Na przeprowadzkę dla rodziny syryjskiej
Na przeprowadzkę dla rodziny syryjskiej
Opis zrzutki
Witajcie,
o tym, że wspieram osoby w Syrii wiecie od dawna.
Jest taka rodzina rodzina, z którą przyjaźnię się od lat.
Ich sytuacja jest w tej chwili bardzo trudna, wręcz dramatyczna.
Muszą przeprowadzić się w inne miejsce (ich stary obóz dla osób wewnętrznie przesiedlonych przestał istnieć - stając się miejscem niemożliwym do życia).
Nie mają rodziny, z którą mogliby zamieszkać, ani żadnych środków na przeprowadzkę.
Miejsce w nowym obozie to koszt około 500 USD.
W ostatnich dniach ktoś podpalił resztki obozu, w którym są teraz, ledwo udało im się ocalić dobytek. Nie działają okoliczne szkoły, nie ma pracy, sytuacja jest bardzo ciężka.
Jeżeli możecie to proszę Was o wsparcie, każda złotówka przybliży rodzinę do zamieszkania w nowym, bezpieczniejszym miejscu.
---------------------------------------------------------------------
Rodzina napisała do nas prośbę:
"Witaj, siostro, pochodzimy z Syrii, z prowincji Idlib. Mieszkałem z rodziną w mojej małej wiosce, położonej na południowych obrzeżach miasta Idlib, zanim została zniszczona przez lotnictwo obalonego reżimu Baszara al-Asada.
Po tym zostaliśmy zmuszeni do ucieczki na daleką północ kraju, aby uniknąć prześladowań i zbrodni ze strony reżimu. Zamieszkałem w namiocie na granicy tureckiej wraz z moją rodziną, która liczy dziewięć osób: ja, moja żona oraz nasze dzieci.
W czasie trwającej wojny wszystko było niedostępne. Przez większość dni nie mieliśmy nawet jedzenia, by zaspokoić głód. Patrzyłem na moje dzieci z bólem serca, bo nie mogłem im w żaden sposób pomóc. Przez cały miesiąc żyliśmy jedynie z jednej paczki żywnościowej, która ledwo wystarczała na przetrwanie. W ten sposób minęło pięć lat.
W ciągu ostatnich dwóch lat organizacje humanitarne przestały wspierać obozy, i wtedy zaczęło się prawdziwe cierpienie. Wiele dni spędzaliśmy bez jedzenia, a z powodu niedożywienia nie uniknęliśmy chorób. Robiłem, co tylko mogłem, by zdobyć żywność dla mojej rodziny — to było maksimum, na co mnie było stać z powodu bezrobocia i braku pracy. Każdą okazję do pracy wykorzystywałem, wiedząc, że może być ostatnia.
Nawet po upadku zbrodniczego reżimu Baszara sytuacja pozostała zła z powodu zniszczeń wojennych i niesprawiedliwości. Od początku tego roku rodziny, które wcześniej mieszkały w namiotach, zaczęły wracać do swoich miast i wiosek, by odbudować, co tylko się da. Jednak ci, których domy zostały całkowicie zniszczone, nie mogli wrócić — ja jestem jednym z nich.
Obecnie w obozie, w którym mieszkam, pozostała tylko moja rodzina i jeszcze jedna. Życie tutaj stało się prawie niemożliwe. Można powiedzieć, że miejsce to przypomina miasto duchów — tylko ślady zniszczonych namiotów i śmieci wszędzie. Nie ma wody. Próbuję znaleźć inne miejsce do życia, ale bez pieniędzy to niemożliwe — ledwo dajemy radę przetrwać.
Szkoły w naszej okolicy zostały zamknięte, a do rozpoczęcia nowego roku szkolnego pozostało tylko kilka dni. Boję się, że nauka się zacznie, a my wciąż nie będziemy mieli stałego miejsca. Nie ma w pobliżu żadnej szkoły, do której mógłbym zapisać moje dzieci.
Mam nadzieję, że będziecie mogli mi pomóc, bym mógł wydostać się z tej trudnej sytuacji.
Bardzo dziękuję."