Pomoc dla psów z pseudohodowli!
Pomoc dla psów z pseudohodowli!
Opis zrzutki
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda życie psa w pseudohodowli?
To nie jest życie.
To miesiące i lata zamknięcia. To zimna podłoga zamiast miękkiego legowiska. To miska, która często świeci pustkami. To ból, którego nikt nie leczy. To ciało wyniszczone kolejnymi ciążami. To sutki, które nigdy nie mają szansy odpocząć. To rodzenie jednego miotu za drugim, aż organizm przestaje mieć siłę walczyć. Tam nikt nie głaszcze. Nikt nie przytula. Nikt nie mówi, że wszystko będzie dobrze. Liczy się tylko jedno - ile jeszcze szczeniąt uda się sprzedać.

Kiedy patrzy się w oczy takich suk, nie widać radości. Widać tylko zmęczenie. Rezygnację. Strach. I cichą prośbę, żeby ten koszmar w końcu się skończył. Wczoraj po raz kolejny weszliśmy do bram piekła. Zabraliśmy stamtąd dwie suki i ich dzieci. Dwie psie mamy, które same są jeszcze bardziej wygłodzone niż ich maleństwa. Jedna z nich opiekuje się pięciotygodniowym szczeniakiem, druga karmi trzy zaledwie trzytygodniowe maluchy.
Obie są wyeksploatowane do granic możliwości. Skrajnie wychudzone. Tak słabe, że z trudem stoją na łapach. A mimo to do ostatnich sił próbowały wykarmić swoje dzieci. Kiedy przyjechaliśmy z nimi do hoteliku, usłyszeliśmy słowa, które rozdarły nam serca.
– Czy one przeżyją?
Bo ich stan jest zły. Rzucały się na jedzenie z takim głodem, jakiego nie da się opisać słowami. Organizm próbował walczyć o życie, a jednocześnie produkować mleko dla swoich dzieci. Niestety... to nie koniec.

W tym miejscu zostały kolejne psy. Kolejne ofiary ludzkiej chciwości. Musimy je stamtąd zabrać. Ale nie mamy już gdzie. Wczoraj obdzwoniliśmy chyba połowę hoteli w województwie opolskim. Okres wakacyjny sprawił, że praktycznie wszędzie usłyszeliśmy tę samą odpowiedź - nie ma ani jednego wolnego miejsca.
Dlatego błagamy...

Jeżeli ktoś może przyjąć na dom tymczasowy dorosłą sukę owczarka, prosimy o pilny kontakt. Tel. 697529411. Tylko dzięki temu będziemy mogli uratować kolejne psy, które nadal żyją w tym piekle.
Suczki, które już uratowaliśmy, potrzebują teraz wszystkiego. Dobrej karmy. Leczenia. Weterynarzy. Czasu. Spokoju. Później czeka je sterylizacja i długa droga do odzyskania zdrowia. Prosimy, nie pytajcie jeszcze o adopcję. Maluszki muszą zostać przy swoich mamach, a mamy muszą najpierw odzyskać siły, żeby móc je wychować. Przed nami utrzymanie dwóch psich rodzin. To ogromne koszty, których sami nie udźwigniemy.
Jeśli możecie, pomóżcie. Każda wpłata i każde udostępnienie daje tym psom szansę, by po raz pierwszy w życiu dowiedziały się, że człowiek potrafi nie tylko krzywdzić, ale też ratować.