id: nvy8cc

Pomóżcie mi wrócić do normalności

Pomóżcie mi wrócić do normalności

3 055 zł 
z 4 000 zł
76%
zakończona 31.12.2019r
49 
wspierających
Wpłaty nieaktywne - wymagane działanie Organizatora zrzutki. Jeśli jesteś Organizatorem - zaloguj się i podejmij wymagane działania.

Opis zrzutki

Z ogromnym dyskomfortem, bo całe życie uczono mnie, że mam być samowystarczalna, proszę was ponownie o pomoc. To, co zrobiliście dla mnie w czerwcu, pomogło mi w spokoju ukończyć kolejne 3 miesiące terapii, ale także wyjechać na krótkie, kilkudniowe wakacje, spłacić troszkę długów i przede wszystkim odciążyć córkę i mamę.

Z ogromnym dyskomfortem, bo całe życie uczono mnie, że mam być samowystarczalna, proszę was ponownie o pomoc. To, co zrobiliście dla mnie w czerwcu [tu link do poprzedniej zrzutki], pomogło mi w spokoju ukończyć kolejne 3 miesiące terapii, ale także wyjechać na krótkie, kilkudniowe wakacje, spłacić troszkę długów i przede wszystkim odciążyć córkę i mamę oraz odzyskać spokój i skoncentrować się na leczeniu.

Moja historia, którą opisałam także w poprzedniej zrzutce:

Od kilku lat staram się walczyć z zaburzeniami lękowymi i osobowości, które skutkują epizodami depresji. Podczas epizodów nie jestem w stanie normalnie funkcjonować - moje ciało choruje somatycznie (spada mi odporność, łapię infekcje, chorują mi jelita, miewam zapalenia ścięgien), unikam kontaktów z ludźmi, mam problemy z koncentracją, więc zapominam najprostsze rzeczy, czasem nie mam siły wstać z łóżka. Dla osoby, która jak ja wychowała samotnie dziecko, całe życie była samowystarczalna, a do tego angażowała się w różne projekty społeczne i była aktywistką, która starała się zmienić świat na trochę lepszy - to prawie jak wyrok śmierci.

Dlaczego proszę Was o finansowe wsparcie?

Kilkanaście lat pracowałam na etacie, praktycznie nie chodziłam na zwolnienia lekarskie, bo mogłam zabrać pracę do domu. Pracowałam z zapaleniem oskrzeli, zapaleniem ścięgna, zatok, pracowałam ze złamaną ręką, pracowałam 3 dni po operacji wycięcia wyrostka. Nigdy nie narzekałam na to, że płacę chorobowe i z niego nie korzystam. Że płacę na NFZ, a oprócz tego na prywatne ubezpieczenie zdrowotne. Zawsze uważałam, że warto się dokładać do wspólnego wora, bo jest mnóstwo osób, które mają ode mnie gorzej. Doszłam w swojej karierze zawodowej do momentu, gdzie zaczęłam zarabiać przyzwoite pieniądze. Nie ogromne, nie duże, przyzwoite. I do momentu, w którym moi „pracodawcy” zamienili się w „klientów”. Ja zyskałam pozorną swobodę, z której rzadko korzystałam. Oni pozbyli się balastu w postaci ZUSu. Niby wszystko było cudownie. Ja dostawałam większe pieniądze, mogłam od czasu do czasu najlegalniej na świecie dorobić sobie na jakimś zleconku.

Kiedy decydowałam się na preferencyjny ZUS przez pierwsze dwa lata, naprawdę myślałam, że państwo idzie na rękę tym, którzy zaczynają działalność. Zdziwiłam się, kiedy po 2,5 roku działalności przydażył mi się epizod depresyjny i poszłam na zwolnienie. Kiedy dostałam pierwszy zasiłek, oniemiałam. ZUS wyliczył mi go na jakieś niecałe 700 zł miesięcznie. Zdębiałam. Przecież podstawa ubezpieczenia to 3,5 brutto. Nie liczyłam na kokosy, ale byłam przygotowana na kwotę koło 2 tysięcy. Uruchomiłam oszczędności, wzięłam kredyt, bo same moje rachunki i zobowiązania w bankach wynosiły wtedy koło 3 tysięcy. Przeżyłam 4 miesiące zwolnienia, musiałam zrezygnowałam z dziennej terapii, która trwała trzy miesiące i wydłużyłaby moje zwolnienie powyżej 6 miesięcy i z ulgą wróciłam do pracy. Oczywiście, znów na B2B, chociaż tym razem bardziej z musu niż przyjemności - po prostu chciałam jak najszybciej zarabiać, odbić się od dna i nie wybrzydzałam.

Praktycznie też od razu podniosłam sobie składkę na ubezpieczenie chorobowe do 5 tys. brutto. Tak na wszelki. Wiedziałam, że nie jestem zaleczona, że moja stabilność psychiczna jest krucha i w każdej chwili może runąć. Niestety, leczenie głównie farmakologiczne, stres w nowej pracy spowodował, że po 3 miesiącach zaczęły nawracać objawy depresji i zaburzeń lękowych. Wytrzymano ze mną jeszcze 3 kolejne miesiące i podziękowano mi. W końcu kto będzie sobie zawracał głowę pracownikiem, który z lęku choruje somatycznie, ma problemy z koncentracją i zaczyna stronić od ludzi.

Wróciłam na zwolnienie. Tym razem jakaś spokojniejsza. W końcu od ponad roku płaciłam duży ZUS, a od kilku miesięcy wyższą składkę. Pierwszy zasiłek dostałam po prawie dwóch miesiącach. I znów zdziwienie - za półtora miesiąca dostaję niecałe 2 tys.??? Zaglądam wkurzona w przepisy i eureka - ZUS ma gdzieś, jaką składkę na ubezpiecznie płaciłam, kiedy byłam na zwolnieniu. Oni wyliczają mi składkę na podstawie wysokości zasiłku, który wtedy dostawałam. Czyli podwójna kara za płacenie „preferencyjnej” składki dla rozpoczynających działalność. A ZUS liczy zasiłek od rocznych wpływów. Jeśli masz nieszczęście mieć mniej niż roczną przerwę między zwolnieniami, żryj gruz, bo tylko na to będzie cię stać. I jeszcze płać od tego składkę chorobową w wysokości normalnej składki. Bo przecież nie od żałosnej kwoty, którą dostałeś w ramach zasiłku.

Od stycznia zaczęłam dostawać 1450 zł, od których musiałam zapłacić najniższą składkę (obniżyłam, na 5 tys. brutto przestało być mnie stać) w kwocie 340 zł. Na życie zostawało mi 1100 zł. Kwota, za którą nie byłam w stanie zapłacić nawet rachunków. Mieszkanie w Warszawie, kredyty w bankach - na tamten moment moje miesięczne zobowiązania wynosiły prawie 3 tysiące złotych. Znów zaczęłam pożyczać, musiałam też mocno nadwyrężyć finansowo moją mamę - emerytkę. Tak naprawdę musiałam, z ciężkim sercem, pozbawić ją niewielkich oszczędności. Bo tym razem chciałam o siebie zadbać i podjęłam starania o terapię dzienną, w zamkniętej grupie. Taka terapie, po kwalifikacji, trwa trzy miesiące. Ja zostałam na dwóch turach. W wypisie ze szpitala mam stwierdzone zaburzenia lękowe oraz zaburzenie osobowości. Dalsza walka z chorobą będzie trwała u mnie latami, może nawet do końca życia. W tej chwili jestem skazana na farmakoterapię, pracę nad tym, czego dowiedziałam się o sobie na terapii w szpitalu, a za kilka miesiecy - intensywną terapię indywidualną.

Pod koniec czerwca, kiedy zakładałam poprzednią zrzutkę, naiwnie inaczej wyobrażałam sobie czas po terapii.

Po pierwsze - liczyłam na to, że po 6 miesiącach będę „zaleczona”. Nie do końca tak jest. Czuję się oczywiście lepiej niż przed terapią. Zmagam się niestety nadal z ogromną fobią społeczną. Podobno najgorszy jest pierwszy miesiąc, a tak długa terapia „pracuje” w uczestniku jeszcze kilka miesięcy po jej zakończeniu. Żyję nadzieją, że tak będzie i u mnie.

Po drugie - oczywiście nie liczyłam, że z dniem 1 października znajdę pracę, jednakże ZUS skutecznie mi utrudnił spokojny powrót do zawodowego życia. Jak część z was wie - prowadzę własną jednoosobową działalność i po roku zwolnienia lekarskiego nie czeka na mnie żaden etacik. Muszę walczyć o nową pracę. ZUS dał mi na to dwa miesiące, o tyle wydłużając mi świadczenie rehabilitacyjne po zakończeniu terapii. Ale w tym czasie skierował mnie do sanatorium, które w przypadku ZUS nie jest dobrowolne - jeśli odmówisz wyjazdu, tracisz zasiłek. Mocno mi to pokrzyżowało możliwości szukania pracy. Trzy tygodnie z tych dwóch miesięcy spędzę na końcu świata i trudno będzie mi tłumaczyć ewentualnym rekruterom, czemu nie jestem w stanie dotrzeć na rozmowę w sprawie pracy. Pogodziłam się już z wizją, że najwcześniej podejmę się pracy w styczniu 2020 roku.

I tu trafiamy do puntu trzeciego - znów jestem w finansowej czarnej dupie, co skutecznie utrudnia mi powrót do zdrowia. Zamiast myśleć i analizować to, o czym dowiedziałam się o sobie na terapii, myślę tylko o tym, jak bardzo jestem beznadziejna, bezradna, jak wielką żyjącą porażką i obciążeniem bywam dla innych. Powiecie może, że nie jestem wyjątkiem, jest wiele osób, które ledwo wiąże koniec z końcem i ma problem z powrotem do pracy po chorobie. W moim przypadku to podwójnie obciążające, bo brak bezpieczeństwa finansowego, lęk i stres z tym związany cofa postępy, które wypracowałam przez 6 miesięcy terapii.

Jest to dla mnie niesamowicie trudne, ale proszę was po raz kolejny o pomoc. Każdemu z was będę niesamowicie wdzięczna za uratowanie mnie z tej finansowej katastrofy i wsparcie w tym niezwykle dla mnie trudnym okresie. Moje zdrowie jest częściowo w waszych rękach :)

Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Dowiedz się więcej

Wpłaty 49

preloader

Komentarze 6

 
2500 znaków

Nasi użytkownicy założyli

878 786 zrzutek

i zebrali

807 981 408 zł

A ty na co dziś zbierasz?