id: mvwydu

Okres rekonwalescencji po operacji serca

Okres rekonwalescencji po operacji serca

 
Paulina Kaczmarek

Aktualności2

  • Od dłuższego czasu moja zrzutka stoi w miejscu a mi dochodzą zmartwienia. 2 listopada obudziłam się i wszystko było jak za mgłą. Gdy przyszła pielęgniarka poinformowałam ją o tym. Powiedziała, że poinformuję o tym lekarza i umówi mnie to okulisty, bo niestety w niedzielę nikt tam nie pracuje. Następnego dnia przyszedł do mnie okulista, zrobił kilka testów i powiedział, że zgłosi to do neurologa, bo jedno oko jest znacznie mniejsze od drugiego, bo opada mi powieka. Przyszedł neurolog, kolejne testy. Skończył, powiedział, że musi się skonsultować z innymi lekarzami i wyszedł. Temat się urwał, 4 listopada zabrali mnie na skan głowy. I tego samego dnia wieczorem przyszła do mnie neurolog. Dowiedziałam się, że obejrzeli ten skan i przypuszczają, że w mojej głowie są guzy. Tak to już jest, że jak się wali na głowę to na jednym skończyć się nie może. 1.5 roku temu miałam robiony rezonans magnetyczny głowy w jednym z Nl szpitali, bo od 5 lat męczą mnie bóle głowy. Podpisałam zgodę na udostępnienie dokumentacji medycznej i tego samego dnia nagranie i opis badania było do dyspozycji lekarzy. Z tymi wszystkimi myślami musiałam czekać do 10 listopada. Diagnoza została potwierdzona, na rezonansie widać, że już tam były i sporo urosły. Jeden z nich się przesunął i naciska mi na oko. Trzeba będzie je wyciąć, ale po takiej dużej operacji nikt się tego nie podejmie. Znowu muszę czekać na jakiekolwiek informacje, 25 listopada mam konsultacje z neurologiem i kardiologiem, bo muszą omówić mój ciężki przypadek...

    0Komentarzy
     
    2500 znaków

    Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.

Opis zrzutki

Dzień dobry, mam na imię Paulina i mam 29 lat. To co mi się przydarzyło na przełomie miesiąca jest tak skomplikowane, że sama do końca w to nie wierzę. Przyszedł październik, pierwsze chłodne dni to i pierwsze przeziębienia i wizyty u lekarza. Ciężko jest mi się przeziębić, ale jak już się coś trafi to piję saszetki gripex i jestem jak nowa. Tym razem wyglądało to nieco inaczej, objawy nie ustały a ja wylądowałam na pogotowiu, diagnoza zapalenie płuc, lekarz przepisał mi antybiotyk i wysłał do domu. Przyjmowałam go 2 dnia i chłopak postanowił, że wracamy na pogotowie, nie było poprawy a doszły duszności i ból w klatce piersiowej tak silny jakby ktoś wbił nóż w sam środek i przesuwał go bez opamiętania. Zaparkowaliśmy, ale ja już niewiele pamiętam, zemdlałam. Gdy odzyskałam przytomność siedziałam na wózku inwalidzkim i byłam badana przez 2 lekarzy, chwilę później zabrali mnie na tomograf z kontrastem i było wiadomo, że noc spędzę w szpitalu. Usłyszałam, że mam znacznie powiększone serce a płyny ustrojowe osadzają mi się na płucach. Pierwsze działania jakie postanowili podjąć to wypłukanie nadmiaru wody, żebym mogła normalnie oddychać. Następnego dnia standardowe badania, krew, mocz, echo serca, usg i kg wody wypłukane z organizmu. Kolejnego dnia powtórka, nieco lepsze samopoczucie, bo oddychanie już nie było walką o przetrwanie a czymś normalnym. Pielęgniarka nawet zażartowała, że jak mnie odłączą od aparatury to możemy iść na papierosa. Odłączyli i skierowali mnie na główny oddział kardiologii na obserwacje. Byłam przekonana, że już wszystko będzie dobrze i niedługo wrócę do domu, ale bardzo się myliłam. 11 października miałam się już położyć spać, ale zaczęłam się dusić, wymiotowałam krwią. Pamiętam tylko głosy pielęgniarek, które rozmawiają z moim chłopakiem, że jest ze mną źle i czy możliwe jest, żeby tu przyjechał. Nagle pustka, słyszę głosy lecz nie widzę kto mówi, chce odpowiedzieć na pytanie i jestem przekonana, że to robię, ale nic nie słychać. Nie wiem ile to trwało, nie pamiętam zbyt wiele, wiem tylko, że uczucie strachu mnie nie opuszczało. Gdy oprzytomniałam mój chłopak trzymał mnie za rękę a lekarze przecinali mi tętnicę szyjną, żeby założyć tam wenflon. Nigdy w życiu nie widziałam tyle krwi. Nigdy nie byłam nawet w szpitalu a wylądowałam na OIOMie w dodatku w obcym kraju. Całą noc spędziłam podpięta pod aparaturę, ale całe szczęście nie byłam sama, bo mój chłopak siedział obok. Teraz pojawia się pytanie, co się stało i dlaczego. W tym szpitalu niestety nie byli w stanie udzielić mi odpowiedzi i tego samego dnia zostałam przewieziona do innego miasta, 120km od domu. Wystartowali z badaniami i obserwowali jak organizm reaguje na coraz to nowsze leki. Po tygodniu w końcu czegoś się dowiedziałam. Zostało zorganizowane spotkanie z lekarzem i tłumaczem przysięgłym. Lewa komora serca ma silne uszkodzenie i pracuję tylko na 8%, potrzebny będzie przeszczep, ale usłyszałam też alternatywę do czasu aż nie znajdzie się dawca. Lekarze postanowili założyć mi pompkę na serce, która kupi mi czas https://www.umcg.nl/-/steunhart-lvad-linker-ventrikel-assist-device. Niezbędne są jednak badania, które potwierdzą, że mój organizm sobie poradzi. Wiem, że jestem w dobrych rękach, ubezpieczenie pokryje koszty operacji i pobytu w szpitalu, ale nie opłaci fizjoterapii i opieki, która będzie mi bardzo potrzebna gdy już z niego wyjdę. Do tego dochodzą koszty paliwa, ponieważ będę musiała wstawiać się na badania kontrolne. Kwota jest dosyć duża, ale przebywam w Nl gdzie wszystko jest droższe niż w Pl. Całość zostanie przeznaczona na opłacenie mojego powrotu do zdrowia. Bardzo proszę o pomoc, w tak ciężkiej sytuacji, każda złotówka jest na wage złota. 


Komentarze 4

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez