Leczenie Agatki i Pestki
Leczenie Agatki i Pestki
Aktualności3
-
cześć,
chwile po operacji były emocjonalnie ciężkie ale raczej poprawa Agatki przebiegała z tendencją wzrostową. 10 listopada około 20 ją odebrałam i przez dwa tyg była na lekach: bupredine, cladaxxa, gabapartyna, meloxoral i probiotyku.
Po pięciu dniach byłyśmy na lewatywie bo przez leki opioidowe jej metabolizm zwolnił i czekanie na kupę okazało się dla mnie zbyt stresujące żeby jeszcze ją obciążać zapchanymi jelitami.
Do sprawności fizycznej doszła sama od razu po operacji. Miała zakaz wchodzenia na wysokości i na schody, ze względu na zawroty głowy. Wchodziła na nie bez problemu. nie przewracała się. Była dzielna od zawsze i taka jest nadal. Dziś wizyta u onkologa kontrola.




0KomentarzyNikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!
Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki
Nie wiem co mam napisać. Źle się czuję prosząc Was o pieniądze i wiem, że problemy innych ludzi nie są większe niż moje więc jeśli to dla Ciebie finansowy problem – to nie wpłacaj proszę na te zbiórkę. Każdy z nas ma swoje rzeczy do opłacenia. Ja również I jak dotąd płaciłam za badania razem z mamą. Pieniądze się kończą więc pracuje się dwa razy więcej ale nadal niewiele to zmienia bo badań przybywa.
Uchodzę za osobę, która radzi sobie z kwestiami pieniędzmi. Opłacam rachunki na czas, jestem kojarzona z tym że kupię sobie strawberry iced matcha na pocieszenie, zawsze też pożyczam pieniądze innym bo uważam że może ktoś ich bardziej potrzebuje. Wydaje dużo na przyjaciół etc. Ostatnio ta sytuacja się zmieniła. Zmieniała się stopniowo.
W styczniu 2025 byłam z kulejącą Agatką w DobryVet Bobrowiec, zbadano ją i powiedziano mi że to “prawie na 95 procent schorzenia stawów ze starości”. Od tamtej pory przyjeżdżałam co miesiąc na zastrzyk solencii, lek sterydowy, przeciwbólowy, który miał jej pomóc się poruszać. Przestała kuleć. Nie miałam też najmniejszego powodu by nie ufać lekarzom tamtejszym, bo zawsze pomagali zwierzętom, z którymi przyjeżdżałam. W wakacje zaczęłam z nią jeździć bliżej miejsca, w którym mieszka bo to jest taka kotka, która się mocno schizuje jazdami samochodem. W przychodni weterynaryjnej w Mysiadle, dostała zastrzyk 3/10, a w ciągu weekendu łapa jej spuchła, zaczęła znów kuleć. 7/10 pojawiliśmy się znów na wizycie w tym samym miejscu. Weterynarka powiedziała że wygląda to bardzo źle i wzięła ją na prześwietlenie. Z prześwietlenia wynikało że część kości w łapie Agatki nie ma. Jest Kostniakomięsak, nowotwór na zdjęciu widniał w miejscu w którym była kość. Po 3 dniach była rozmowa z onkologiem, podano nam możliwe i niemożliwe plany “leczenia”. W cudzysłowiu, bo żadnego leczenia nie ma moim zdaniem, jedynie zapobieganie rozwojowi objawów nowotworu albo samego nowotworu. W tym samym czasie gdy to się działo, Pestka wymiotowała kilka razy dziennie, i mając w pamięci jej zapalenie wątroby sprzed kilku lat chciałam podjąć się natychmiast konsultacji ale badania Agatki były prawie codziennie, a ja nie mogę podróżować z nimi dwoma naraz, ponieważ wtedy jest jeszcze większa agresja ze strony jednej i stres po drugiej stronie. Sprawdziłam sobie informacje na temat tego nowotworu i to co powiedziała onkolog miało sens – jeśli rak jest tylko w łapie to wraz z amputacją łapy, będzie można uratować resztę organizmu. Wyrosły jej niestety na listwie brzusznej guzy z których trzeba było pobrać biopsję, która wykazała że są tam komórki mezenchymatyczne. Czyli guzy pozostają do obserwacji. Stan Pestki został zbadany tydzień temu i nie znaleziono w niej śladów zapalenia, aczkolwiek wykryto białko w moczu w ilości w której nie może tam się go tyle znajdować. Dostała inny lek (też przyjmowała jak Agatka, solencie „na starość) przeciwbólowy. Stwierdzono też że kał zatyka jej jelita i z powodu bólu kregosluoa, ona mniej wydala a więcej wymiotuje bo jest zatkana. Agatka ma jeszcze konsultacje z podobno najlepszym onkologiem w Polsce (Dr Jagielski, Przychodnia na Białobrzeskiej), pestka z ortopeda, potem ewentualnie jeszcze dla obu nich fizjoterapeuta. Po konsultacji z onkologiem, prawdopodobnie trzeba będzie umówić Agatka na amputację łapy. Chyba że przerzuty się rozwinął. Wtedy możliwość będzie ograniczała się tylko do leczenia objawów.


Mi oszczędności się kończą przez wydawanie pieniędzy na mechanika i nowe leki od psychiatry, ponieważ obniżył mi się nastrój do stanu depresyjnego. Ale nadal pracuje i staram się utrzymać.