id: pkhmjz

Nierówny pojedynek

Nierówny pojedynek

Organizator przesłał dokumenty potwierdzające wiarygodność opisu zrzutki
68 095 zł 
z 40 000
170%
154 dni
do końca
759
wspierających
Wpłać na zrzutkę
Zrzutka.pl nie pobiera prowizji od wpłat

Nasi użytkownicy założyli 915 499 zrzutek i zebrali 881 009 830 zł

A ty na co dziś zbierasz?

Opis zrzutki

oc20ac976059b892.jpegCześć, jestem Kamil i mam 21 lat. Od kiedy pamiętam, rodzice próbowali zaszczepić we mnie i w moim rodzeństwie swoją wielką pasję do sportu. Ledwie zacząłem chodzić, a już nauczyli mnie jeździć na nartach. Potem doszły również inne dyscypliny – piłka nożna, siatkówka, koszykówka, pływanie i kolarstwo. Próbując niemalże wszystkiego, miałem okazję posmakować różnych rodzajów aktywności fizycznej, jednak moje serce skradła jedna – karate. Zacząłem je trenować mając ledwie pięć lat i nie przestałem przez kolejne trzynaście, reprezentując klub Zarzewie Prudnik. Dopiero szykując się do matury musiałem zrobić krótką przerwę, a ostatecznie wyjechałem na studia do Wrocławia. Mimo to, kiedy wracałem do rodzinnego miasta, nadal zdarzało mi się przyjść na trening, choć teraz bardziej jako pomocnik trenera w zaszczepieniu pasji do karate u młodych zawodników.

W trakcie mojej kariery sportowej udało mi się zdobyć pierwszy stopień mistrzowski – 1 dan (czarny pas) oraz brązowy medal na Mistrzostwach Polski. Swoje sukcesy zawdzięczam wspaniałym trenerom Tadeuszowi i Jolancie Brudniak, których podopieczni wielokrotnie zostawali mistrzami Polski i Europy, a których lubię nazywać moimi drugimi rodzicami. Także moje rodzeństwo może pochwalić się sporymi sukcesami, starszy brat jest Mistrzem Polski, Europy i Wicemistrzem Świata, a młodsza siostra Mistrzem Polski, zaś na Mistrzostwach Europy zajęła siódme miejsce. Karate było więc obecne w moim życiu nie tylko na treningach, ale i w domu. Dziś, choć jestem studentem Politechniki Wrocławskiej na kierunku mechanika i budowa maszyn (a czas który spędzałem na macie, teraz w głównej mierze spędzam na siłowni), karate nadal zajmuje większą część mojego serca. Wierzyłem, że kiedyś, po studiach, uda mi się wrócić do trenowania.

Jednakże los miał dla mnie inne plany.

Dnia 9 września 2021 roku dowiedziałem się, że mam guza mózgu o średnicy 5 cm. Nie było czasu na zamartwianie się, musiałem szybko poddać się ryzykownej operacji, której podjąć się mogło tylko dwóch neurochirurgów w Polsce. Operacja odbyła się 9 listopada 2021 r. i trwała piętnaście godzin, na szczęście, dzięki wybitnym zdolnościom profesora Piotra Ładzińskiego, zakończyła się sukcesem. Guz został wycięty. Doszło jednak do porażenia nerwów po prawej stronie ciała a także nerwu VI odwodzącego, przez co mam zeza zbieżnego, oraz nerwu VII twarzowego, przez który nie funkcjonuje lewa strona mojej twarzy i nie domyka się lewa powieka oka.

Okazało się więc, że czeka mnie kolejna operacja, dzięki której mógłbym normalnie funkcjonować, a polegająca na zespoleniu nerwu VII twarzowego z nerwem podjęzykowym. Zadania podjął się profesor Przemysław Kunert i podobnie jak w przypadku pierwszej operacji, wszystko poszło zgodnie z planem, dzięki znakomitym umiejętnościom pana profesora. Jednakże w przypadku tej operacji, efekty nie są natychmiastowe, a dla ich wystąpienia konieczna jest niemal półtoraroczna rehabilitacja. Niestety, ale w przypadku zabiegów finansowanych przez NFZ, praktycznie przez następne dwa lata nie mam żadnych szans na wolny termin na zabieg lub turnus rehabilitacyjny, co oznacza, że będę musiał skorzystać z kosztownych usług prywatnych. Nie mogę bowiem tak długo czekać i zaprzepaścić efektów operacji.

Dodatkowo pojawiła się kolejna komplikacja. Od czasu pierwszej operacji jestem bardzo narażony na stany zapalne i ubytki w rogówce, z którymi bardzo ciężko walczyć. Wskutek tego moja rogówka jest w tak fatalnym stanie, że nawet najlepsi specjaliści w Polsce nie mogą mi powiedzieć, czy oko w ogóle uda się uratować. Trzyma się ono jedynie na tzw. błonie Descementa, która może pęknąć w każdej chwili. Aby temu zapobiec, muszę używać dwóch – trzech komór wilgotnych na dobę, kropli, żeli, oraz brać antybiotyki, co również jest bardzo kosztowne.

Przez całe swoje życie, chyba jak każdy sportowiec, ze wszystkimi problemami potrafiłem poradzić sobie sam. W karate stajesz na macie bez drużyny za plecami, co nauczyło mnie samodzielności. Jest mi niezwykle ciężko przyznać choćby przed samym sobą, że rzeczy, które mnie spotkały w ostatnim czasie, zdecydowanie mnie przerosły, a co dopiero przyznać się do tego przed innymi i poprosić o pomoc. Jednak zamykając się w sobie, przez długi czas zachowywałem się jak obrażone na cały świat nieznośne dziecko. Na szczęście spotkałem na swojej drodze panią Monikę Włodarczyk, psychoonkolog z Dolnośląskiej Fundacji Onkologicznej, dzięki której znów zacząłem być wesołym chłopakiem, który zrozumiał, że czasem trzeba poprosić o pomoc. Zwłaszcza, gdy jest ona naprawdę potrzebna.

Dziś więc nie boję się w końcu przyznać, że potrzebuję wsparcia, że sam sobie nie poradzę. Nie boję się powiedzieć, że chciałbym po prostu zjeść zupę nie martwiąc o to, że wszystko wyleci mi z buzi. Że chciałbym znowu normalnie widzieć. Chciałbym móc pójść w góry, na basen, a najbardziej na trening. Chciałbym także wrócić do nauki, rozwijać się i spełniać zawodowo. Chciałbym móc normalnie żyć.

 

 k65820dbba364919.jpeg

 

 ub575a6e863f6c7a.jpeg

 g43d3fb53f840173.jpeg

 

 

 

 

 

 

 

Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Dowiedz się więcej

Wpłaty 759

preloader

Komentarze 9

 
2500 znaków