id: ywz7st

Pomóż mi pokonać boreliozę, bym dalej mogła wspierać innych

Pomóż mi pokonać boreliozę, bym dalej mogła wspierać innych

 
Joanna Haśnik

Opis zrzutki

W skrócie


Z zewnątrz nie wyglądam na chorą, ale od lat każdego dnia walczę z boreliozą, bartonelozą, babeszjozą i innymi dolegliwościami, które rozregulowały mój organizm, w tym niedoczynnością tarczycy, Hashimoto, PCOS, celiakią, nawracającymi infekcjami bakteryjnymi, grzybiczymi, pasożytniczymi, nietolerancją histaminy i Zespołem Aktywacji Komórek Tucznych.


Nie widać po mnie, że:

🕷 budzę się wyczerpana i nigdy nie wiem, jakie objawy przyniesie dzień – bóle stawów, zawroty głowy, objawy żołądkowo-jelitowe, zaburzenia wzroku, mrowienia i drętwienia czy wszystko razem,

🕷 mam problemy z pamięcią i koncentracją – układanie jadłospisów czy zaleceń zajmuje mi kilka dni zamiast kilku godzin, zapominam o wielu rzeczach,

🕷 muszę brać ogrom leków, suplementów i ziół, żeby móc wykonywać codzienne obowiązki,

🕷 reaguję na jedzenie, aktywność fizyczną czy temperaturę kołataniem serca, zatkaniem lub wyciekiem z nosa, pokrzywką czy bólem głowy,

🕷 od lat mierzę się z niezrozumieniem – lekarze umniejszają moim objawom, a wiele ludzi powtarza, że „inni też mieli kleszcze i nic im nie jest”.


Moje życie to błędne koło: choroba → koszty badań, konsultacji i leczenia → praca ponad siły, by zdobyć pieniądze → nasilenie objawów i pojawienie się nowych → kolejne badania, konsultacje, leczenie → kolejny kredyt, by jakoś funkcjonować i nie raz, by zapłacić rachunki i raty, gdy nie mam siły pracować.


Cztery lata temu dzięki mojej pierwszej zrzutce mogłam kontynuować leczenie boreliozy, koinfekcji odkleszczowych i skutków choroby.


m62l9jWLiHv5NywU.jpg

Link do zrzutki.


Dziś znów stoję w miejscu, w którym sama już nie dam rady. Mam 38 lat i żadnej poduszki finansowej, jedynie same długi, których już nie daję rady spłacać. Mimo, że pracuję jako dietetyk kliniczny i prowadzę zajęcia sportowo-rekreacyjne w projektach unijnych dla mieszkańców.


Po leczeniu w 2021 najgorsze objawy boreliozy i koinfekcji ustąpiły, ale to był koniec. Przez ostatnie lata moje życie dalej cały czas kręciło się wokół kwestii zdrowotnych. Silne objawy Zespołu Aktywacji komórek Tucznych, tężyczka, nawrót infekcji Giardia Lamblia, leczenie, glista ludzka w badaniach kontrolnych, kolejne leczenie, nawrót objawów, badania, gronkowiec złocisty, grzybica, infekcja Blastocystis Hominis, aktywna borelioza, bartoneloza i babeszjoza. Konsultacje z coraz to nowymi specjalistami, testowanie kolejnych suplementów, ziół, leków. Walka o każdy dzień.


Były lepsze momenty, ale niestety więcej gorszych. Od początku roku czuję się natomiast jak wrak człowieka. Na przełomie roku przeszłam kilka sezonowych infekcji pod rząd, w tym COVID, który aktywował objawy i wywołał nowe. Zdecydowałam się na ziołowe leczenie boreliozy i infekcji odkleszczowych i powoli, powoli wychodziłam na prostą. Niestety, w czerwcu znów byłam chora i niedługo potem objawy rozłoży mnie na łopatki. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek tak mocno bolały mnie stawy, a objawy neurologiczne utrudniały pracę jako dietetyka. Byłam załamana, ale nie miałam innego wyjścia jak wziąć kolejny kredyt, zrobić kolejne badania, odbyć kolejne konsultacje lekarskie. Wniosek? Wymagam kompleksowego leczenia antybiotykami, suplementami diety i ziołami przeciwbakteryjnymi i wzmacniającym i układ immunologiczny oraz lekami przeciwpasożytniczymi. Leczenie po rozmowie z lekarzem odłożyłam do czasu zebrania środków.


