Pomoc w leczeniu kotki Rysi
Pomoc w leczeniu kotki Rysi
Opis zrzutki
Rysię poznaliśmy w 2018 roku, kiedy w wakacje zaczęła odwiedzać rodziców Pawła w pracy na warszawskiej Woli. Mieli już wtedy 3 swoje koty “znajdy”, ale kiedy w lipcu przyszła do nich z dwoma swoimi kocimi synkami - nie mogli zostawić ich bez pomocy. Nie dało się powiedzieć, ile dokładnie lat ma Rysia. Przez rok albo dwa lata zdążyła już jednak przeżyć dużo.
Na początku szukali domu dla całej trójki - kociaki jeszcze piły mleko, poza tym wiadomo, że za wczesne rozdzielanie nikomu nie służy i powoduje wiele problemów behawioralnych. Byli w kontakcie z różnymi fundacjami, zgłaszały się pojedyncze osoby, ale jedyna, która chciała zabrać całą trójkę - miała swoje zwierzęta wychodzące, co nie do końca nam pasowało.

Sami też ogłaszaliśmy się wtedy z nimi w naszych mediach społecznościowych, ale w pewnym momencie po prostu przestaliśmy szukać im domu - może od początku miały zostać u nas? Kocie dzieci rosły, a w październiku 2018 cała trójka zamieszkała z nami.
Każdy z kotów miał totalnie inny temperament i życie dosyć neurotycznej Rysi byłoby zdecydowanie spokojniejsze, gdyby nie jej szalone dzieci, które nie dawały jej spokoju - Bąbel (zwariowany kot, który przeżył milion niestworzonych i też niebezpiecznych przygód!) i Filemon (mięciutki, flegmatyczny grubcio, trochę stroniący od ludzi). Stopniowo wszystko się ułożyło - Rysia po kilku latach zaufała nam już w 100%, spała z nami albo na nas, witała po dłuższym powrocie do domu, otworzyła się.

W marcu 2025 roku Bąbel nagle zmarł. Zupełnie znikąd dostał ataku drgawkowego, stracił przytomność i dosłownie odszedł na naszych oczach. Paweł pobiegł z nim jeszcze do najbliższej lecznicy, reanimowano go przez kilkanaście minut, ale nie dało się już nic zrobić. Bąbel był super kotopsem - łasym na głaski, nieustraszonym, bawiącym się z naszą adoptowaną pieską Funką. Rysia już wtedy miała stwierdzoną nadczynność tarczycy, którą na wiosnę udało się uregulować. Sporo schudła, ale wszystko zmierzało ku dobremu.
W drugiej połowie lipca wróciliśmy z wakacji, zwierzętami opiekowali się w tym czasie moi rodzice, którzy przyjechali u nas pomieszkać w tym czasie. Kilka dni po powrocie Rysia przeszła dokładnie taki sam atak, jak Bąbel. Nasza weterynarka dokładnie od tego dnia była na urlopie, więc od razu pojechaliśmy do innej lecznicy, skąd po badaniach wstępnych odesłano nas dalej, zaczynając od neurologa. A potem jeszcze dalej - pod koniec lipca została wykonana pełna diagnostyka (kilkukrotne badania krwi, moczu, rtg, usg), które wykazały, że tarczyca nie ma się za dobrze, na obu płatach występują nieliczne guzki, ale to raczej nie one były przyczyną tego ataku. Zalecono dalszą diagnostykę i leczenie. Z powodu osłabienia, Rysia złapała prawie wszystkie możliwe infekcje - miała przez kilka dni przeraźliwe zapalenie spojówek i zaczęła zmagać się z poważną infekcją układu moczowego. Zwiększono podaż leków tarczycowych, a po dwóch tygodniach antybiotykoterapii mieliśmy nadzieję na poprawę jej stanu - udało się to tylko na krótki czas.

Od zeszłego tygodnia stan Rysi jest kiepski. W piątek 29.08. wykonano jej kolejne badania krwi i moczu, które wykazały małopłytkowość, infekcję układu moczowego i niedoczynność tarczycy. W sobotę 30.08. została w klinice na kilka godzin i dodatkowe badania (cystocentezę, posiew i antybiogram), zalecono silne leki przeciwbólowe oraz poprawiające apetyt (Rysia wtedy już od kilku dni prawie nie jadła). W poniedziałek 01.09. odbyła się konsultacja nefrologiczna, podczas której postawiono kolejną diagnozę: odmiedniczkowe
zapalenie nerek i zaostrzenie przewlekłej choroby nerek (na którą wcześniejsze wyniki nie wskazywały - jak się dowiedzieliśmy, choroby tarczycy mogą ukrywać inne dolegliwości).
Oprócz konkretnego leczenia zalecono również 7-dniową hospitalizację, po tym czasie profil geriatryczny, dietę “nerkową” o obniżonej podaży fosforu, konsultację kardiologiczną. Pierwszego dnia, łącznie z rozpoczęciem leczenia i konsultacją nefrologa, było to 1000 zł. Każda kolejna doba hospitalizacji to koszt rzędu minimum 500 złotych. Obecnie trwa trzeci dzień i nie wiemy, na jakiej kwocie zamknie się ostatecznie - codzienne sumy leczenia szpitalnego różnią się od siebie, do tego konieczne będzie wykupienie dodatkowych leków, specjalistycznej karmy, dalsza diagnostyka.
Na leczenie Rysi wydaliśmy w ciągu ostatniego miesiąca około 5 tysięcy złotych Po rozmowach z weterynarzami rozważaliśmy różne za i przeciw, ale Rysia jest w stanie, w którym badania nie wykazały bólu, a widzimy poprawę nawet po tych kilku dniach leczenia. Pod koniec ubiegłego tygodnia przesypiała większość dnia, prawie przestała jeść, niewiele piła. Obecnie Rysia jest bardziej aktywna, wrócił jej apetyt, przestała chudnąć. Z chowania się pod kanapą wróciła do spania z nami, szuka kontaktu. Jednocześnie wiemy, że jeśli przerwiemy albo nie dokończymy leczenia, prawdopodobnie wrócimy do punktu wyjścia.
Dalibyśmy radę ogarniać to sami, gdyby nie specyficzna sytuacja, w której się znaleźliśmy - kilka miesięcy temu podjęliśmy wspólnie decyzję o zmianie mojej pracy (ze stabilnej, etatowej, na własną działalność artystyczną, o której marzyłam od zawsze) i nasze zasoby finansowe już dawno się skończyły.

Rokowania są ostrożne, ale walczymy, bo wciąż ma szansę na stabilizację i dobre życie.
💚 Każda wpłata – nawet najmniejsza – przybliża nas do celu i pozwala opłacić leki, wizyty, hospitalizacje oraz specjalistyczną dietę.
💚 Jeśli nie możesz wesprzeć finansowo, prosimy o udostępnienie zrzutki – to również ogromna pomoc.
Dziękujemy z całego serca za każdą formę wsparcia! 🐾💚
Zdrówka, Rysia! ✨