Na wojnę z rakiem -nie bierzemy jeńców-
Na wojnę z rakiem -nie bierzemy jeńców-
Opis zrzutki
Kochani! Mam 37 lat, dwóch cudownych synów i kochanego męża. Jesteśmy wesołą, pełną optymizmu, kochającą się rodziną. Niestety bydlak o nazwie rak piersi próbuje nam to zepsuć.
Zacznijmy od początku
Niedługo po ślubie okazało się, że mamy problem z zajściem w ciążę. Próbowaliśmy wszystkiego i wreszcie w klinice w Łodzi pomogli nam. Po siedmiu latach udało się! W 2013 roku urodziłam synka. Wielka radość! Lecz lekarze powiedzieli, że jeśli będziemy chcieli starać się o drugie dziecko to znowu musimy poddać się leczeniu w klinice (zbyt mała rezerwa jajnikowa). Po dwóch latach zdarzył się cud i zaszłam w ciążę bez żadnych problemów i urodziłam drugiego synka.

Po trzech latach w czerwcu 2018 zdiagnozowano u mnie raka prawej piersi. Nieproszony gość to typ nieokreślony potrójnie ujemny, inwazyjny, NST, G3, Ki-67 97%. Na początku była rozpacz, setki myśli co będzie dalej. Przecież mam dzieci, męża… Cały świat się zawalił.

Po „żałobie” pozbieraliśmy się i rozpoczęła się walka do której przystąpiliśmy pełni wiary i nadziei. Teraz jestem już po 15 podaniach chemii (3 czerwone, 12 białych) wspomagająco brałam też olejek z cbd który pomógł mi lepiej przejść przez chemię. Przede mną jeszcze operacja, radioterapia przez około 6 tygodni, rehabilitacja i w zależności od wyników prawdopodobnie pół roku chemii w tabletkach.
Siły do walki nam nie brakuje, ale niestety funduszy na dojazdy i leki wspomagające już tak. Kochani, bardzo prosimy o pomoc i modlitwę. Aby wygrać tę wojnę potrzebujemy armii…



Wykonam dla Ciebie olejek, który Cię wyleczy. Za 20 tyś kupując susz hurtem wyleczymy spokojnie 5 osob.
Walcz dziewczyno
Szczęścia, i wiele miłości ????
Powodzenia!!!
powodzenia!