id: sg8rt5

Dom dla Margo, jej mamy oraz psów i kotów uratowanych z Kupiańska

Dom dla Margo, jej mamy oraz psów i kotów uratowanych z Kupiańska

Nasi użytkownicy założyli 1 168 733 zrzutki i zebrali 1 217 149 758 zł

A ty na co dziś zbierasz?

Aktualności1

  • Dom dla Margo kupiony! Już jest w nim ze swoją mamą i całą zwierzęcą ferajną! Całą kwotę udało się zebrać zaledwie w kilka godzin! Jesteście niesamowici!


    Dziękujemy! ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️




    1Komentarz
     
    2500 znaków
     

    Jacek Oleszkiewicz • 15.07.2023 21:41

    To naprawdę dobre uczucie, móc pomóc Naszym Przyjaciołom tak doświadczonym przez faszystowskiego agresora.

    Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

    Czytaj więcej
Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Opis zrzutki

Margo z Kupiańska straciła jeden dom w bombardowaniu, teraz traci drugi


Margo od śmierci z rąk Rosjan uratowały psy. Razem z nimi i ranną mamą wyjechała z Kupiańska na zachodnią Ukrainę. Teraz traci drugi dom, w którym zamieszkała po ucieczce od wojny. Właściciel nie zgadza się, by w domu mieszkały z nią zwierzęta. Chcemy pomóc jej kupić swój własny, bo jej rodzinna chata w Kupiańsku została zniszczona podczas bombardowania. Gdyby miała swój kąt, nikt nie mógłby zabronić jej posiadania psów i kotów.


Margo, która dziś pracuje jako wolontariuszka w domu dziecka i samotnej matki, nie chce wyjeżdżać z Ukrainy i upatrzyła sobie mały domek we wsi niedaleko Buczacza. Budynek potrzebuje gruntownego remontu, podłączenia wody, światła i gazu, ale to nie zraża Margo, bo jak mówi najważniejsze, że nad głową może mieć spokojne niebo i nie będzie bała się, że spadnie na nią rakieta.


To niewielki koszt!


Tego typu dom w Ukrainie można kupić nawet za 4000 dolarów, czyli około 17.000 złotych. Do tego opłata notariusza i jakiś chociaż niewielki remont, żeby w nowym domu dało się żyć, bo obecnie to lekko mówiąc - rudera, ale bezpieczna.


Historia Margo opisana przez Onet.pl:


Margo ma 31 lat. Straciła już wszystko: narzeczonego, dom i zdrowie. Zostały jej tylko psy i koty, które podczas rosyjskiej okupacji uratowały jej życie. – „Kiedy sino-szara wczołgałam się do domu, po ponad trzech tygodniach spędzonych w rosyjskiej katowni, gdzie bito mnie i dręczono, a mojego narzeczonego zabito, to właśnie zwierzęta mi pomogły. Wpełzłam pod stół i w chłodzie zasnęłam z bólu. Moje psy grzały mnie, dokąd się nie obudziłam po kilkunastu godzinach. Wyjechałam potem z Kupiańska razem z tymi zwierzętami, a teraz znów tracę dom, bo właściciel nie chce mi pozwolić trzymać w nim psów i kotów. A jak ja mam je wyrzucić lub uśpić? Gdyby nie one to bym nie żyła” – tłumaczy Margo.


• Margo pochodzi z Kupiańska. Jej narzeczony walczył od 2014 roku z Rosją w ochotniczym batalionie Ajdar. Został schwytany i zamordowany na początku konfliktu w marcu 2022 roku

• 31-latka była kilka tygodni torturowana i przesłuchiwana w rosyjskiej katowni. Okupanci zostawili ją nieprzytomną i na wpół martwą na ulicy. Od śmierci uratowały ją psy, które zabrała ze sobą, opuszczając rodzinne miasto

• Margo i jej mama pracowały jako wolontariuszki. Po wyzwoleniu Kupiańska stworzyły w swoim domu centrum pomocy humanitarnej. Rosjanie je zbombardowali, a matka Margo straciła nogę

• Margo z mamą i psami wyjechała na zachodnią Ukrainę. Właściciel domu, w którym mieszka, nie chce dłużej go wynajmować z powodu zwierząt. Jeśli chciałaby zostać, musi płacić 120 złotych za dzień spędzony w starej chacie bez bieżącej wody, prądu i gazu


k8YaD0r9G7CInPoM.jpg

Piotr Kaszuwara, reportażysta wojenny Onet.pl: Dlaczego tu jesteś? To stary dom. Na wsi. Nie masz wody, prądu, gazu. Nie było innych miejsc?


Margo, uchodźczyni wewnętrzna z Kupiańska: Pewnego dnia do Kupiańska dotarli wolontariusze z zachodniej Ukrainy. Wśród nich był właściciel domu, w którym teraz mieszkam. Zaproponował mi, że mogę zatrzymać się w niepotrzebnej mu chacie po dziadku. Pomyślałam, że to cud. Po tym wszystkim, co przeżyłam znalazł się ktoś, kto wyciąga do nas rękę. Zabierze mnie, moją mamę i zwierzęta w bezpieczne miejsce, gdzie wreszcie będzie spokojne niebo. Spędziłam tu kilka ostatnich miesięcy, za co bardzo dziękuję, ale już jakiś czas temu zaczęły się problemy, głównie ze względu na moje zwierzęta. Od 1 czerwca właściciel zwiększa mi też czynsz. Mam płacić 1000 hrywien za dzień, czyli około 120 złotych. Tyle kosztuje noc w całkiem dobrym hotelu w Ukrainie, a to ponad 100-letnia chata. Poza tym nie mam takich pieniędzy. Wszystko co miałam, straciłam.


Zostały psy, koty i jedno auto.


Miałam dwa samochody przed wojną, ale zarekwirowali je Rosjanie. Jednego nigdy nie odzyskałam, a drugi pobity i uszkodzony mi oddali po wielokrotnych błaganiach, tylko dlatego, że wojskowy z którym rozmawiałam miał córkę w moim wieku. Kiedy zbombardowali mój dom i nadarzyła się okazja, żeby wyjechać, spakowałam dziewięć psów i piętnaście bezdomnych kotów, a także ranną mamę do tego auta i wyjechałam.


Ile czasu spędziłaś pod rosyjską okupacją?


Siedem miesięcy. Od samego początku. Z końca lutego do 8 września 2022, czyli do dnia, kiedy Kupiańsk został wyzwolony przez wojska ukraińskie. Nie mogłam wcześniej wyjechać, bo powiedzieli mi, że jak ucieknę, to zabiją moją mamę.


Twój dom został zniszczony podczas walk?


U mnie jeszcze stały prawie wszystkie ściany, jedna była tylko zawalona, dach był mocno pobity, ale dało się mieszkać. Posprzątałyśmy i zorganizowałyśmy z mamą takie lokalne centrum pomocy humanitarnej. Przyjeżdżali różni wolontariusze do miasta i zostawiali jedzenie, które my z kolei rozdawałyśmy okolicznym mieszkańcom. Rosjanie cały czas byli blisko, ale jakoś się już nie bałam. Zazwyczaj o 7.00 rano przychodzili do mnie sąsiedzi i wydawałam im paczki żywnościowe, ale akurat tego dnia rozdałam wszystko dzień wcześniej i pojechałam po nową dostawę. Tylko dlatego, że nie było mnie w domu, to żyję. Podejrzewam, że ktoś podał Rosjanom tę pozycję i punktualnie o 7.00 przyleciała rakieta. Z domu nie zostało nic. Na szczęście ludzie wiedzieli, że mnie nie ma, dlatego też nikt nie przyszedł po pomoc i nikt nie zginął. Tylko moja mama została ranna i straciła nogę. Za swoje dobro zostałam bez domu. Tak nas właśnie oswabadzają. Mnie faktycznie uwolnili od normalnego życia, zdrowia, domu, snu, wspomnień, od narzeczonego. Dzięki Rosjanom jestem teraz wyzwolonym bezdomnym.


Znalazłaś schronienie na zachodniej Ukrainie. Masz dach nad głową.


To stary dom, który dał mi do życia bezpłatnie jeden z wolontariuszy, który przyjechał do Kupiańska niedługo po tym, jak mój dom został zniszczony. Powiedział mi, że to dom po dziadku, nie jest mu potrzebny i mogę zostać tak długo, jak będę potrzebowała. Od razu mówiłam, że psy i koty jadą ze mną, że ich nie zostawię, bo dzięki nim żyję i jak miałabym im nie pomóc i zostawić na pastwę losu? Mieszkamy tu od stycznia, w chacie bez bieżącej wody, bez gazu, bez prądu, toalety, ale nie skarżymy się, nie przeszkadza nam to. Dziękujemy, że ktoś nas przygarnął. Tylko, że teraz musimy się wyprowadzić, bo właścicielowi nie podoba się, że jest tu tyle zwierząt.


To w sumie nie dziwne, bo jednak to aż dziewięć psów i piętnaście kotów. Nie każdy może chcieć, żeby w jego domu, nie ważne czy starym, czy nowym, żyło aż tyle zwierząt.


Wiem, ale ja ich nie zostawię. Nie uśpię. Nie mogłabym tego zrobić. One uratowały mi życie. Dlatego bardzo dziękuję, że mogłam tu zostać tak długo. Nie mam jednak pieniędzy, żeby opłacać wygórowany czynsz, którego ode mnie zażądano. 1000 hrywien za dzień to jak dobrej jakości hotel w Ukrainie, a ja nie zarabiam. Dalej pracuję jako wolontariuszka i uczę dzieci z pobliskiego domu dziecka języka angielskiego.


Nie chciałabyś wrócić do Kupiańska? Tam jednak jest twoje rodzinne miasto, może szybciej byś coś wymyśliła niż tutaj daleko koło Tarnopola?


Nie biorę tego nawet pod uwagę. Po tym wszystkim, co tam przeżyłam, po tym co widziałam, co pamiętam, nie mogłabym tam po prostu spokojnie spać. Jaką mam pewność, że nasz „bratni naród” nie zacznie znów nas bombardować i zabijać? Tym razem też będziemy miały tyle szczęścia, że przeżyjemy?


Jakie więc widzisz wyjście z sytuacji?


Chciałbym mieć chociaż maleńką, nawet jednopokojową chatkę. Byłoby wspaniale, gdyby była tam bieżąca woda, może nawet toaleta, prąd. Nie musi mieć żadnych luksusów, po prostu dach nad głową i miejsce, gdzie będę mogła spokojnie spać. Skąd nikt mnie, mamy i moich zwierząt nie wyrzuci. Obojętne, gdzie to będzie. Najważniejsze, żeby nie spadały nam na głowy bomby.


POMÓŻMY MARGO ŻYĆ SPOKOJNIE! PROSIMY!


7ZPfTOBJ9Z03kUe2.jpg

Ta zrzutka nie ma jeszcze opisu.

Ta zrzutka nie ma jeszcze opisu.

Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Twój mini-terminal.
Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Twój mini-terminal.
Dowiedz się więcej

Wpłaty 266

preloader

Komentarze 2

 
2500 znaków