olek został pod jej opieką, zabiegam i realizuję kontakty z dzieckiem. Mam potwierdzenia od kuratora oraz opinię od niej samej, że dziecko ma silną więź emocjonalną ze mną, a ja angażuje się w życie dziecka. Rzeczywiście, na moment kiedy X mnie zostawił, byłam załamana psychicznie. Jednak po latach rozumiem, że być może zbyt emocjonalnie reaguję, czuję więcej, sprawy bardziej mnie dotykają a wszystko jest związane z tym, że prawdopodobnie jestem w spektrum. I nie, nie chcę się tłumaczyć- chcę pokazać wam mój punkt widzenia/bycia.
W sierpniu 2024 odbyła się rozprawa sądowa, gdzie babka Aleksandra otrzymała zgodę od sądu, że dziecko ma z nią przebywać już na papierze.
W lutym 2025 złożyłam wniosek o przywrócenie (podkreślam!) ograniczonej władzy rodzicielskiej. Od tej pory jak na szpilkach regularnie zaglądałam do skrzynki pocztowej z nadzieją, że czeka tam na mnie awizo, a patrząc szerzej- że sąd w końcu przychyla się do mojego wniosku. Mijały miesiące. Niespodziewanie 10.08.2025 zmarła moja mama. Była moją jedyną nadzieją, jedynym człowiekiem, który mógł zeznawać w mojej sprawie i opowiedzieć o sytuacji z jej perspektywy. Rozumiecie, X oraz jego matka działali i działają tak, aby mi zaszkodzić. W jaki sposób? Na przykład tym, że podczas rozmów ze mną zapewniała mnie, że chce żebym odzyskała ograniczoną władzę rodzicielską- jednocześnie składając zeznania swojemu opiekunowi rodziny zastępczej, że uważa, że „matka dziecka zataja prawdziwy stan zdrowia psychicznego” i Olek będzie miał u niej lepiej (co jest absurdalne, bo nigdy nie chciała do naszego mieszkania przyjść i zobaczyć w jakich warunkach żyje dziecko) rzucając tym fałszywe a przede wszystkim bezpodstawne zarzuty w moim kierunku. Ich jest dwoje, ja jestem jedna. Muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Mama to była moja jedyna nadzieja. Psychicznie się położyłam. Mimo fatalnej sytuacji psychicznej nie zaprzestałam kontaktów z Aleksandrem. Nadal zabierałam go na weekendy do swojego miejsca zamieszkania. Otaczałam opieką. Zapewniałam wsparcie i w miarę możliwości zapewniałam urozmaicony czas spędzony razem. Było, jest i będzie to dla mnie niezrozumiałe: jak tak, matka- innej matce może robić. Gdzie jest domniemanie niewinności?
Miesiące mijały. Nagle miesiąc temu, na początku stycznia 2026 zastałam awizo w skrzynce. Rzuciłam wszystko i poszłam odebrać pismo. Zostałam zaproszona na 26.02.2026 do sądu- sąd przychylił się do mojej prośby o zmianę postanowienia i rozpoczął się proces przywrócenia mi władzy. Nadal ciągle z tyłu miałam brak mamy. Przez obecnego partnera oraz jego mamę wielokrotnie byłam zachęcana, abym zorganizowała sobie pomoc prawną- że sprawa jest na tyle poważna i pogmatwana, że nie dam rady sobie sama. Przyzwyczajona do radzenia sobie ze wszystkim sama uznałam, że dam sobie radę.
Jednym z głównych, a w sumie wiążących powodów dla którego tak uciekałam był fakt, że jestem w niezbyt ciekawej sytuacji finansowej. Jestem zatrudniona, lecz wiecie w jakich czasach żyjemy. Ciężko jest odłożyć coś na potem, skoro pensja wystacza na opłaty i na skromne życie. Zawsze wstydziłam się prosić o pomoc finansową, tzw. „jałmużnę”. Jednak bez tych pieniędzy nie jestem w stanie sama obronić się w sądzie. W dniu dzisiejszym (19.02), po długich namowach ze strony mamy mojego partnera, udałyśmy się na spotkanie z panią mecenas. Kobieta poinformowała mnie, że ze względu na stopień zawiłości sprawy, będzie ona kosztować 10.000zł „na wejściu” plus 700 zł od każdej rozprawy. Zostałam pokierowana, że dobrze będzie, jeśli do wniosku dołączę specjalistyczną dokumentację. Według pani mecenas do wniosku potrzebuję jeszcze:

(pomińmy ostatnią pozycję- to moje szacunki za zajęcia sensoryczne, których koszt również będę musiała ponieść- minimum 1x/tydzień + moja praca z dzieckiem w domu)
Koszta diagnozy Autyzmu/ADHD prywatnie są bajońskie. Jednak niezbędne, żebym mogła udowodnić przed sądem, że się nie mylę i jestem „odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu”.
Zawsze pomagałam innym,
teraz ja błagam o pomoc.
Bóg zapłać za każdą wpłatę.
Wierzę, że dobro wraca.
Z poważaniem,
Anna




Niech żyje imperium