Wiem, że wiele osób, w tym dzieci jest w dużo gorzej sytuacji, że zwierzęta nieustannie potrzebują pomocy, ale moi pacjenci i obserwatorzy przekonali mnie, że skoro sama od lat wspieram innych, teraz mogę znów przyjąć wsparcie dla siebie.


Wasza pomoc pozwoli mi:

🕷 częściowo spłacić zadłużenie z ostatnich 4 lat walki o swoje zdrowie, aby zmniejszyć chociaż trochę comiesięczne zobowiązania i móc bardziej skupić się na swoim zdrowiu,

🕷 sfinansować niezbędne badania, konsultacje lekarskie, leki, zioła i suplementy przez najbliższe miesiące.


A ja obiecuję w zamian jedno – nadal będę pracować jako dietetyk kliniczny, trener personalny i wspierać innych w drodze do zdrowia i dawać nadzieję tym, którzy – tak jak ja – codziennie zmagają się z niewidzialną chorobą i wieloma innymi dolegliwości, które odbierają im życie. 


Dłuższa, szczegółowa opowieść


Czy wyglądam na chorą?


bJeih8dLd5EN9Jps.jpg

Gdy się pomaluję, lepiej ubiorę, jak np. do zdjęć do zrzutki, to pewnie nie, ale rzadko mam na to to ochotę.


9Q8N54K4g3jWj9fI.jpg

Tak wyglądam na co dzień.


Coraz częściej osoby z mojego otoczenia mówią mi, że wyglądam na zmęczoną – i mają rację. Czasami już naprawdę nie mam siły, by codziennie walczyć. Zauważają, że schudłam, bo faktycznie nie mam apetytu ani chęci, by gotować. Poza tym, jak długo można jeść ciągle to samo, skoro tylko niewielka grupa produktów nie powoduje u mnie objawów? Jestem też bardzo blada, bo w tym roku wyjątkowo źle reagowałam na słońce. Włosy mam coraz cieńsze, bo wypadają mi garściami. Niektórzy dziwią się też, że w upały chodzę w grubej bluzie i długich spodniach, a gdy tylko jest trochę chłodniej to zakładam bawełnianą czapkę, ale ciągle jest mi zimno. Ale w sumie teraz każdy ubiera się tak, jak chce. Czerwony nos? Pewnie mam alergię jak większość społeczeństwa.


cDkdgPvVKn0Y30CX.jpgTaka temperatura ciała, to u mnie codzienność.


Nie wyróżniam się.


Nie widać po mnie, że walczę z boreliozą, bartonellą, babeszją i wieloma innymi dolegliwościami, które nie pozwalają mi normalnie funkcjonować.


Grafika poniżej (znaleziona na jakiejś amerykańskiej grupie dla osób z boreliozą) chyba najlepiej pokazuje, jak wygląda życie osób z chorobami odkleszczowymi.

9j31MnQJUrGDKC3s.jpg

Tylko ten, kto sam tego nie przeżywa lub nie ma bliskiej osoby z boreliozą i koinfekcjami odkleszczowymi, może nie rozumieć, co to naprawdę oznacza.


Nie widać po mnie, że:


🕷 budzę się i nigdy nie wiem, z czym danego dnia będę się zmagać. Czy bardziej będą mnie boleć kolana, piszczele czy ręce? Czy będę mieć problem z oczami albo bólem głowy? Czy będzie mnie bolał żołądek? Czy zawroty głowy pozwolą mi prowadzić samochód? Czy wyrzuty histaminy sprawią, że nie będę w stanie układać zaleceń i diet? To totalny rollercoaster objawów. Kiedy mam lepsze dni – umawiam się na spotkania ze znajomymi, bo tak bardzo chce normalnie żyć, a często potem muszę odwoływać wszystko, bo nie mam siły na nic. Moje samopoczucie jest nieprzewidywalne,


PmWotZkZTzL0pzz2.png

Cały czas borykam się także z różnymi problemami skórnymi, które zapewne są efektem bałaganu w jelitach.


🕷 nie potrafię rano się obudzić – nie słyszę w ogóle budzika. Powinnam wstać o 6:00, żeby wyrobić się ze wszystkim, a dopiero przed 9:00 udaje mi się zwlec z łóżka. Co więcej, najczęściej budzę się z zatkanym nosem i wysuszonymi śluzówkami w jamie ustnej – pierwsze minuty dnia zaczynam więc nie od śniadania, tylko od walki o normalny oddech. Do południa jestem nieprzytomna, jakbym imprezowała całą noc, a spałam 8-9 godzin. Rano rzadko umawiam się już na konsultacje, bo nigdy nie wiem, o której wstanę. Z kolei po wieczornej pracy mam silniejsze wyrzuty histaminy, wyższy puls i muszę brać dodatkowe leki, by zasnąć. Wyższy puls w nocy oznacza gorsze samopoczucie rano. Istne błędne koło,


🕷 mam coraz większe problemy z pamięcią i koncentracją, wiem co to znaczy silny „brain fog” (mgła mózgowa) – proste rzeczy zajmują mi dziś dużo więcej czasu niż kiedyś, np. zalecenia i jadłospis dla pacjentów układam kilka dni, zamiast kilku godzin. Pracuję przy komputerze i czuję, jakby miało rozerwać mi kolana i łydki, bolą mnie oczy, mrowią usta i dłonie, drętwieje ciało. Muszę robić wiele przerw. Często do południa pojawia się objaw Raynauda (blednięcie, sinienie, a następnie zaczerwienie palców), wieczorem znowu purpurowa plamica na nogach,


8aLSoFmSXRZwaKvj.jpg

Coraz częściej zdarza mi się popełniać pomyłki w zaleceniach czy jadłospis. Powoduje to, że czuję się bardzo nieprofesjonalnie.


🕷 prowadzę zajęcia sportowo-rekreacyjne w Rudzie Śląskiej, Katowicach (tam również z osobami z niepełnosprawnościami) i Zabrzu w ramach projektów unijnych, ale choć sama nie ćwiczę, tylko pokazuję ruchy, po każdych zajęciach objawy nasilają się jeszcze bardziej – gorzej śpię, mocniej bolą mnie stawy i mięśnie, a odzyskanie równowagi trwa wiele dni. Wycieczka rowerowa z partnerem, jak dawniej po 100km? Trening trójbojowy na siłowni? Bieganie? Sauna? Już nawet nie próbuję. Aktywności, które kiedyś dawały mi radość, dziś kończą się kilkudniowym „odchorowaniem” i pogorszeniem objawów, ale nawet prosty spacer z psem zdarza się być ciężki, bo cieknie mi z nosa i mam światłowstręt,


🕷 nie mogę jeść tego, co lubię, ani tego co zdrowe i polecam pacjentom – reaguję wyrzutami histaminy i objawami żołądkowo-jelitowymi na większość produktów. Mój jadłospis to nie wybór, ale konieczność unikania kolejnych reakcji. Na ile sposobów można zjeść marchewkę czy cukinię? Marzę o zjedzeniu pomidora (nie jadłam od 2020 roku), zupy szpinakowej, gulaszu wołowego, sera żółtego, łososia czy gorzkiej czekolady. Wyjście do restauracji? Tylko tam, gdzie znajdę grillowanego kurczaka, surówkę z marchewki i ziemniaki lub ryż, po których i tak muszę wziąć dodatkową tabletkę przeciwhistaminową. Spotkania ze znajomymi, którzy nie znają moich problemów? Albo przygotowuję sobie coś specjalnie dla mnie, albo nie jem nic. No i jak najwcześniej muszę wrócić do domu, bo jeśli pójdę spać po północy, to przez kolejne dni jestem „wylogowana” z życia,


🕷 mam objawy charakterystyczne dla nietolerancji histaminy i Zespołu Aktywacji Komórek Tucznych (MCAS). Mój organizm reaguje pseudoalergicznie na rzeczy, które dla innych są neutralne: jedzenie, dodatki do żywności, zmianę temperatury, stres, wysiłek fizyczny, zapachy. To oznacza pokrzywki, zatkany nos, wyciek z nosa, bóle żołądka, bóle gardła, kołatanie serca czy ogromne zmęczenie – a ja muszę uważać na każdy szczegół codziennego życia. Jak „wiaderko z histaminą” się przeleje w organizmie to wymiotuję, mam gorączkę, boli mnie żołądek i przez kilka – kilkanaście dni jem bardzo niewiele (opisałam taki atak np. tutaj),


m5zkrioeIEwSPxsX.jpg

To akurat zdjęcie po silnym wyrzucie histaminy sprzed lat, potem po prostu już przestałam robić sobie zdjęcia, ale zdarzają się cały czas.


🕷 długo nie mogłam się pogodzić z takim stanem rzeczy i gdy tylko czułam się lepiej od razu szłam na siłownię, rower, próbowałam jeść normalnie, ale reakcje szybko sprowadzały mnie na ziemię. Dziś już nie walczę, co nie oznacza, że nie tęsknię za dawnym życiem. Życiem bez setek decyzji w ciągu dnia, czy to mi zaszkodzi czy nie. Bez poczucia winy, że nie daję rady, gdy ciało naprawdę nie wyrabia, a „inne kobiety pracują, mają trójkę dzieci, psa i wszystko ogarniają”. Bez konieczności chodzenia z butelkami z ziołami i pudełkiem z tabletkami w torebce,


D6dDRhn0xfrPwHwt.jpgKiedyś jeździłam po 100km. W tym sezonie letnim tylko dwa razy zdecydowałam się wsiąść na rower i to na bardzo krótkie, powolne przejażdżki. Ktoś powie, że powinnam się cieszyć tym, że w ogóle mogę... Dla mnie to jednak ogromna strata.


🕷 cały czas spotykam się też z brakiem zrozumienia ze strony polskiego systemu opieki zdrowotnej. Lekarze często umniejszają moim objawom, powtarzają, że wyniki są „w normie”, albo kierują mnie do psychiatry. Tak, leczę się psychiatrycznie – jak wielu pacjentów z boreliozą – ale nie wymyślam objawów, tylko trudno o dobry nastrój, gdy codziennie od lat czuję się źle i nie mogę robić tego, co kocham. Wciąż brakuje w Polsce aktualnej wiedzy o przewlekłych infekcjach, dlatego zamiast realnej pomocy muszę ratować się prywatną diagnostyką i konsultacjami lekarskimi. Całe szczęście, że jestem dietetykiem, sama sobie też bardzo dużo pomagam, a także mam sporo znajomych, którzy bardzo często mi pomagają,


🕷 często muszę się też tłumaczyć osobom z otoczenia, że naprawdę źle się czuję. Ile razy już usłyszałam, że „To na pewno ze stresu”, „Znajomy brał antybiotyk 21 dni i nic mu nie dolega”, „Inni też mieli kleszcze i nic im nie jest”. Gdy ktoś choruje na nowotwór, jest po udarze czy operacji kręgosłupa – reakcją jest troska i współczucie. W przypadku boreliozy, koinfekcji i innych przewlekłych infekcji spotykam się nieustannie z bagatelizowaniem i niedowierzaniem. To szczególnie trudne, bo bardzo potrzebuję wsparcia psychicznego – a moja mama zmarła w 2021 roku, gdy leczyłam po raz pierwszy boreliozę, tata rok później. Nie dość, że muszę się zmagać z tymi wszystkimi objawami, to tłumaczenie, że one są realne jest dodatkowo frustrujące i męczące,


🕷 codziennie muszę brać sporo leków, suplementów i ziół – moja szafka przypomina aptekę i zielarnię w jednym. Garści tabletek i buteleczki z mieszankami ziołowymi to codzienność. Gdy inni zaczynają dzień od kawy, ja zaczynam od kolejnej porcji preparatów, które pozwalają mi jakoś funkcjonować. Często słyszę: „Po co tyle bierzesz?”, a ja wiem, że bez tego nie wstałabym z łóżka. W czerwcu, gdy z powodu problemów finansowych nie kupiłam wielu suplementów, bardzo to odczułam. Ostatnie tygodnie były jednymi z najgorszych w moim życiu. Jeszcze nigdy nie bolały mnie tak mocno stawy, a objawy neurologicznie nie utrudniały pracy zawodowej..


x2jkMJ8QjrZJFTLR.jpgTutaj wyciągnęłam z torby na jakimś wyjeździe wszystko, co musiałam zabrać ze sobą.


Borelioza, bartonella, babeszja to jednak nie wszystko. Od lat borykam się z niedoczynnością tarczycy, Hashimoto, PCOS czy celiakią. Od 2020 roku walczę z nawracającymi infekcjami pasożytniczymi, bakteryjnymi, grzybiczymi. Jestem po operacji usunięcia torbieli kieszonki Rathkego. Moja mama zmagała się z rakiem szyjki i trzonu macicy, tata z chłoniakiem z komórek płaszcza, a siostra z ziarnicą złośliwą, więc czuję dodatkowy lęk związany z rozwojem nowotworu.


W 2021 roku założyłam pierwszą zrzutkę, która pozwoliła mi sfinansować leczenie boreliozy, koinfekcji i skutków choroby. Dzięki wsparciu wielu osób mogłam wtedy walczyć skuteczniej, jednak moje problemy nie skończyły się. To, co odróżnia boreliozę i koinfekcje od „zwykłej infekcji” to to, że one uderzają w cały organizm naraz, rozregulowując praktycznie wszystkie układy. Niszą układ nerwowy, krążenia, pokarmowy, hormonalny, odpornościowy i skórę. Dlatego pacjent nigdy nie ma „jednego objawu” – to cała mozaika problemów, które zmieniają się z dnia na dzień, co utrudnia diagnozę i leczenie.


Od zakończenia leczenia boreliozy i koinfekcji zmagałam się z silnymi objawami wskazującymi na Zespół Aktywacji Komórek Tucznych, które udało mi się wyciszyć dzięki diecie, suplementom, lekom p/histaminowym (więcej tutaj). Na początku 2022 roku zdiagnozowano u mnie tężyczkę (pisałam o tym tutaj). Kilka miesięcy później, po śmierci ojca nasiliły się objawy depresyjno-lękowe – efekt życia w permanentnym bólu i niepewności i stresu związanego ze stratą rodziców. Musiałam rozpocząć leczenie farmakologiczne.


Do tego ugryzł mnie znów kleszcz i nasiliły się objawy.


ZNsuooaB23tpuE1T.jpgPrzez kilka miesięcy znów leczyłam się farmakologicznie.


Pod koniec roku pojawiły się objawy żołądkowo-jelitowe i okazało się, że mam nawrót infekcji Giardia Lamblia (leczenie na początku 2023 roku). W badaniach kontrolnych po leczeniu p/pasożytniczym wyszła… glista ludzka, którą leczyłam na początku kolejnego roku.


