Opis zrzutki

Mam na imię Paweł, mam 41 lat, jestem mężem i tatą czteroletniego synka.

Od miesięcy walczę z bardzo trudnym przeciwnikiem – drobnokomórkowym rakiem płuca. Rozpocząłem już immunoterapię i mam za sobą dwa pierwsze wlewy. To dla mnie ogromna szansa, ale i ogromne obciążenie finansowe.

Na rozpoczęcie leczenia przeznaczyłem wszystkie swoje oszczędności. Sprzedałem samochód i kilka wartościowych rzeczy, które jeszcze niedawno były częścią mojego życia – nawet komputer, na którym pracowałem. W ten sposób udało się pokryć połowę kosztów terapii. Drugą połowę – czyli około 100 tysięcy złotych – udało się zebrać dzięki ludziom o wielkim sercu, którzy wsparli mnie w poprzedniej zbiórce. To dzięki Wam dziś mogę mówić, że immunoterapia się rozpoczęła.

Niestety, immunoterapia nasiliła objawy mojej choroby afektywnej dwubiegunowej (ChAD). Trafiłem do szpitala psychiatrycznego, gdzie lekarze zdecydowali, że muszę przyjmować stabilizatory nastroju w formie iniekcji. To jedyna metoda, która pozwala mi zachować równowagę psychiczną i kontynuować leczenie onkologiczne. Problem w tym, że w Polsce takie leki nie są refundowane przy ChAD – refundacja dotyczy wyłącznie schizofrenii. W praktyce oznacza to dla mnie dodatkowy koszt rzędu, nawet ponad tysiąca złotych miesięcznie. Lekarze sugerują również rozważenie pobytu w prywatnym ośrodku psychiatrycznym, gdzie miałbym dostęp do intensywnej psychoterapii, codziennej opieki i szybkich konsultacji specjalistycznych. Taki pobyt mógłby pomóc lepiej ustabilizować mój stan psychiczny i zwiększyć szanse na skuteczne leczenie onkologiczne. Niestety, to koszt rzędu kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie, w całości pokrywany prywatnie, bo NFZ nie refunduje takiej formy terapii w ChAD.


Dodatkowym ciosem jest sytuacja z ZUS. 2 czerwca, po wcześniejszej komisji orzeczniczej, przyznano mi rentę z tytułu niezdolności do pracy, która najpóźniej od lipca powinna być już wypłacana. Niestety, z powodu błędów po stronie mojego byłego pracodawcy ZUS ma problem z wyliczeniem jej wysokości. W efekcie do dnia dzisiejszego nie otrzymałem jeszcze ani jednej wypłaty. Zostałem więc bez jakiegokolwiek stałego źródła dochodu, a wydatki związane z leczeniem rosną z tygodnia na tydzień.


Dlatego ponownie zwracam się o pomoc.

Każda złotówka ma ogromne znaczenie – pozwala mi kontynuować immunoterapię, opłacić niezbędne zastrzyki i walczyć dalej. Walczyć nie tylko z rakiem, ale i z chorobą psychiczną, która próbuje odebrać mi siły. Walczyć o to, by być jak najdłużej obecnym w życiu mojego synka.

Na koniec chciałbym zwrócić się do wszystkich tych, którzy być może mieliby ochotę krytykować mnie za to, że proszę o pomoc, albo podważać wiarygodność mojej sytuacji.

Jeszcze niedawno byłem zdrowy jak większość z Was. Miałem swoje plany, marzenia, pracę i rodzinne życie. Nie wybrałem sobie choroby – nie chciałem jej i nigdy o niej nie marzyłem. Ona po prostu przyszła i wywróciła moje życie do góry nogami.

To, co mnie spotkało, mogło dotknąć kogokolwiek. Każdy z nas może z dnia na dzień znaleźć się w miejscu, w którym ja jestem – miejscu, w którym trzeba prosić innych o wsparcie, żeby móc walczyć o zdrowie, życie i możliwość powrotu do normalności, jaką Wy teraz macie.

Dlatego nie proszę o litość – proszę jedynie o zrozumienie i pomoc w walce, której nie wybrałem, ale którą muszę toczyć.


Dziękuję każdemu, kto już mnie wsparł, i każdemu, kto zechce pomóc teraz. Wasza pomoc to nie tylko pieniądze – to dowód, że nie jestem sam w tej walce.


Komentarze 2

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez