id: hppe6t

Koszty sądowe, koszty prawne, rehabilitacja i fizjoterapia

Koszty sądowe, koszty prawne, rehabilitacja i fizjoterapia

 
Katarzyna Miś-Lisowska

Opis zrzutki

Życie pisze różne scenariusze. Nieraz stajemy w obliczu sytuacji, o której kiedyś nigdy nie pomyślelibyśmy, że stanie się naszym udziałem.


Wszystko dlatego, że cały proces odbywał się niemal niezauważalnie przez lata, drobnymi, wręcz mikroskopijnymi, kroczkami, etapami. W trakcie tego procesu jesteśmy stale rozpraszani różnymi działaniami, aby nie móc się skupić na sednie, istocie tego, przez co właśnie przechodzimy.


Chaos, manipulacja i zamieszanie, powodowane przez drugą osobę, pochłania naszą uwagę, nasz czas, naszą energię, czego skutkiem jest zmniejszona możliwość zauważenia tego, co poza tym chaosem, jak bardzo nasze życie jest przekierowywane na inny, niemal równoległy tor, który po czasie okazuje się odbiegać bardzo mocno od tego, na którym byliśmy pierwotnie i na którym, jak myśleliśmy, wciąż jesteśmy.


Moment zauważenia tego rzadko odbywa się na początku tej drogi, jest to zwykle w chwili, kiedy zniszczenia są już dokonane i są na tyle duże, że prostymi i możliwymi dla nas działaniami nie jesteśmy w stanie tego naprawić.


 Są to najczęściej zniszczenia w obrębie naszego zdrowia, pracy, finansów, możliwości zarobkowania, naszych relacji z rodziną i przyjaciółmi, czy naszymi dziećmi. Wszelkie więzy społeczne zostają naruszone. Zaufanie do innych i do siebie zniknęło.


Rozmiar zniszczeń poraża, powoduje paraliż i poczucie, że nie da się tego wszystkiego odbudować. Że nie ma ludzkiej siły zdolnej poradzić sobie z bezmiarem porażki. 


Wielu wtedy poddaje się, wchodzi w tożsamość ofiary i na lata przekształca się w pokonanego, nie mając żadnych sił do walki i nie widząc możliwości, aby ta walka udała się i miała w ogóle sens.

Inni próbują, nie mając wiedzy, zaplecza, wsparcia, dokonując chaotycznych działań, które finalnie i tak pozbawiają ich resztek posiadanej energii i prowadzą do takiej samej sytuacji, jakby w ogóle nie zaczynali tego od samego początku.

Nieliczni tylko docierają do zasobów - wiedzy, pomocnych osób, rzadko kiedy instytucji, grup wsparcia, które przygotują ich na tę drogę i poprowadzą w procesie, aby odzyskać swoje życie i utracone zasoby.


Jednak jeśli jest to kolejny etap walki, mało kto ma już wystarczająco sił, aby go kontynuować. Można powiedzieć, że jestem właśnie w takim momencie.


Pozbawiona sił, wsparcia społecznego, zaufania do instytucji i wszelakich zasobów, wliczając ekonomiczne i finansowe, wręcz ograbiona materialnie podłym podstępem, rozpoczęłam proces uwalniania, chcąc odzyskać swoje życie, nie mając wystarczającej wiedzy prawnej, jak poprowadzić proces, aby jak najwierniej oddać przed Sądem całość doświadczanej sytuacji.


Dotychczasowe trzy lata walki sądowej doprowadziły mnie do momentu, gdzie minimalną część sytuacji udało mi się udowodnić, jednak z ustnego opisu Sądu wynika, że wiele z nich zostało przez Sąd niezrozumianych i mylnie zinterpretowanych. Taki obrót sprawy powoduje, że niejako wracam do punktu wyjścia, co zupełnie nie pomaga mi w naprawieniu sytuacji życiowej.