6WJlNOzMfWgPZpUR.png

Dodatnie wyniki na lamblie i glistę ludzką.


Kuracja z początku 2024 roku rozłożyła mnie na łopatki, miałam całe spektrum różnorakich objawów. Zrobiłam wtedy prywatnie sporo badań, które wykazały obecność kolejnych patogenów: pasożytów Blastocystis Hominis, bakterii Streptococcus aureus (gronkowiec złocisty) i Escherichia coli oraz grzybów Candida Albicans.


WT2opHHGfC2bSq9G.png

Wyniki badań na pasożyty, posiewu i wymazu z 2024 roku.


Jednocześnie okazało się, że nadal mam aktywną boreliozę, bartonellę i babeszję.


rwy5tWvKoUlUeeot.jpgMoja krew zakażona boreliozą, bartonellą i babeszją w badaniu DualDur, które robiłam w ubiegłym roku. W tym roku sprawdzałam przeciwciała i dalej są obecne.


Wykorzystując swoją wiedzę, jako dietetyk kliniczny, a także z pomocą znajomych specjalistów (dziękuję!) wdrożyłam sobie ziołowe leczenie infekcji i powoli stawałam na nogi (pisałam o tym tutaj).


Niestety, kiedy było już naprawdę dobrze, w październiku ub. rozłożyła mnie pierwsza z trzech kolejnych sezonowych infekcji, które bardzo osłabiły mój organizm. W styczniu sprawdzałam poziom przeciwciał w kierunku COVID-u i były bardzo wysokie, a nigdy wcześniej nie miałam stwierdzonego koronawirusa, nawet w pandemii. Byłam więc prawdopodobnie jedną z tych osób z boreliozą i koinfekcjami, które po przejściu COVID-u doświadczyły aktywacji i zaostrzenia objawów (więcej tutaj). Zdecydowałam się spróbować leczenia ziołowego protokołem Buhnera na boreliozę i koinfekcje, ale dopiero jak podleczyłam żołądek, bo niestety znów aktywowało się zapalenie (robiłam prywatnie gastroskopię) i praktycznie nic nie byłam w stanie jeść. Objawy infekcji odkleszczowych powoli jednak ustępowały.


j1lnTrTzDwQGZnAR.jpg

Na bazie swojej wiedzy, literatury i konsultacjami ze znajomymi specjalistami dobrałam protokół ziołowy na boreliozę, bartonelozę i babeszjozę.


W czerwcu znów złapałam jednak jakąś infekcję.


4lGhLdy4FOesvDNJ.jpgDodatkowo ugryzł mnie kleszcz mimo, że naprawdę chodzę na spacery zakryta od stóp do głów i używam repelentów..


W lipcu byłam nieco bardziej aktywna, pochodziłam trochę po łatwiejszych górskich szlakach, bo doszłam do wniosku, że skoro nie mogę jeździć na rowerze, ani trenować siłowo, to zdobędę z psem Koronę Gór Polskich (bardzo potrzebowałam jakiegoś celu i faktycznie to pozytywnie wpłynęło na moją psychikę), doszedł też stres związany z problemami finansowymi, chorobą pieska i sierpień był… jednym z najgorszych okresów w historii mojego leczenia pod względem nasilenia objawów.


Znów musiałam zrobić badania, skonsultować się z endokrynologiem (bardzo wysoka prolaktyna w badaniach), ginekologiem, lekarzem od boreliozy a także lekarzem specjalizującym się w leczeniu pasożytów i innych infekcji bakteryjnych. Decyzja? Muszę wrócić do farmakologicznego leczenia boreliozy i koinfekcji, ale najpierw przeleczyć w końcu pasożyty. Nie leczyłam bowiem farmakologicznie Blastocystis Hominis, które wyszło mi w 2024 roku. Niedawno wysłałam materiał do badań pod kątem pasożytów, bakterii i grzybów, żeby sprawdzić, jak wygląda obecna sytuacja, czy nie doszło coś jeszcze. W październiku chciałabym zacząć leczenie pasożytów, pewnie w listopadzie boreliozy i koinfekcji. To kolejne ogromne koszty, jeśli chce to zrobić z głową, nie szkodząc sobie jeszcze bardziej. Do tego powinnam m.in. skonsultować się z kardiologiem, reumatologiem, zrobić kontrolny rezonans przysadki. Bardzo chciałabym, aby mój lekarz od boreliozy skonsultował także moje leczenie z dr Richardem Horowitzem z USA. To jeden z najbardziej doświadczonych specjalistów na świecie w leczeniu chorób odkleszczowych. Koszt konsultacji mojego lekarza z nim to ok. 1500 dolarów.


Kwota mojego długu, comiesięczne raty, koszty dalszego leczenia mnie przerażają...


Jestem z dietetykiem klinicznym (z drugiego wykształcenia, ze względu na swoje problemy zdrowotne zrobiłam drugie studia). Pomagam innym w powrocie do równowagi zdrowotnej – układam zalecenia, jadłospisy, dobieram suplementację, kieruję do konkretnych lekarzy czy na dalszą diagnostykę. Przez 8 lat prowadzenia działalności pomogłam setkom osób i nadal chce to robić, bo wiem jak to jest, gdy zalewa nas fala objawów, a słyszymy, że „Taka jest Pani uroda” czy „Musi Pan z tym żyć”.


Tymczasem, mam 38 lat, nie mam swojego mieszkania ani nawet kredytu na mieszkania – mieszkam u partnera, bez którego pomocy finansowej nie dałabym rady. Mam za to ogromne długi za dotychczasowe leczenie, suplementację, wizyty lekarskie i diagnostykę – od czasu poprzedniej zrzutki to lawina, której nie zatrzymałam, bo nie jestem w stanie pracować tyle, aby to wszystko samodzielnie finansować. Liczyłam, że uda mi się w ciągu roku, czy dwóch dojść do równowagi, by później móc więcej pracować i spłacić kredyty, ale wkrótce miną 4 lata i nie widać końca. Być może w ogóle nie nastąpi. Nie mam żadnej poduszki finansowej – gdy zaboli mnie ząb (a to bardzo zaniedbany u mnie temat przez to, że zawsze są pilniejsze kwestie zdrowotne do opłacenia), muszę prosić partnera o wsparcie. Konsultacje i badania wykonane w ostatnim czasie? Zwiększyłam swoje zadłużenie bankach. 


vrOYPIMESf2LEOBB.jpg

Współpracuję jako dietetyk z kilkoma firmami, które zajmują się produkcją i dystrybucją suplementów i ziół, a także laboratoriami medycznymi, dzięki czemu mogę korzystać taniej. To spora ulga. Więcej informacji o kodach rabatowych możecie znaleźć tutaj.


Nie wyobrażam sobie iść do pracy „na etat”. Szybko skończyłoby się na L4. 8 godzin przy komputerze z moją mgłą mózgową? Praca fizyczna z bólem stawów? Praca w szkole (z pierwszego wykształcenia jestem nauczycielem historii, ale nigdy nie pracowałam w zawodzie)? Za dużo narażenie na infekcje przy mojej bardzo słabej odporności.


Inną kwestię jest, że tak na prawdę to powinnam chociaż w okresie intensywnego leczenia farmakologicznego nie musieć pracować i skupić się na zdrowiu, ale nie mam takiej możliwości. L4 jako przedsiębiorca? To grosze. Na szczęście prowadząc własną firmę mogę w dużej mierze pracować w piżamie czy po godzinie pracy przy komputerze odpocząć, a w ciągu dnia mam np. tylko jedne zajęcia sportowe. Na domiar wszystkiego w lipcu okazało się, że skończyła mi się ulga „Mały ZUS Plus” i muszę opłacać pełny, wysoki ZUS. Nie dostałam wcześniej informacji od księgowej, że niższe składki na ubezpieczenia społeczne można opłacać maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu ostatnich 60 miesięcy kalendarzowych prowadzenia działalności gospodarczej). Nie byłam na to przygotowana i to mnie totalnie już załamało…


