Zrzutka na ratowanie życia Białusia - fipusia ID: tsp3d4

Zrzutka na ratowanie życia Białusia - fipusia ID: tsp3d4

5 605 zł z 5 000 zł

112%

5 605 zł

5 605 zł

z 5 000 zł

zakończona

zakończona

25.06.2020r

15

15

wspierających
112%
Wpłać na zrzutkę

Opis zrzutki

Kilka lat temu niedaleko Glinojecka żyło sobie dużo bezdomnych kotów.

Był ktoś, kto je dokarmiał, ale nie zapobiegał rozmnażaniu.

Efektem tego była narastająca nienawiść do tych biednych stworzeń i zadawanie cierpienia przed odbieraniem życia tym, które udało się złapać zwyrodnialcom - takie relacje słyszałam od mieszkańców tej wioski.

Około 4 lata temu osoba dokarmiająca wyprowadziła się. Na osiedlu zostało co najmniej kilkanaście

głodnych kotów.

Ja dowiedziałam się o nich ze 2 lata temu. Nie pojechałam do nich od razu, bo zwyczajnie nie miałam co dać im do jedzenia. Brakowało mi go dla moich około 50-ciu kotów i psów.

Ponad rok temu moja sytuacja zmieniła się na kilka miesięcy na tyle, że mogłam w końcu regularnie karmić te biedy, które tam jeszcze przetrwały. Mieszkały w ruinach miejscowych piwnic i na pobliskich działkach.

Od początku wiosny do końca lata co noc przywoziłam tam jedzenie i wodę. Nieraz nie było ani jednego kota, a czasem niepewnie podchodził jakiś podrostek – teraz już wiem, że to był BIAŁUŚ !

Miałam nadzieję, że reszta jadła w nocy, o ile nie zgarnęły tego psy z okolicznych podwórek.

Na początku jesieni piwnice zostały zburzone. Przeniosłam się więc z karmieniem na drugą stronę drogi mając nadzieję, że tamtejsi mieszkańcy nie będą naszymi wrogami.

Bardzo chciałam przyzwyczaić te koty do siebie żeby móc je złapać i wykastrować.

Od chwili zmiany miejsca karmienia zaczęło przychodzić ich więcej. Po kilkunastu dniach mogłam już je głaskać.

Nastała zima. Koty zaczęły marznąć. Co chwilę leczyłam kocie katary.

Zrobiłam im chociaż dwie budki, żeby za mocno nie rzucały się w oczy. Niestety – psy zaczęły je niszczyć, a pod koniec roku jakiś drań wrzucił do środka petardę. Na zdjęciu z kilkoma miniaturkami widać co potem zrobiłam kotom, aby mogły mieć choć trochę dachu nad głowami i jedzenie na wysokości.

Planowałam przygarnąć 3 białaski. Na nowy dom nie widziałam szans, gdyż nie mogłam go znaleźć dla innych oswojonych kotów, którym robiłam ogłoszenia.

Teraz bardzo żałuję, że nie zaryzykowałam i nie wzięłam ich przed zimą. Bałam się, bo miałam mieszkanie po panleukopenii. Marzyłam o zakupie lampy wirusobójczej, co udało mi się zrobić dzięki pomocy dobrych ludzi, gdy w marcu zorganizowałam moją pierwszą w życiu zrzutkę na kocie potrzeby.

Jeden najmniejszy, kolorowy kotek raczej nie przetrwał, gdyż od roku go nie widziałam.

Rudo-biały przychodził na jedzenie i leczenie, ale wiosną zniknął.

W marcu nastąpił przełom w sytuacji – ktoś doszczętnie zniszczył miejsce karmienia!

Wtedy też stopniowo poprzywoziłam do siebie Brewusię, Białusia i Brewusia.

Gdybym zaryzykowała wcześniej to prawdopodobnie wszystkie byłyby zdrowe.

Do końca lutego każdy z nich zjadał na raz całą puszkę 400 g, co świadczyło raczej o braku większych problemów.

1 kwietnia Brewuś zakończył swoje życie. Podczas jazdy do weterynarza zaczął się dusić. Do tego miał białaczkę. Został uśpiony.

Brewka jest już wykastrowana. Niestety - też białaczkowa. Czuje się jednak bardzo dobrze.

Największe nieszczęście spotkało Białusia – nie dość, że również ma białaczkę, to i fipa.

Jest u mnie od połowy marca, już również po kastracji.  Od tamtej pory codziennie miał gorączkę i mało jadł. Nie reagował na antybiotyk, bo powodem jest fip. Od 8 kwietnia leczę go przeciwzapalnym sterydem i Furosemidem na zmniejszanie zawartości płynu w brzuszku.

Takie postępowanie jest jednak tylko tymczasowe. Wiemy do czego zmierza.

Słyszałam o leku (GS), który jest bardzo drogi. Nie rozbudzałam swojej nadziei.

