Opis zrzutki
Zara jest wspaniałą, bardzo młodą kobietą. Mamą realizującą swoje marzenia zawodowe, co w patriarchalnym Kirgistanie jest nie byle wyczynem. A teraz szuka pomocy dla dziecka. Niezbędna jest terapia (torbiel w mózgu, błędy przy porodzie...). W Kirgistanie nawet za miejsce na sali w publicznym szpitalu trzeba zapłacić... Kiedy przyjechałam do Karakoł była już w ostatnich dniach ósmego miesiąca ciąży. Zara jest niesamowita: sama z książek i internetu i czatów nauczyła się języka angielskiego. Wbrew, jak na kirgiskie standardy konserwatywnej, muzułmańskiej rodzinie męża poszła do pracy - stworzyła i prowadzi własną szkołę języka angielskiego. Wszystko jest w powijakach jeszcze. Ale działa, ma uczniów, intensywne kursy, ściąga wolontariuszy, ma wizję i pomysły na rozwój. I ona kocha tę pracę. Sama również wspiera dzieci najuboższe. Niestety wolontariusze zawiedli w momencie dla Zary trudnym i po prostu nie pojawili się. Kiedy przyjechałam do Karakol Zara była już bardzo zmęczona - prowadziła po 35 godzin zajęć w tygodniu. Sama... Jeszcze na dodatek z mało przychylną rodziną męża na karku. Niestety takie są realia w Kirgistanie: młoda żona zostaje wprowadzona do rodzinnego domu swojego męża i jej status staje się pożałowania godny. Zależało mi na tym żeby Zarze do głowy nie przyszło do pracy wracać.A Zarę z powodu bardzo poważnego osłabienia i bóli lekarze zaczęli szprycować zastrzykami... Służba zdrowia w Kirgistanie, zwłaszcza na prowincji to smutny temat. Nie wiem, może właśnie te zastrzyki są winne obecnej sytuacji. Od kiedy po 3 tygodniach wyjechałam z Karakol (prace mieli przejąć lokalni nauczyciele) urwał się jakikolwiek kontakt. To było ponad trzy miesiące temu. Kilka dni temu Zara zwróciła się do mnie o pomoc.

Zdjęcia niemowlęcia Zara prosiła aby nie udostępniać. Istnieją w Kirgistanie rózne przesądy i prośba związana jest z jednym z nich. To jest szkoła Zary i jedna z grup uczących się tam dzieci. Są wśród nich wspierane przez Zarę sieroty
Już przy porodzie były popełnione błędy, dziecko ma problemy z nogami. Ale pojawiły się i inne niepokojące sygnały. USG ujawniło torbiel rozwijająca się w mózgu. Periventricular cyst.
Zara w tej chwili nie prowadzi zajęć. Czarny scenariusz jest taki że w dwóch obszarach tak ważnych (rodzina, ale też to co stworzyła wbrew bardzo wielu czynnikom - jej rodzący się sukces i spełnione marzenie - to nie byle osiągnięcie dla kobiety na prowincji kirgiskiej) straci. Straci dziecko. Zamkną jej szkołę.
We wtorek jadą na długą terapię do Biszkeku i będą próbowali farmakologicznie dziecko leczyć. Jeśli to nie pomoże - muszą jechać do Moskwy. Niestety już w Biszkeku potrzebne będą pieniądze. Wstępnie ustaliłam że potrzebne będzie 5 tyś. PLN. Bo za miejsce na sali w publicznym szpitalu też trzeba zapłacić...
W Kirgistanie nikt Zarze finansowo nie pomoże. Bo tam po prostu nie ma pieniędzy na crowdfundingi. Kirgizi żyją w ubóstwie. Często nędzy. Zara nie ma wielu przyjaciół do których mogłaby się o pomoc zwrócić. Napisała do dwóch swoich bliższych znajomych. I do mnie, jak sama napisała, nie wie czemu, przecież prawie się nie znamy. Ale napisała - i ja to traktuję bardzo poważnie, bo siedząc przez te kilka tygodni tam miałam jednak okazję nabrać wielkiego szacunku dla tej bardzo młodej (25 lat) a tak zdeterminowanej kobiety, za względu na trudności, z których w pełni też nie mogę sobie zdawać sprawy, a z którymi zawsze musiała się mierzyć. Wrażenia turystów też mogą być bardzo mylące... Tam jest bardzo ciężko.
Niezwykły jest ten świat. Dzięki Wam jest i piękniejszy i lepszy...
Żeby świat był jeszcze piękniejszy :)
Zara, take care!
good luck Zara!
Powodzenia!