Żyję w błędnym kole, z którego nie potrafię się wyrwać:

🕷 muszę spłacać raty kredytów zaciągniętych głównie na wszystko co związane z moim zdrowiem, a nierzadko na raty i rachunki,

🕷 jednocześnie potrzebuję kolejnych badań, suplementów, leczenia i konsultacji, które generują następne koszty,

🕷 żeby to wszystko opłacić, powinnam pracować coraz więcej,

🕷 im więcej pracuję, tym silniejsze mam objawy, pojawiają się też nowe,

🕷 silniejsze i nowe objawy oznaczają konieczność kolejnych badań, konsultacji,

🕷 a to znowu prowadzi do kolejnych wydatków i jeszcze większych długów,

🕷 stres o pieniądze nasila objawy…


To koło zamyka się każdego miesiąca – i bez Waszej pomocy nie jestem w stanie go przerwać.


Założenie kolejnej zrzutki było dla mnie ogromnie trudną decyzją. Wiem, jak wiele osób zmaga się z ciężkimi chorobami, jak wiele zwierząt każdego dnia potrzebuje ratunku i wsparcia finansowego. Długo myślałam, że nie mam prawa prosić o pomoc dla siebie, skoro inni mają jeszcze trudniej. Długo odkładałam tę decyzję, przekonując samą siebie, że jakoś dam radę, że znajdę siłę, by pracować więcej, odłożyć badania i leczenie na później. Nawet w ostatnich miesiącach postanowiłam odpuścić leczenie, bo już byłam tak przerażona tymi kredytami, ale i zrezygnowana i zmęczona psychicznie tym wszystkim (pisałam o tym tutaj). Chwilę później poskładało mnie do reszty...


Dotarłam jednak do momentu, w którym już nie mogę udawać, że „jakoś to będzie”. Leczenie, które jest przede mną, to kolejny koszt, a bez niego moje zdrowie będzie się dalej pogarszać. Prawda jest taka, że zrzutka to jedyna opcja, bym mogła realnie zawalczyć o siebie.


„Asiu, potrzebujemy Cię, musisz dalej walczyć, załóż zrzutkę” – takie słowa słyszałam od moich pacjentów i obserwatorów w mediach społecznościowych. To oni przypomnieli mi, że skoro sama od lat wspieram innych, to teraz mogę przyjąć wsparcie, którego ja potrzebuję. Ich wiara we mnie, dobre słowa i wsparcie, jakie już od dawna od nich otrzymuję, pomogły mi przełamać wstyd i lęk przed proszeniem o pomoc.


Dlatego dziś, mimo wszystkich obaw, proszę Was o wsparcie. Wierzę, że dzięki niemu uda mi się:

🕷 spłacić chociaż część zadłużenia, aby zmniejszyć kwotę comiesięcznych zobowiązań i w czasie leczenia nieco bardziej skupić się na zdrowiu.

🕷 opłacić badania, konsultacje lekarskie, leki, suplementy w najbliższych miesiącach.


A ja obiecuję w zamian jedno – nadal będę pracować jako dietetyk kliniczny i trener, pomagać moim pacjentom i dawać nadzieję kolejnym osobom, które – tak jak ja – codziennie zmagają się z chorobą i marzą o powrocie do równowagi.


3QyBeeaMJhEjmNbP.jpg

Już nie mówiąc o tym, jak bardzo chciałabym móc żyć, a nie tylko musieć przetrwać każdy dzień.


-

Dziękuję Ilonie za piękne zdjęcia do zrzutki!

Swoje zmagania opisuję na profilu na Instagramie i Facebook'u.

Komentarze 16

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez