Opis zrzutki
Zrzutka przeznaczona będzie na wsparcie Roberta Żurakowskiego, u którego na początku lipca 2026 roku zdiagnozowano chorobę nowotworową. Robert to mieszkający od kilku lat w Bieszczadach reżyser filmów dokumentalnych (m.in. filmu „Śniła mi się Połonina” poświęconego Lutkowi Pińczukowi – legendarnemu gospodarzowi schroniska turystycznego na Połoninie Wetlińskiej, tzw. „Chatki Puchatka”), pomysłodawca i realizator serii coraz bardziej popularnych podcastów „Lustrzane Odbicie”, fotograf, rzeźbiarz, animator licznych wydarzeń kulturalnych w Bieszczadach z trzema edycjami Bieszczadzkiego Festiwalu Filmowego „Ale Czad!” na czele.
Zebrane środki finansowe przeznaczone będą nie tylko na pokrycie kosztów leczenia Roberta. Od wielu lat nie posiada on stałego źródła dochodów, a jego sytuacja materialna jest niezwykle trudna, dlatego część pieniędzy pokryje wydatki związane z bieżącymi kosztami jego życia.
„W poszukiwaniu uciekającego czasu” – krótka opowieść o Robercie Żurakowskim
Robert przyjechał w Bieszczady z Zakopanego, gdzie tworzył filmy dokumentalne związane głównie z tematyką górską, w tym cykl „Tatrzański Szlak Wspomnień” prezentowany na festiwalach filmów dokumentalnych oraz górskich. Dał się też tam poznać jako artysta rzeźbiarz, muzyk, kompozytor muzyki do filmu, reżyser teledysków.
W Bieszczadach po raz pierwszy pojawił się w styczniu 2019 roku na XV Przeglądzie Filmów Górskich w Ustrzykach Dolnych ze swoim filmem dokumentalnym „Jerzy Hajdukiewicz. Człowiek gór”, o znanym polskim ratowniku, alpiniście i himalaiście. Na Przegląd zaprosił Roberta Witek Tomaka, ówczesny prezes Zarządu Grupy Bieszczadzkiej GOPR, który namówił go przy okazji do zrobienia pierwszego filmu o ludziach Bieszczadów. Tak rozpoczęły się zdjęcia do obrazu „Śniła mi się Połonina” – o legendarnych gospodarzach równie legendarnego schroniska turystycznego „Chatka Puchatka” na Połoninie Wetlińskiej: Lutku Pińczuku i jego byłej żonie Uli Wojdzie. W trakcie realizacji dokumentu Bieszczady oczarowały Roberta swoją magią i żyjącymi tu ludźmi. Ze związanego z Zakopanem pasjonata kultury Tatr i Podhala, stał się miłośnikiem Bieszczadów i Podkarpacia. W roku 2022 zamieszkał na stałe w Bieszczadach.
Minęły niespełna cztery lata w Bieszczadach, a Robert zdążył już wymyślić i zorganizować trzy edycje Bieszczadzkiego Festiwalu Filmowego „Ale Czad!” oraz zarazić do współpracy przy tym wydarzeniu rzesze partnerów i wolontariuszy. Wspierał naszą Fundację Bieszczadzką przy organizacji Bieszczadzkiego Rowerowego Kina Objazdowego - cyklu połączonych w projekcjami filmowymi wycieczek rowerowych szlakiem filmów kręconych w Bieszczadach. Ożywił Hotel*** Stanica Kresowa Chreptiów w Lutowiskach organizując cykl kilkunastu sobotnich wieczorów artystycznych, na które zapraszał muzyków, pisarzy i poetów. Pracował jako dziennikarz portalu wBieszczady.pl. W listopadzie 2026 toku planowana jest premiera drugiego bieszczadzkiego dokumentu Roberta filmu „Nie ma mnie”, o Zdzisławie Pękalskim. Ale dla Roberta to wciąż za mało. Pod koniec roku 2025 rozpoczął realizację swojego dzieła życia, jak nazywa autorski cykl podcastów „Lustrzane Odbicie”, w którym poprzez rozmowy tworzy żywe archiwum ludzi, pamięci i tożsamości Bieszczadów. Robert dla wielu osób jest postacią kontrowersyjną, część z nich się z nim nie zgadza, część z nich go uwielbia. Z pewnością do tej drugiej grupy należą bieszczadnicy wchodzący w skład kapituły, która przyznała Robertowi Statuetkę Bieszczadzkiego Zakapiora 2026.
Roberta poznałem pod koniec roku 2023 w Lutowiskach. Rok później zamieszkał tu i jest moim sąsiadem zza płotu. Zaprzyjaźniliśmy się od razu, chociaż nasze trudne charaktery dostarczają nam wzajemnie sporej dawki emocji😊. Podczas naszych licznych rozmów Robert martwi się często: „aby wystarczyło mi tylko czasu na realizację moich pomysłów i marzeń związanych z filmem i Bieszczadami”...
Bogusław Pyzocha, Fundacja Bieszczadzka, sąsiad Roberta i pewnie jego przyjaciel.
Są takie chwile w życiu, kiedy człowiekowi po prostu brakuje słów. Od kilku dni próbuję znaleźć takie, które byłyby wystarczające. I nie potrafię. Po informacji o mojej chorobie nowotworowej wydarzyło się coś, czego nigdy nie zapomnę. Otrzymałem tak bardzo dużo wiadomości, telefonów, komentarzy. Wiele osób udostępniło apel Fundacji Bieszczadzkiej, kolejne osoby zdecydowały się mnie wesprzeć. Każdego dnia czytam Wasze słowa i widzę kolejne gesty dobra. Dziękuję... To jedno słowo wydaje się dziś zdecydowanie za małe. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają. Tym, którzy wpłacili pieniądze. Tym, którzy udostępnili zbiórkę. Tym, którzy napisali kilka prostych słów. Tym, którzy po prostu są. Nie chodzi tylko o pomoc materialną, choć ona jest dla mnie dzisiaj niezwykle ważna i daje mi możliwość spokojniejszego myślenia o leczeniu. Chodzi przede wszystkim o coś znacznie większego. O poczucie, że nie jestem sam. Każda wiadomość, każde "trzymam kciuki", każda modlitwa, każda dobra myśl i każde udostępnienie dodają mi siły wtedy, kiedy tej siły zaczyna brakować. Dają nadzieję. A dziś nadzieja jest jednym z najcenniejszych lekarstw. Bardzo Was przepraszam, że nie jestem w stanie podziękować każdemu z osobna. Chciałbym. Naprawdę chciałbym. Czytam wszystko, często ze łzami w oczach, ale po prostu nie mam już możliwości odpowiedzieć wszystkim indywidualnie. Mam jednak nadzieję, że każdy z Was odnajdzie w tych słowach moje osobiste "dziękuję". Po raz kolejny Bieszczady pokazały mi, dlaczego kilka lat temu zakochałem się w tym miejscu bez pamięci. Bo Bieszczady to nie tylko góry. To przede wszystkim ludzie. Ludzie o wielkich sercach, którzy potrafią być obok drugiego człowieka wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuje. Dziękuję również wszystkim osobom spoza Bieszczadów. Wasze wsparcie dociera do mnie z różnych stron Polski i świata. To wszystko razem daje mi ogromną siłę. Nie wiem jeszcze, jak długa będzie moja droga i ile przede mną walki. Ale jedno wiem na pewno. Takiego dobra, jakie od Was otrzymałem w ostatnich dniach, nie da się zapomnieć. Jeżeli uda mi się pokonać tę chorobę, zrobię wszystko, żeby odwdzięczyć się tym, co potrafię najlepiej. Jeszcze bardziej zaangażuję się w tworzenie filmów, podcastów, wydarzeń i opowiadanie historii ludzi, których pokochałem. Chcę dalej robić to, co nadaje sens mojemu życiu. Dziękuję za zorganizowanie tej i innych zbiórek i za to, że nie pozwoliliście mi zostać z tym wszystkim samemu. Dziękuję każdemu z Was... Robert
Zdrowiej stary dziadu! Nie strasz nas 🙏🙏💞💞💓
W tej sytuacji nie mam innego wyboru... Dziękuję Basiu z całego serca ❤️
Robert Żurakowski wierzę, że zatańczę na Twoim weselu 🤘🤘