Nie miałam odwagi prosić ludzi o pomoc w zbieraniu na to leczenie w chwili, gdy niektórzy nawet potracili pracę. Poza tym źle mi było z myślą, że mogłabym wydać tak dużą kwotę na ratowanie jednego kota, podczas gdy brakuje mi na jedzenie i leczenie innych. Postanowiłam, że dam Białusiowi tyle miłości, ile zdążę do końca jego dni.

Cholernie źle mi z tym było. Szkoda mi każdego życia, ale tego wyjątkowo, bo to mój ukochany bezdomniaczek. On pierwszy zaczął się do mnie tulić, mruczeć i wchodzić mi na kolana, gdy nocami go karmiłam. On pierwszy załapał do czego służy półka, którą wkopałam w miejscu karmienia.

Miesiąc temu Białuś ważył 3,4 kg. Teraz 2,70. To już skórka i kosteczki. Dwa tygodnie temu przestał jeść nawet małe porcje.

Mimo podawanego na przymus leku nawracały gorączki.

Uważnie patrzyłam  na niego, żeby nie przeoczyć chwili, w której powinniśmy się rozstać bez większego cierpienia. Serce płakało.


14 maja stał się cud !!!


Na FB odezwał się do mnie Pan , któremu jest bardzo żal Białusia. Zaproponował pomoc w zaczęciu leczenia GS-em! Gdyby ktoś pomyślał, że powinnam wykorzystać to na tańsze potrzeby pozostałych moich kotów to spieszę z wyjaśnieniem, że to jest wsparcie wyłącznie dla Białusia!


15 maja ten Pan pokrył nam koszt nowych badań – 700 zł.

Oto wyniki:v39afbc46dadd0ee.jpegv5968626fff6e9b4.jpegw9eb3ae9a888f5ca.jpegcac361d869ddc1d2.jpegx5b33f13a735284a.jpeg

Nie czekałam jednak kilka dni na powyższe oczywiste wyniki, gdyż Białuś z dnia na dzień był coraz słabszy.

16 maja zaczęliśmy leczenie dzięki pomocy osobom z grupy fipowej.

Zdecydowałam się na jedną z najtańszych opcji – około 10 tysięcy za całą 84-dniową kurację.

Dzięki temu, że Białuś miał kupiony lek na start dziś już wiem, że dobrze zareagował.

Po drugiej dawce zaczął już skubać jedzonko! Od czwartego zastrzyku je malutkie porcje 4-5 razy dziennie! Dziś po 11 dawkach jest coraz weselszy! To wszystko możecie zobaczyć na zamieszczonych filmach z ostatnich dni!

Widać, że wraca do życia!


Nie mogę teraz tego przerwać!


Dlatego też z całego serca bardzo proszę Was o pomoc w zakupie kolejnych dawek leku.

Do tego dochodzi jeszcze koszt comiesięcznych badań (kilkaset zł) oraz trzeba pomyśleć o wzmacnianiu odporności, ponieważ dodatkowo białaczka nie odpuści.

Pomożcie proszę Białusiowi, aby po życiu w ciągłym strachu i zimnie mógł dalej cieszyć się ciepłem mojego domu.

Na sam lek zostało wydane dotychczas około 3 tysięcy. Gdy odejmiemy to od przewidywanych 10 tysięcy to potrzeba jeszcze 7. Do tego będą jeszcze raczej 3 razy badania w sumie za ponad tysiąc zł i coś dobrego na odporność. W sumie potrzeba około 10 tysięcy.

Zakładam zrzutkę na połowę tej kwoty, a jeśli Białuś dalej będzie żył i tak dobrze rokował jak teraz

to później pomyślę o drugiej części.

Z góry bardzo mocno dziękuję !

EDYCJA:

Jak widzicie Białuś zebrał już kwotę potrzebną na kolejne dni jego życia - około 40 kilka, w zależności od przybierania na wadze.

Serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy mu pomogli! ❤️❤️❤️

Jestem wdzięczna za każdą wpłatę, gdyż wiem, że pochodziła z serca!

Zrzutka trwała bardzo krótko, gdyż wielką kropkę nad "i" postawił Profesor Kupść. Wielkie dzięki Profesorze! ❤️

Jeśli Białuś będzie żył to w lipcu powrócę z prośbą o pomoc w zakupie końcowych dawek leku.


Wpłacający15

P
Profesor Kupść
5 000 zł
H
HALINA BISKUP
100 zł
PK
Paweł Koszela
50 zł
B
Bajusia
50 zł
G
Gosia
50 zł
M
Monika
50 zł
J
Jolanta Smagalska
50 zł
B
Bajusia
50 zł
DR
Deniz Raim
50 zł
M
Marta
40 zł
Zobacz więcej

Komentarze3

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

521 965 zrzutek


A ty na co dziś zbierasz?