Opis zrzutki
Przetrwałem sepsę i operację otwartego serca. Jako trans mężczyzna walczę o powrót do życia, na studia i o wolność finansową.
Cześć, nazywam się Aim (w dokumentach Amelia) funkcjonuję jako trans mężczyzna na ścieżce korekty płci. Mam 23 lata. Piszę to, bo przetrwałem, a jeszcze kilka miesięcy temu lekarze kazali mojej Mamie się żegnać, mówiąc, że mam zerowe szanse na przeżycie.
Zwracam się do Was – mojej społeczności queer, i nie tylko, oraz do ludzi o wielkich sercach. Nigdy nie sądziłem, że będę musiał błagać o pomoc. Zawsze byłem niezależny. Jestem technikiem plastykiem, ale studiowałem na Uniwersytecie Morskim w Gdyni, skończyłem praktyki na Darze Młodzieży, pisałem artykuły naukowe, do tego gram na gitarze i basie. Ciężko pracowałem fizycznie w Norwegii, by odłożyć każdy grosz na operację mastektomii, której tak dramatycznie potrzebuję. Życie napisało jednak scenariusz, który spalił moje oszczędności, wpędził mnie w długi i omal nie zabił.
Wszystko zaczęło się w październiku 2025 roku od potwornego bólu stawów i stałej gorączki. Zostałem przykuty do łóżka. Z powodu formalności po powrocie do kraju nie miałem jeszcze ubezpieczenia NFZ, a teleporady z prywatnego pakietu lekceważyły mój stan. Doszła potworna rwa kulszowa – byłem tak sparaliżowany bólem, że musiałem załatwiać się do miednicy przy łóżku. Rok wcześniej, w listopadzie, zmarł mój Tata. Mama została ze wszystkim sama, patrząc, jak jej syn gaśnie w oczach.
W grudniu doszło ciężkie zapalenie płuc. Wyniki badań krwi były tak dramatyczne, że laboratorium zadzwoniło, każąc natychmiast jechać do szpitala. 26 grudnia trafiłem na SOR. Przez pierwszy miesiąc byłem na granicy życia i śmierci.
Diagnoza brzmiała jak wyrok: Ciężka sepsa (posocznica MSSA/MRSA), zatorowość płucna wysokiego ryzyka, liczne ropnie w płucach, ropnie w mięśniu udowym i gruszkowatym. Bakterie dosłownie zjadły moją zastawkę serca. Przeszedłem potworne IZW (Infekcyjne Zapalenie Wsierdzia). Niewiele pamiętam z pierwszego miesiąca w szpitalu, najpierw na oddziale intensywnej terapii, następnie pulmonologii, a w końcu kardiologii i kardiochirurgii. Przeżyłem operację na otwartym sercu – kardiochirurdzy musieli rozciąć mój mostek i wszczepić mi biologiczną zastawkę serca.


To są jedne z wielu wypisów, które dostałem w "pamiątce"...
Przeżyłem ten medyczny koszmar, ale cena powrotu do zdrowia mnie miażdży:
Zostałem z opadającymi stopami (uszkodzenie nerwów strzałkowych podczas zatorowości przez niedotlenienie tkanek) – bez prywatnej fizjoterapii okno na odzyskanie pełnej władzy w nogach zamknie się na zawsze.
Tylna ściana w moim sercu jest zwapniała, cierpię na stałą tachykardię i arytmię pooperacyjną, przez co męczę się błyskawicznie.
Walczę z poszpitalnym PTSD i stanami paniki – terapia EMDR jest mi niezbędna, bym sobie psychicznie poradził.
Leki i aparatura medyczna są potwornie drogie. Sama Rifampicyna (muszę stałe brać antybiotyki, żeby nie doprowadzić do ponownego powrotu sepsy (większość czerwca przeleżałem w szpitalu z następną posocznicą, po pierwszej próbie odstawienia antybiotyku) i ochronić nową zastawkę) to ponad 300 zł. Paski do aparatu INR (muszę badać krzepliwość krwi codziennie przez zastawkę) to blisko 300 zł miesięcznie, a cena samego aparatu wyniosła 1500złotych. Do tego dochodzi koszt stałej terapii testosteronem (około 130 zł miesięcznie), bez której mój organizm całkowicie się rozreguluje. Licząc leki na serce (polfenol, nonpres, beta25ZK), leków regulujących krzepliwość krwi (warfin, zastrzyki neoparin), moich leków psychiatrycznych (pregabalina) i przeciwbólowych (bunondol), leków osłonowych (IPP i probiotyki), potasu (kalipoz), wspomagającego antybiotyku (biseptol 480), i leków na odbudowę nerwów (neurovit, thiogamma) zbiera się potężna suma, której nie będąc w stanie pracować nie mam jak spłacić.
Przepaliłem wszystkie oszczędności z Norwegii przeznaczone na operację mastektomii. Próbowałem sprzedać wszystko, co miałem wartościowego, nawet część pamiątek po moim zmarłym Tacie, który był operatorem (i sam zmarł na sepsę). Aktualnie utrzymuje nas wyłącznie Mama, ale jej pensja nie jest w stanie pokryć leków, pasków, czynszu i życia.
Aby przetrwać i kupić leki ratujące życie, musiałem wziąć chwilówki i pożyczki. Jestem zadłużony w sposób, który nie pozwala mi spać. Na już potrzebuję 2500 złotych, by spłacić najbardziej palące, bezwzględne długi, które nie chcą czekać. Od października idę na studia dzienne (Ochrona Środowiska na WBiOŚ UŁ) – to moja jedyna ucieczka w normalność, szansa na powrót do ludzi i realizację pasji (chcę badać nietoperze). Staram się o stopień niepełnosprawności, by uzyskać stypendium (800 zł), ale te procedury trwają miesiącami. Dla mnie to za późno. Potrzebuję ratunku TERAZ.
Nie chcę nic za darmo. Jestem technikiem plastykiem. Moja mocną stroną jest rysunek i rzeźba. W zamian za większe wsparcie i datki, z całego serca oferuję Wam wykonanie Waszych portretów lub małych obrazów krajobrazowych (pastele, ołówek lub inne media). Stworzę dla Was coś pięknego, z serca, w podziękowaniach.
Jeżeli chcesz coś konkretnego, swój portret, portret swojego zwierzaka, swój ulubiony krajobraz, cokolwiek, możesz napisać do mnie wiadomość bezpośrednio na profilu, lub w komentarzu pod zrzutką, podam również swój adres e-mail, gdzie możesz wysłać zdjęcie tego, co chcesz zobaczyć w rysunku. ([email protected])


Bardzo proszę Was o pomoc. Każda złotówka, każda wpłata i udostępnienie to dla mnie szansa na opłacenie Rifampicyny, kupienie pasków do INR, spłatę długu i stanięcie na nogi, bym od października mógł usiąść w ławce uniwersyteckiej jako wolny, zdrowiejący człowiek.
Pomóżcie mi przetrwać ten koszmar. Dziękuję Wam z całego serca- Aim.
Trzymaj się ❤️🔥💪🏼Będzie dobrze ✌🏼
Aim, dobrze że jesteś!