Na remont ciotkowej chałupki -.-
Na remont ciotkowej chałupki -.-
Opis zrzutki
Moja ciotka to fanatyczka życiowych decyzji. Tak sobie przez siedemdziesiąt lat z hakiem tym życiem zarządzała, że na stare lata wróciła do mieszkania w bloku. Nie do swojego nawet, tylko do mojego, przeznaczonego na czarną godzinę ("meta na mieście", jak w Kilerze).
Ja oczywiście, jako wzorowy siostrzeniec, powiedziałem:
- Dobra ciociu, mieszkaj. Na tym etapie życia nie będziemy się przecież szarpać o czynsz.
No i ciotka mieszka.
Nie płaci czynszu, bo emerytura taka, że po opłaceniu leków i zakupie dwóch pomidorów zostaje jej tyle, co nic. Ja też od niej pieniędzy nie biorę, bo jeszcze by sąsiedzi gadali, że własną ciotkę na starość eksmituję. A rodzina to już w ogóle..
Problem tylko taki, że mieszkanie pamięta czasy, kiedy "Kolorowe Jarmarki" były nowością. Ściany wyją, instalacja ma więcej przygód niż Indiana Jones a łazienka wygląda jak plan serialu dokumentalnego o późnym Gierku. No dobra, aż tak źle nie jest.. prędzej era Kwaśniewskiego.
Więc postanowiłem poprawić ciotce warunki życia.
Nie od razu oczywiście. Nie jestem przecież właścicielem kopalni złota. Modernizacja odbywa się metodą "po złotówce". Tu puszka farby, tam nowa listwa, za miesiąc gniazdko elektryczne. Jak dobrze pójdzie to do 2041 roku skończymy przedpokój.
Ciotka oczywiście ma własną wizję remontu.
- Po co malować ten pokój? - pyta.
- Bo farba odchodzi od ściany.
- Ale pewno od trzydziestu lat odchodzi i jakoś nikomu nie przeszkadzała.
Tudzież:
- Ciociu, wymienimy lampę, bo ta jest jeszcze z PRL-u.
- I co z tego? Działa.
- Ale odpada od sufitu.
- To nie stój pod nią.
Tak więc remont trwa. Ja zbieram po złotówce, ciotka pilnuje, żeby przypadkiem nie wydać dwóch a mieszkanie powoli wkracza w XXI wiek. Na razie udało nam się osiągnąć kompromis: instalacja elektryczna jest już współczesna ale meblościanka nadal pamięta pierwszy lot człowieka w kosmos.
I wszyscy są zadowoleni. No, może poza malarzem który po trzecim dniu pracy zapytał mnie czy to remont czy rekonstrukcja archeologiczna. No i mnie - były plany ogarnąc hacjendę na złoto w przyszłości ale teraz priorytetem stało się uczynienie z niej bazy operacyjnej ciotki możliwie przystępnym kosztem.
Więc jeśli zbywa Ci złotówka, dwie, czy marny piątak - nie pozwól im dzwonić po kieśni. Dorzuć Panie co łaska, żeby gumolita zamienić na Ceresita. :)