Ogień zabrał im jedyne źródło utrzymania i nadzieję, pomóżmy Sławkowi i Anecie stanąć na nogi!! ID: ryrvn6

Ogień zabrał im jedyne źródło utrzymania i nadzieję, pomóżmy Sławkowi i Anecie stanąć na nogi!! ID: ryrvn6

13 213 zł z 35 000 zł

37%

13 213 zł

13 213 zł

z 35 000 zł

zakończona

zakończona

25.12.2019r

102

102

wspierających
37%
Wpłać na zrzutkę

Opis zrzutki

Mojemu synowi spłonęła stolarnia ze wszystkimi maszynami, materiałami i narzędziami, na które przez wiele lat ciężko pracował. Ta stolarnia była jak drugi dom... W jedną noc ogień strawił wszystko a nasze serca rozpadły się na kawałki... Dziękuję Bogu, że obudziliśmy się na tyle wcześnie, że nie zajął się dom...Każda złotówka ma znaczenie aby mogli wrócić do normalności... Przywróćmy im nadzieję.

Z czwartku 03.10.2019 na piątek 04.10.2019 obudziła nas jasność na dworze, płonął już cały dach w stolarni. Stolarni, która była jedynym źródłem utrzymania naszej 3 pokoleniowej rodziny.

Ogień ogarnął 3 budynki, w których były 2 suszarnie, 2 pomieszczenia warsztatowe, wszystkie maszyny (niektóre prawie nowe) i narzędzia stolarskie, wiata, piwnica z piecem, który ogrzewał również dom. Dziękuję Bogu, że nie było wiatru i ogień nie rozprzestrzenił się na dom, nawet nie chcę myśleć co wtedy by się stało... Wśród tych budynków znajdował się również magazyn na wióry, którymi paliliśmy w piecu - pieca C.O., który ogrzewał wszystkie budynki w tym również DOM nie można reanimować, ponieważ zniszczył się komin, od którego prawdopodobnie wszystko się zaczęło. Wióry zbierane były przez całe lato aby spokojnie mieć czym palić w zimę, cały ten zapas palił się jeszcze kolejne 2 doby do tego stopnia że musiała przyjeżdżać straż pożarna, przez ten cały czas walczyliśmy z ogniem, jesteśmy wycieńczeni, zrezygnowani i bez nadziei, że jutro będzie lepiej.

Syn od początku pożaru prawie nie spał, pilnował aby ogień nie wrócił i nie odebrał nam dachu nad głową, z pomocą przyjaciół przez 19 godzin rozkopywał ogniska zapalne, gasił i wywoził trociny w bezpieczne miejsce... W sumie trociny wywożone były kilka dni.

Z każdą chwilą dociera do nas jak wiele rzeczy potrzebnych, czasem niezbędnych, gromadzonych nawet przez 30 lat zostało zniszczonych - uświadamiamy sobie jak wiele potrzeba żeby móc rozpocząć naprawianie szkód.

Sławek poznał Anetę w Warszawie ponad 10 lat temu, zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia - nigdy nie zapomnę jak on opowiadał o niej kiedy nas odwiedzał, chcieli sobie tam układać życie ale kiedy mąż się rozchorował i nie miał siły prowadzić dalej stolarni, postanowili się sprowadzić do Ruskowa i poprowadzić dalej zakład.Tutaj urodzili się ich dwaj ukochani synowie Dominik i Kuba.

Było wiele wzlotów i upadków ale zawsze wspierali się jak tylko mogli i wychodzili na prostą. 10 lat swojego życia poświęcili tej pracy.Rozbudowali zakład, zmienili dachy, postawili 2 suszarnie, zakupili nowy duży piec żeby ogrzał te wszystkie budynki, kupili nowe maszyny i dali zatrudnienie na umowę o pracę 3 osobom. Dorywczo pracowali jeszcze inni, którym nie wystarczało pieniędzy ze swoich gospodarstw i potrzebowali sobie dorobić. Zawsze traktowali wszystkich z szacunkiem i nigdy nie odmawiali pomocy w potrzebie.

Taki jest ten mój Sławuś -dobry chłopak, teraz to już dorosły mężczyzna, który ma na utrzymaniu żonę i dwóch synów, kocha ich nad życie i zrobi dla nich wszystko. Często pracował po 15 godzin dziennie aby wyrobić się z pracą, której nigdy mu nie brakowało - często mu powtarzałam, że za dużo bierze na siebie, że musi więcej odpoczywać, ale on zawsze chciał się wywiązać z tego co obiecał klientowi. Aneta zawsze stała u jego boku i pomagała w czym tylko mogła.

Miele swoje plany i marzenia, z których teraz zostały zgliszcza...

Teraz z tego wszystkiego zostały tylko gołe nadpalone mury, które należy pokryć jeszcze przed zimą, żeby się nie rozpadły... Oni sobie z tym wszystkim poradzą ale gołe ręce do pracy nie wystarczą... Potrzebują pomocy, żeby móc stanąć na nogach i dalej walczyć o swoje miejsce na ziemi, o swoje marzenia, kochali to miejsce i nadal kochają...

Pomóżmy wlać nadzieję w ich serca, pomóżmy im odbudować co się da i przywrócić ciepło w domu i w sercu.

W domu jest dwójka moich małych wnuków, które potrzebują poczucia bezpieczeństwa, którym należy zapewnić podstawowe potrzeby jak ciepła woda, ciepło i spokój a teraz stało się to takie trudne...

Mój syn nigdy nie potrafił odmówić pomocy innym, wiele razy rzucał wszystko i zabierał swoich ludzi żeby ratować dom przed podtopieniem czy przed pożarem, nie bał się podjąć reanimacji sąsiada po wypadku, bo wiedział że ta pomoc jest niezbędna, bo za każdym z tych zdarzeń kryją się ludzkie dramaty...

Teraz on sam potrzebuje pomocy... Proszę Was o tę pomoc, bo on sam nie potrafi poprosić mimo, iż właśnie przeżywa swój dramat...

Serce mnie boli kiedy patrzę na niego, na to jak jest mu ciężko, czasem mam wrażnie, że przestaje już wierzyć, że się uda ale codziennie wstaje rano i zaczyna znowu walczyć... Walczyć o swoje marzenia o odbudowanie tego co utracił...

Wpłacający102

 
Dane ukryte
50 zł
 
Dane ukryte
100 zł
 
Dane ukryte
50 zł
 
Dane ukryte
15 zł
MW
Marlena Walczuk
25 zł
S
Sylwek
100 zł
 
Dane ukryte
200 zł
 
Dane ukryte
50 zł
GK
Grzegorz Klopś
50 zł
MW
MACIEJ WASILUK
500 zł
Zobacz więcej

Komentarze11

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

558 501 zrzutek


A ty na co dziś zbierasz?