Miała żyć i wrócić do Polski. Pomóż mi pożegnać Mamę
Miała żyć i wrócić do Polski. Pomóż mi pożegnać Mamę
Opis zrzutki
Z ogromnym bólem i poczuciem straty zwracamy się z prośbą o wsparcie w tej niezwykle trudnej chwili.
Nagle i niespodziewanie odeszła Ewa — nasza bliska, dobra i niezwykle wrażliwa osoba. Zmarła w Brukseli, w miejscu, które miało być tylko chwilowym przystankiem. Miała zaledwie 57 lat.
Ewa była drobna, ciepła i pełna czułości — taką „pchełką” o wielkim sercu, która potrafiła dostrzegać dobro nawet w najprostszych chwilach. Pochodziła z Warszawy, ale jej dusza była w ciągłej podróży. Szczególne miejsce w jej sercu zajmowała Grecja — wracała tam myślami i wspomnieniami z dziecięcą radością i zachwytem.
Była osobą niezwykle skromną, dobrą i delikatną. W ostatnich latach zmagała się z chorobą, która sprawiała, że często czuła się samotna, nawet jeśli wokół byli ludzie, którzy ją kochali. Mimo to pozostawała dzielna, pogodna i pełna ciepła dla innych.
Największą miłością Ewy był jej syn Karol — mówiła o nim zawsze z ogromną dumą i czułością. To dla niego, dla pamięci o niej i dla godnego pożegnania, chcemy zrobić wszystko, co możliwe.
Zwracamy się z prośbą o pomoc w pokryciu kosztów związanych z:
transportem ciała z Belgii do Polski,
organizacją godnej ceremonii pogrzebowej,
wykupieniem miejsca na cmentarzu,
oraz wszystkimi formalnościami i wydatkami związanymi z pożegnaniem.
Karol (Syn):
"Zawsze graliśmy z Mamą w otwarte karty, więc i do Was napiszę prosto z mostu, choć to najtrudniejsze słowa w moim życiu. W miniony weekend wydarzyło się coś, na co nikt nigdy nie jest gotowy. Moja Mama odeszła. Miała zaledwie 57 lat, milion planów i nagle, w wynajmowanym mieszkaniu w Belgii, jej serce po prostu się zatrzymało. Z końcem czerwca miała lecieć do Grecji, by w końcu odetchnąć, a z końcem lipca wrócić już na stałe do domu w Polsce. Zamiast witać ją z uśmiechem na lotnisku, muszę zorganizować jej ostatnią drogę.
Byliśmy dla siebie wszystkim. Nasza relacja opierała się na absolutnej szczerości i chociaż, jak w życiu, bywały gorsze momenty, to nigdy nie brakowało w niej miłości. Jestem jej jedynym synem i wiem, że była ze mnie cholernie dumna. Ale w tym naszym małym świecie był ktoś jeszcze – nasz pies, Piorun. Mama miała na jego punkcie absolutnego, najpiękniejszego bzika. Codziennie powtarzała pod nosem to słowo: „ryjeczek”, a każda rozmowa na kamerce zaczynała się od twardego żądania pokazania psa na ekranie. Kiedy tylko wracała do Polski, Piorun miał z nią raj, a ja miałem dom – znów gotowała dla mnie obiady, a ja mogłem po prostu patrzeć, jak piękną radość jej to sprawiało.
Jaka była? Nie była typem cichej, wycofanej osoby. Miała w sobie ogień, ciągnęło ją do adrenaliny, a jednocześnie potrafiła dostrzec magię w najprostszych rzeczach. Uwielbiała słońce – wystawiała do niego twarz, ciesząc się nim niczym jaszczurka, a na letnich spacerach zrywała dziko rosnący bez, żeby dom nim pachniał. Przede wszystkim jednak to był potężny charakter. Nie raz potrafiła wziąć człowieka z problemami, przegadać z nim trudny czas i w swój autentyczny, bezpośredni sposób po prostu postawić go na nogi.
W Belgii też zjednywała sobie ludzi. W tym miejscu chcę z całego serca podziękować jej przyjaciółce Iwonie, z którą Mama miała jedną z najpiękniejszych relacji i która niesamowicie pomaga mi teraz na miejscu. Dziękuję też ludziom, u których pracowała – odnajdywała tam ciepło i zawsze tak dobrze o nich mówiła.
Jako 28-letni facet z dnia na dzień dostałem od życia najtrudniejsze zadanie. Koszty logistyki z Belgii, kremacji i wykupienia miejsca na cmentarzu w Warszawie lub okolicach to ściana, której sam po prostu nie przebiję. Nie jestem z tych, co łatwo proszą o pomoc, ale teraz muszę schować dumę do kieszeni. Chcę, żeby spoczęła blisko mnie i „ryjeczka” i żeby miała pożegnanie z taką klasą, na jaką w pełni zasługiwała.
Do Grecji w czerwcu już nie poleci, choć tak bardzo kochała tamtejsze błękitne niebo, słońce i wolność. Obiecałem sobie, że dołożę wszelkich starań, żeby chociaż cząstka niej trafiła właśnie tam, pod greckie słońce, by mogła cieszyć się tym spokojem na zawsze. I słowa dotrzymam.
Wierzę, że dobro wraca. Każda wpłata czy udostępnienie tej zbiórki to dla mnie realna, potężna pomoc w przebiciu się przez te wszystkie brutalne procedury. Dziękuję Wam za każdą złotówkę i za to, że nie muszę mierzyć się z tym zupełnie sam."
Jej nagłe odejście za granicą postawiło rodzinę przed ogromnym wyzwaniem. Koszty sprowadzenia ciała z Belgii do Polski, a także organizacji godnego pożegnania, znacząco przekraczają moje możliwości. Pragnę jednak zrobić wszystko, aby Mama mogła spocząć w swoim kraju - wśród bliskich, z należnym jej spokojem, godnością i szacunkiem, na które w pełni zasłużyła.
Każda, nawet najmniejsza wpłata, pomoże mi spełnić ten ostatni obowiązek i pożegnać Mamę tak, jak na to zasługuje.
Dziękuję za wsparcie, dobre serce i każdą formę pomocy.
Wspieram w myślach i współczuję straty.
Dużo sił dla rodziny. Rodzina Meyers De Vestele, Bruksela
Dla najjaśniejszej osobowości w historii MZPN