id: p9hgs2

MARZENIE MOJEGO MĘŻA !!!

MARZENIE MOJEGO MĘŻA !!!

 
Karolina Dworzyńska

Aktualności1

  • W związku z licznymi pytaniami dotyczącymi prowizji pobieranej przez zrzutkę, informuję, że wpłaty są całkowicie darmowe. Jeśli nie chcesz wesprzeć organizacji, wystarczy przesunąć suwak na zero procent.

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.

Opis zrzutki

meviD6KE6Ztyx5ia.jpgWitam serdecznie wszystkich, którzy zatrzymali się na chwilę, by przeczytać naszą historię.

Wiele razy bywałam na zrzutka.pl jako osoba wspierająca. Zawsze cieszyłam się, że mogę komuś pomóc — bezinteresownie. Ta pomoc jest najcenniejsza i daje ogrom radości. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś znajdę się po drugiej stronie. Nawet nie wiecie, jakie to trudne.

Nie należę do osób odważnych. Zawsze wolałam stać gdzieś z tyłu, dlatego tym bardziej ciężko jest mi dziś pisać te słowa publicznie.

Kilka dni temu, o czwartej rano — jeszcze przed budzikiem do pracy — obudziłam się z dziwnym poczuciem niepokoju, ale też determinacji. Jakby ktoś do mnie przemówił:
„Weź się do działania. To Twój mąż. Jesteś za niego odpowiedzialna. Działaj.”

Poczułam, że to znak. Znak od Boga. I wtedy podjęłam decyzję — nie odpuszczę. Spełnię marzenie mojego męża.

Piszę w imieniu Pawła — mojego męża i ojca naszej dwójki dzieci.

W grudniu mój mąż przeszedł krwotok podpajęczynówkowy. Ledwo uszedł z życiem. Rokowania były bardzo złe. Przyznam szczerze — choć trudno mi to napisać — momentami traciłam nadzieję. Słyszałam od lekarzy: „stan jest bardzo ciężki”, a obok nas pracowała aparatura, która oddychała za niego.

Powiedziano mi, że jeśli się wybudzi, mogą wystąpić poważne powikłania: niedowład kończyn czy wodogłowie...

Dzień przed urodzinami naszej córeczki zadzwonił telefon. Tych słów nie zapomnę do końca życia:
„Dobry wieczór, dzwonię ze szpitala... Pacjent się wybudził. Jest kontakt.”

Chwila grozy zamieniła się w ogromną ulgę i wdzięczność. Trzymałam w ręku różaniec, kończyłam modlitwę. Syn ściskał moją dłoń. Były przy mnie moje ukochane siostry.

Mąż został przewieziony na dalsze badania. Kolejne tygodnie spędziliśmy w szpitalu. Potem przyszła rekonwalescencja i miesiące niepewności.

Dziś możemy powiedzieć jedno: mąż żyje i jest z nami. Cieszymy się każdą wspólną chwilą.

Niestety, tuż przed końcem zwolnienia lekarskiego mąż dowiedział się o likwidacji swojego stanowiska pracy. Przyjęliśmy to ze zrozumieniem. Zaczął szukać nowej pracy — wysyłał CV, podejmował kolejne próby, ale bez odzewu.

Z zawodu jest jubilerem. To piękny, ale niestety słabo opłacany zawód. W poprzedniej pracy, dzięki doświadczeniu, certyfikatom i latom praktyki, udawało nam się żyć spokojnie — bez luksusów, ale stabilnie.

Wiem, że każdy z nas niesie swój ciężar. Wierzę jednak, że warto się nim dzielić i wzajemnie wspierać.

I właśnie tutaj zaczyna się mój plan. Nasz plan. I wielkie marzenie mojego męża.

Paweł od zawsze marzył o własnym, małym zakładzie jubilerskim. O miejscu, w którym będzie mógł robić to, co kocha — tworzyć, naprawiać i dawać przedmiotom drugie życie.

Może to wszystko wydarzyło się po coś... żeby mogło powstać coś nowego.

Chcemy stworzyć niewielki warsztat jubilerski. Miejsce z pasją — a w przyszłości może także przestrzeń, w której mąż będzie mógł dzielić się swoją wiedzą i prowadzić zajęcia dla dzieci i młodzieży. Pokazywać, jak wygląda prawdziwa praca rzemieślnika.

Aby zacząć, potrzebujemy środków na podstawowy sprzęt do tworzenia biżuterii.

Jeśli ktoś z Was posiada zbędne narzędzia lub sprzęt, który mógłby się przydać — każda pomoc ma dla nas ogromne znaczenie.

Dajmy mu wędkę — a on będzie łowił sam.

Dziękujemy za każdą formę wsparcia — finansową, rzeczową, ale też za udostępnienie naszej historii dalej.

Wierzę, że dobro wraca. I że kiedyś będę mogła pomóc właśnie Tobie.

Lokalizacja

Komentarze 7

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez