id: ppbjrj

Pomóżmy Panu Jurkowi przetrwać zimę

Pomóżmy Panu Jurkowi przetrwać zimę

 
Damian Żurawski

Opis zrzutki

Kilka dni temu miałem się spotkać z 65-letnim Panem Jerzym.

Bezdomnym emerytem, po udarze, z II grupą niepełnosprawności.

Chciałem pomóc mu stanąć na nogi, znaleźć lokum, zanim mrozy zrobią swoje.

Bo Pan Jerzy od kilku tygodni „kulał się” po dworze. Spał pod wiatą przystankową i dosłownie próbował przetrwać każdy dzień.


Nie przyszedł.

Dopiero wczoraj dowiedziałem się dlaczego, napisała do mnie Pani Małgosia, jego dawna koleżanka z pracy, prosząc o pomoc i obdzwaniając pół Sosnowca, żeby go odnaleźć.


Okazało się, że Pan Jerzy trafił do szpitala. Prawdopodobnie kolejny udar.

Leży teraz w Szpitalu Górniczym.


I kiedy Pani Małgosia opowiadała mi jego historię… coś w człowieku pęka.


Jurek zawsze był

Rzetelnym, spokojnym, pracowitym człowiekiem

Pracowali razem w przychodni, on jako konserwator.

Na początku nawet go nie poznała, kiedy zaczęła mu pomagać. Dopiero gdy ogolił się i obciął włosy, spojrzała i powiedziała:

„Jezu… Jurek? To naprawdę Ty?”


Bo życie potrafi złamać człowieka tak mocno, że twarz, którą kiedyś znaliśmy, staje się nie do poznania.


Stracił wszystko po rozwodzie.

Żona zadłużyła mieszkanie, wprowadziła nowego partnera, a on został bez dachu nad głową.

Pracował wcześniej chwilę na kopalni pod ziemią, potem dorywczo jako dozorca i konserwator.

A gdy nowy szef wymienił całą kadrę - znów został z niczym.


Pan Jerzy jest rodowitym Sosnowiczaninem, z Kazimierza.

Miasto zna jak własną kieszeń choć po udarze czasem traci orientację.

Ale tu, u siebie, jakoś jeszcze dawał radę.


I wiecie, co najbardziej porusza?

On naprawdę chce wyjść na prostą.

Chce pracować. Powtarzał: „Może i jutro… byle zacząć coś robić.”

A Pani Małgosia powiedziała mi prosto:

On nie ma nikgo, kto by mógł pomóc..


Ale rzeczywistość bywa brutalna.

Za chwilę wyjdzie ze szpitala.

I co dalej?

Znów ulica. Znów mróz. Znów brak miejsca, w którym mógłby dojść do siebie.


Ogrzewalnia działa tylko nocą.

Instytucje? Rozkładają ręce. Odsyłają go miasta, w którym wcześniej mieszkał.

A przecież on chce żyć tutaj, u siebie.


Pojechałem dziś po pracy zobaczyć, jak się czuje.

I wiecie co? To naprawdę ciepły, dobry człowiek.

Tylko życie mu mocno nie sprzyjało.


Miał jutro wyjść, ale po rozmowie z oddziałową poprosiłem, by pozwolili mu zostać jeszcze kilka dni.

Bo on nie ma dokąd wrócić.

Nie ma miejsca, w którym byłby bezpieczny.

Zostanie do końca tygodnia.


Ale później?


Niestety, nikt instytucjonalnie nie potrafi pomóc.

Nie jestem zły na pracowników.

Jestem zły, bo system jest chory.

I zwyczajnie nie ma w nim miejsca dla takich ludzi jak Pan Jerzy.


Powiem to wprost:

Jeśli nie założę tej zbiórki, jeśli nie zapewnimy mu chociaż najtańszego pokoju na czas dojścia do siebie po szpitalu

to on tej zimy po prostu nie przeżyje.


Opowiadam historię człowieka, który całe życie pracował… a został z niczym.

Ma 65 lat.

Niedługo będzie dostawał już emeryturę.

Dzisiaj potrzebuje tylko jednego, przetrwać najbliższe tygodnie.


Jeśli możemy mu pomóc, to zróbmy to.

👉Zostawie link do zbiórki w pierwszym komentarzu.


Bo gdyby to był któryś z naszych ojców albo dziadków…

każdy z nas chciałby, żeby ktoś podał im rękę.


Prosze dajmy mu drugą szanse.


Ten plecak to właściwie cały jego dobytek...💔

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez