Bromka bolą zęby, wspomóż jego leczenie!
Bromka bolą zęby, wspomóż jego leczenie!
Opis zrzutki
Cześć, tu Bromek! Kot, który widział rzeczy, o których innym kotom się nie śni!
Kiedy się urodziłem? A skąd ja mam wiedzieć! Wtedy jeszcze nie prowadzono ewidencji kotów wolnobytujących, a ja byłem zajęty ważniejszymi sprawami: spaniem gdzie popadnie i testowaniem gastronomii śmietnikowej. Ot, klasyczne kocie życie na wolności.
Przez wiele lat byłem mistrzem survivalu. Aż pewnego dnia odkryłem zakłady produkcyjne. Ciepłe kryjówki? Są! Jedzenie? Jest! Ryzyko życia większe niż w „Mission Impossible”? Też jest! Chemiczne opary, ciężarówki jeżdżące jakby ścigały się o puchar Formuły 1… No i zgadnijcie, kto nie zdążył zejść im z drogi? Tak, zgadza się! Ja we własnej futrzanej osobie. Od tamtej pory biegam jak kot po trzech kawach: trochę szybciej z przodu, trochę z tyłu zadek ucieka.
Rok temu przyjechała jakaś pani z klatką. Myślę sobie: „Oho, kolejny podstęp człowieka. Żywcem mnie nie wezmą”. Ale tam było tyle jedzenia, że rozum przegrał z żołądkiem. I co? Oczywiście wpadłem jak świeżak. Musiałem więc potem pokazać, że jestem prawdziwym dzikusem. Fuczałem, prychałem, zrobiłem pokaz „Nie tykaj, bo pożałujesz”. Ale na nic to wszystko. Miałem być kotem domowym i koniec.

W listopadzie trafiłem do domu tymczasowego. „Na chwilę”, mówili. No to „chwilę” mam już ponad rok, a ja tu sobie żyję jak kocia arystokracja. Mam kanapę, którą uważam za swoją własność, głaskanie (no dobra, sam o nie proszę), i co najważniejsze, mój ulubiony widok świata: pełną miseczkę dobrego jedzonka.
Tylko jest jeden problem. Weterynarze.
Nie cierpię. Nie CIER-PIĘ.
A muszę bywać, bo mam problemy z nerkami, oczami, a ostatnio jeszcze z dziąsłami i zębami. Moi opiekunowie próbują ogarniać tę moją paszczę, ale zapalenie nie odpuszcza. No i weterynarz powiedział magiczne słowo: „dentysta”.
Wyobraźcie sobie: ja, kot z ulicy, mam iść do stomatologa. Serio? Przecież nie mam nawet ubezpieczenia! A to wszystko kosztuje: badania, zęby, serce, nerki… No ja przecież nie pójdę do pracy, nie mam CV! (Choć mogę być testerem kanap, polecam się).

Dlatego proszę Was, ludzie dobrej woli:
Pomóżcie mi ogarnąć tę moją kocią buźkę, zanim zamienię się w bezzębnego syczącego emeryta!
Dorzucicie się dla Bromka?
Obiecuję odwdzięczyć się mruczeniem i memicznym urokiem osobistym.
Kosztorys zabiegu sanacji Bromka wyceniono wraz z badaniami przed i po zabiegu, niezbędnymi w przypadku kota nerkowego kroplówkami na koszt około 4 tys.zł bez badań histopatologicznych.