Stoję przed podjęciem decyzji o złożeniu apelacji, przez te trzy ostatnie lata przyjrzałam się pracy Sądów, zebrałam doświadczenie i nowe wnioski a także wiedzę, gdzie szukać dalszego wsparcia. Poznałam specjalistów, którzy mogą mi pomóc na kolejnych etapach mojego wyzwolenia i dalszej walki.  


Wzmocniłam się na tyle, że jestem w stanie to kontynuować, jednak najsłabszym obecnie zasobem okazują się być finanse. Nie stać mnie obecnie na podjęcie kontynuacji walki sądowej ze względu na wciąż nie wyprowadzone na prostą finanse. A dopóki tej walki nie skończę, nie uporządkuję też i spraw finansowych. Koło się zamyka...


Około pięć lat temu, mając jeszcze wtedy jakieś zasoby, pomogłam osieroconemu kociemu rodzeństwu. Nie wiedząc, jak je skutecznie wyadoptować, zostały u mnie , stając się pupilami córki. Wkrótce trzeba było pomóc kolejnym kocim znajdkom, następnie jeszcze kolejnym. Te już po kolei znajdowały nowe domki, będąc jeszcze maluchami, już oswojonymi przeze mnie, wyleczonymi i przygotowanymi prawidłowo do adopcji.

Nie byłam w stanie odmówić im pomocy. Na moim terenie nikt by im zresztą nie pomógł a ja już miałam jakąś wiedzę i doświadczenie w opiece nad maluszkami.

  Wszystko to jednak pożerało resztki moich finansów, opieka nad maluszkami okazała się być kosztowna. Zaczęłam zakładać zbiórki na nie, jednak nie szły choćby wystarczająco. Jakieś wsparcie było, jednak dokładałyśmy do nich nawet z alimentów córki. Ktoś może powiedzieć, nie trzeba było im pomagać i ich ratować, jednak kto nie znalazł się w podobnej sytuacji, tego nie zrozumie...

Skutkiem całej przedstawionej powyżej sytuacji, nie jestem w stanie podjąć się dalszej walki bez pomocy z zewnątrz. Kociąt nie porzuciłam, nadal część z nich jest u mnie w domu, część z nich jest nadal leczona, innym szukam stałych, odpowiedzialnych domów i opiekunów. Stopniowo i to wyprowadzę na prostą.

  Nie chcę się poddawać, chciałabym doprowadzić do końca to, co już zaczęłam. Niech to będzie moje przysłowiowe "domknięcie", postawienie "kropki nad i". Wiem, że mimo wszystko wynik może nie być taki, jakiego oczekuję, jednak jeśli nie podejmę się teraz działania, nie dowiem się, jaki finalnie może być.

  Zebrane środki zamierzam przeznaczyć na koszty sądowe, koszty prawników (tzw. zastępstwo prawne), konsultacje ze specjalistami a także w miarę możliwości, jeśli się na tyle uzbiera, także na rehabilitację, fizjoterapię i pracę z psychotraumatologiem. Wszystko po to, aby wrócić do społeczeństwa jako osoba sprawna, kompletna i zdolna do pracy w szerokim rozumieniu tego słowa.

  Ze  swej strony obiecuję przekuć doświadczenie tego procesu w lekcje życiowe i dzielić się wnioskami z innymi potrzebującymi, którzy dopiero będą przygotowywać się do podobnej drogi i zechcą poznać różne scenariusze, jakie były udziałem innych osób w podobnej sytuacji. Pamiętajcie! Prosić o pomoc to nie wstyd, choć w toksycznych relacjach tak Wam to przez lata przedstawiano! Mi samej zrozumienie tego zajęło lata. Lepiej jest poprosić o pomoc, niż pozostać w bezczynności.

Pomóżcie mi w przywróceniu wiary w ludzi i ich dobroć.


Każdemu, kto dotarł aż tutaj, dziękuję za przeczytanie całości i zachęcam do choćby najmniejszego wsparcia. Każda złotówka daje efekt skali i przybliża mnie do celu.

Pozostańmy w kontakcie! Pozdrawiam serdecznie!


Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez