Opis zrzutki
Wracam do Brazylii – czas powalczyć o niemożliwe!
Rok temu spełniłem jedno ze swoich największych marzeń. Jako pierwszy Polak w historii pokonałem na paralotni dystans 500 km w jednym locie, ustanawiając przy tym nowy rekord Polski 561.99 km. Mój dystans jest 12. najdłuższym lotem paralotniowym w historii oraz rekordem świata w klasie Serial.To był przełomowy moment w mojej karierze, ale każdy, kto mnie zna, wie jedno – nie potrafię zatrzymać się w miejscu.
W tym roku wracam do Brazylii z jednym, bardzo konkretnym celem: zrobić to, co do tej pory udało się tylko jednemu pilotowi na świecie! Pokonać dystans 600 km.
Znam teren, wiem, jak wykorzystać tutejsze warunki . Jednak organizacja takiej wyprawy na drugim końcu świata to nie tylko walka z wiatrem i własnymi słabościami, ale też ogromne przedsięwzięcie logistyczne i finansowe.
W tym sezonie koszty wyjazdu wzrosły diametralnie. Logistyka i profesjonalna obsługa na miejscu to ogromny wydatek – sam tydzień obsługi naziemnej i bezpieczeństwa kosztuje aż 1850 euro (wyciągarka/starty, kierowca, samochód, śledzenie pilota, zwózka)
Nie mogę obiecać rekordu.W paralotniarstwie można perfekcyjnie przygotować pilota, sprzęt i logistykę.Nie można jednak zamówić odpowiedniej pogody.
Dlatego nie obiecam Wam, że wrócę z wynikiem ponad 600 km.
Mogę natomiast obiecać jedno — zrobię wszystko, żeby być gotowym na dzień, w którym pojawi się taka szansa.
Rok temu cel wynosił 500 km.
Wynik? 561,99 km i rekord Polski.
Teraz czas wykonać następny krok.
Czy warunki pozwolą? Tego nie wie nikt. Ale jeśli pojawi się odpowiedni dzień — będę gotowy.
Część kosztów pokrywam sam, ale bez dodatkowego wsparcia skala tegorocznej wyprawy będzie dla mnie bardzo trudna do udźwignięcia.
Dlatego zwracam się do Was – moich kibiców, znajomych i partnerów. Jeżeli ktoś z Was chciałby dołożyć swoją cegiełkę do tego wyjazdu i wspomóc mnie w walce o rekord, byłoby mi z całego serca miło.
A jeśli nie możecie wpłacić, bardzo pomoże również udostępnienie zbiórki.
Będę pokazywał przygotowania, analizę pogody, kolejne próby i samą wyprawę. Kiedy przyjdzie dzień ataku, będziecie mogli śledzić mój lot i zobaczyć, jak kilometr po kilometrze próbuję zbliżyć się do granicy 600 km.
Trzymajcie mocno kciuki – melduję się na starcie!
Pozdro od Landing Beer Squad
Trzymam kciuki
SRUdoChmury!
Siata! Have fun!
Powodzenia!