Na leczenie onkologiczne
Na leczenie onkologiczne
Aktualności8
-
Drodzy moi wspierający.
Długo mnie tu nie było, więc pora napisać co się u mnie dzieje.
Jestem po kolejnej operacji, tym razem profilaktycznej. Wróciłam chwilowo do pracy, bo właściwie nie miałam innego wyjścia...
Rozpoczęłam już przygotowania do kolejnej, również profilaktycznej operacji. Chcę zminimalizować ryzyko nawrotu choroby, nie chcę przechodzić przez to piekło już nigdy więcej.
Oprócz usunięcia jajników i jajowodów, rozpatrywana jest też konieczność usunięcia macicy. Wszystko zależy od ostatnich badań.
Jednak to nie wszystko.
Mam skierowanie na oddział w celu usunięcia dwóch niepokojących znamion. Podczas diagnozy mojej choroby lekarze zastanawiali się czy przypadkiem mój nowotwór nie jest przerzutem z czerniaka. Dlatego nie można lekceważyć takich sytuacji.
Nie ma wyjścia, kolejna wizyta na oddziale...
Jednak najważniejsze jest to, że zamykam zrzutkę. Na ten moment radze sobie samodzielnie, więc nie chcę nadużywać Waszej dobroci.
Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiliście. To dzięki Wam mogłam ten koszmar przejść bez strachu o finanse. Cokolwiek bym tu teraz napisała, będzie to mało. Nigdy jednak nie zapomnę tego.
Dbajcie o siebie i badajcie się.
Małgorzata
Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki
Do tej pory sama angażowałam się w przeróżne zbiórki i akcje charytatywne. Od 2012 roku prowadzę blog kulinarny i często wykorzystywałam jego zasięgi do pomagania innym. Nigdy nie przypuszczałam, że i ja zwrócę się o pomoc i to dla samej siebie.
Pod koniec wakacji dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi. Pierwsze tygodnie były dla mnie jak z horroru. Rozpacz i przerażenie paraliżowały mnie dosłownie. Niestety jestem również posiadaczką mutacji genu BRCA1, co dodatkowo obciąża ryzykiem przerzutów.
Trafiłam do cudownego miejsca, jakim jest Zachodniopomorskie Centrum Onkologiczne w Szczecinie. Nazywamy je miedzy sobą Leśną Górą, gdyż podejście do pacjenta jest tam wyjątkowo empatyczne. Zdiagnozowano mnie szybko i równie szybko wdrożono leczenie. W skrócie ujmując: najpierw chemioterapia skojarzona z immunoterapią, potem operacja, radioterapia i na koniec immunoterapia. Całość zajmie około roku. Miałam szczęście w nieszczęściu, bo zakwalifikowałam się na pełną refundację. I wydawało się, że teraz już wszystko będzie dobrze.
Straciłam włosy, zrobiłam się słaba jak dziecko, ale to nic. To przecież przejdzie.
Niestety, chemioterapia to ryzyko dodatkowych dolegliwości, chorób i skutków ubocznych. Po kilku tygodniach okazało się, że mam cukrzycę i trafiłam na oddział diabetologiczny. Teraz do kompletu jeszcze i z tym się borykam...
Powoli zaczęło się okazywać, że ta choroba pochłania coraz więcej pieniędzy. Na chemię dojeżdżam około 150 km w jedną stronę raz w tygodniu. Leki kosztują, podobnie jak prozaiczne jedzenie, bo teraz przecież mam dietę cukrzycową. Wzrok popsuł mi się dramatycznie, więc potrzebuję nowych okularów, gdyż nawet podpisanie czegokolwiek nie jest już takie proste. I tak dziwnie się zrobiło, że pieniędzy potrzeba coraz więcej...
Nie udźwignę swojego leczenia sama, już to wiem. I, choć długo walczyłam ze sobą, nie mam wyjścia: proszę o pomoc w tej trudnej drodze do zdrowia. A może i życia...



Licytacja - kosmetyki
#13grudnia
Dużo zdrowia ❤️💚 ,licytacja pojemnik na żywność ❤️💚
Dziękuję ❤️
#17 Listopada
Torba w książki