Opis zrzutki
To jedna z najtrudniejszych próśb o pomoc, z jakimi się do Was zwracam. Patrycję znam jeszcze ze szkoły. Nigdy nie przypuszczałem, że odwiedzę ją tak ciężko chorą, bez włosów, osłabioną leczeniem. I że będę szukał słów, żeby choć trochę dodać jej otuchy.💔
Proszę Was, przeczytajcie.
Patrycja ma 37 lat. Samotnie wychowuje 11-letniego syna.
Jeszcze kilka miesięcy temu pracowała, utrzymywała ich oboje i starała się sama ze wszystkim radzić. Miała swoje plany, obowiązki, zwyczajne życie.
W kwietniu poszła na rezonans z powodu problemów z kręgosłupem. Podczas badania znaleziono niepokojący płyn w jamie brzusznej. Dalsza diagnostyka przyniosła diagnozę.
Złośliwy nowotwór jajnika. IV stadium zaawansowania.
Znamy się tyle lat, a kiedy siedziałem u niej, nie wiedziałem, co powiedzieć. Rozmawialiśmy o leczeniu, o strachu. Nawet o śmierci.
Chciałem ją pocieszyć, zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Bardzo chciałem. Ale przy takiej rozmowie człowiek rozumie, że nic nie może obiecać.
Myślałem też o jej synu. Ma dopiero 11 lat, ale już wie, że mama poważnie choruje. Codziennie widzi jej ból, zmęczenie i to, ile kosztuje ją leczenie.
Bardzo chciałbym oszczędzić mu tego strachu. Żeby mógł zajmować się swoimi dziecięcymi sprawami, mając spokojną pewność, że mama jest obok.
Patrycja przeszła operację trwającą prawie siedem godzin. Pięć tygodni spędziła w szpitalu. Były powikłania, usunięto jej również śledzionę. Teraz przyjmuje chemioterapię.
Straciła włosy. Przestała rozpoznawać siebie w lustrze. Do tego doszła silna neuropatia. Dłonie i stopy drętwieją, mrowią i bolą, jakby ktoś wbijał w nie setki małych igieł.
Ma noce, kiedy nie może zasnąć. Leży i próbuje przetrwać kolejne godziny.
A rano nadal chce mieć siłę dla syna. Zająć się nim, wysłuchać go, zadbać o dom.
Patrzę na to i myślę, jak trudno musi być mamie, która sama potrzebuje opieki, a wciąż martwi się przede wszystkim o swoje dziecko.
Jakby tego było mało, firma, w której pracuje, znalazła się w upadłości. Patrycja podczas leczenia nie może pracować, a obecnie nie otrzymuje należnych jej pieniędzy. Rozwiązanie tej sytuacji może potrwać kilka miesięcy.
Tylko że jeść trzeba dzisiaj. Leki wykupić teraz. Zapłacić za mieszkanie i dojechać na kolejną chemioterapię.
To jest coś, z czym bardzo trudno mi się pogodzić. Że człowiek tak ciężko choruje, a oprócz strachu o zdrowie musi jeszcze liczyć, czy wystarczy mu na podstawowe rzeczy.
Właśnie w tym chcę pomóc Patrycji.
Zakładam dla niej zbiórkę na leki, dojazdy na leczenie, rehabilitację oraz codzienne utrzymanie jej i syna.
Chciałbym, żeby po chemioterapii mogła wrócić do domu i odpocząć. Żeby nie musiała wtedy zastanawiać się, który rachunek odłożyć i na czym jeszcze zaoszczędzić. Żeby mogła zadbać o siebie i mieć trochę więcej siły dla swojego chłopca.
Nie mogłem obiecać jej zdrowia. Mogę jednak zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby nie została z tym sama. Dlatego zwracam się do Was.
Jeśli możecie, wpłaćcie choć kilka złotych. Jeśli nie możecie, proszę tylko o reakcje i udostępnienie tego postu, żeby trafił dalej.
Zdrowia zdrowia i jeszcze raz zdrowia
Mam nadzieję, że stan zdrowia sie poprawi
❤️❤️❤️
Trzymam kciuki!!! Wszystko będzie dobrze!!! ♥️
Martyna M- dużo zdrowia!