id: vuc9rz

Stare odchodzi by zrobić miejsce nowemu.

Stare odchodzi by zrobić miejsce nowemu.

Organizator przesłał dokumenty potwierdzające wiarygodność opisu zrzutki
95 716 zł 
z 100 001 zł
95%
zakończona 01.05.2022r
548 
wspierających
Wpłać na zrzutkę
Zrzutka.pl nie pobiera prowizji od wpłat

Aktualności16

  • image
    image
    image
    image
    Nowa się odNawia ;)

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 1624. 03. 2022Walentyna - przedstawiła się, podała mi rękę na powitanie i od razu skojarzyłam z nazwiskiem Tiereszkowa. Głupie skojarzenie bo przecież Wala jest Ukrainką... A te żołtyje cwiety możem ubratć? Wskazała na klombik kwiatowy pod oknem naszej kuchni, wciśnięty między ścianę ganku i schodki prowadzące do domu. Wystawa północna, więc teraz w pierwszych dniach marca ciepłe słońce jeszcze tu nie dociera i nic tu nie ma poza drobniutkimi łebkami żółtych kwiatków, które posadziłam przed dwudziestu laty i nazwy nie zapamiętałam. Wiosną pojawiają się jako pierwsze na brunatnej ziemi pośród ubiegłorocznych, suchych badyli   i resztek liści. Nie, nie Wala jeszcze za zimno, niet sonca, patom patom wysilam się, żeby powiedzieć po rosyjsku jaki pamiętam ze szkoły, że na porządki jest jeszcze za wcześnie. Wreszcie do czegoś się przydał ten  „ruski” co nigdy nie miał się przydać i nikt nie chciał się go uczyć... ja lublu oczeń krasiwa kontynuowała Walentyna. Murek przy klombie pęka na pół i głęboka szczelina rozwiera jego betonowe posady, tynk odpadł na miejsce gdzie wkrótce przebiją się krokusy,  lilie, smolinosy i tulipany. Ona to pewnie dostrzegła i chciałaby pomóc.Płyń sobie czasie lekko, swobodnie. Daj trochę odpocząć oczom. Zmięknij  w tej wodzie deszczowej, co w wiadrze chlupocze pod rynną. Zawiśnij  na tej pustej gałęzi orzecha za oknem, bezlistnej. Albo w naszym karmniku pobujaj się z wiatrem. Niepożytecznie spędzony, leniwy, Mój Drogi. Pogadaj że sobie z gilami, bo pewnie wkrótce odlecą.. .Zatrzymaj się w progu  naszego domu, myśli tak biegną straszliwe, a  ja słów nie umiem poskładać, pisząc do tych, co wieści dobrych  czekają. Rozważam więc z Tobą Czasie Skulony, namówić Cię nie potrafię na twórczość... Wyjdź że spod koca! Uczesz się! Umyj!  Inaczej spójrz na życie, boś się zatracił jak tułacz zgubiony.  Niebawem, słońce chmurę rozproszy i zielony szczypiorek przyjdzie nam jeść. Mężczyźni  na podwórku konstrukcję nowej więźby wznoszą. Patrzę z podziwem  na ich wartką pracę siedząc w słońcu, dumam jak to dobrze, że tacy silni, sprawni i zdrowi.imageimage
    image
    image
    image
    image
    image
    image
    image
    image
    image

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 15 Przyśniła mi się dziś w nocy piosenka o wojnie strasznej, długa, aż do rana. Śpiewała mi w głowie pytanie: dlaczego, dlaczego braterstwo broni, tak mocno łączy narody i niesie rozpacz, choć w imię pokoju zawarte? Nie napiszę o tym, bo to bardzo trudne odpowiedź, niczego nie uzasadnię... Nie da się tego  zrobić - mówi mi ten i ów. Natura siłowo świat układa, ludzką władzą go mierzy i   pieniędzmi. W snach i piosenkach i wierszach, można to widzieć inaczej i wszystko można w myślach odmienić. Nikt z Was raczej nie powie mi o tym jednego złego słowa, nikt z Was nie zaprzeczy. Najwyżej mnie poprawi, bo przecież, wszyscy śnimy i marzymy o czymś nawet zupełnie nierzeczywistym, a może niemożliwym?Zbudziło mnie dziś ze złego snu słońce. W twarz mocno i jasno zaświeciło. Wyjrzałam przez okno szczęśliwa, że żyję. Na brązowej ziemi pokrytej dywanem zeschłych, jesiennych liści orzecha, w białawej poświacie od szronu dojrzałam coś, czego tam wcześniej nigdy nie było. Stałam przez dłuższą chwilę wpatrzona, oślepiona blaskiem. Badałam wzrokiem próbując rozpoznać Zjawisko. Nie był to nasz pies, choć rankiem zwykle tam siedzi, ani kot, ani wiewiórka, co czasem szuka pod drzewem orzechów, ani bażanty, bo one są bardzo ruchliwe, jakby wstrząsane wewnętrznym prądem, grzebią w liściach i w stadzie lubią się trzymać, co najmniej we trzy. To coś siedziało przez całą minutę, zupełnie nieruchomo. Patrzyłam przez okno. Kształt i wielkość i kolor przypominały mi bażanta- koguta i nawet długi ogon charakterystycznie oparty tak płasko, a łebek na długiej szyi do słońca zwrócony. A więc, to jednak była bażancia, poranna medytacja do której być może ptak mnie zaprosił! Nie mogłam dostrzec czy ma ślepka zamknięte... Zastygł w cieple porannego, życiodajnego światła i czuł się bezpiecznie pod naszym oknem.

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 14 
    22.02.2022
    A wszystko zaczęło się od źródła za wsią, gdy pierwszej zimy woda zalała łąki. Kiedy zamarzła, pod powierzchnią widać było zakute w lodzie trawy. Lód był gładki. Mieliśmy we czwórkę tylko jedną parę białych figurówek, tak więc jeździliśmy na zmianę, ja z chłopcami i Mariusz.
    Jedno z nas się ślizgało, reszta kibicowała siedząc na brzegu betonowych dren ustawionych na źródełku. Fajne lodowisko pomyślałam. Na źródło nie zwróciłam większej uwagi. Ocembrowali je mieszkańcy, chcąc uchronić przed zabrudzaniem. Ludzie od zawsze czerpali stąd wodę, zabierali ją w bekach na furmankach, bo we wsi nie było wodociągu, ani studni. Barwicka opowiadała mi, że przyjeżdżała „maluchem”do stoku by płukać pieluchy. Dopiero w dziewięćdziesiątym trzecim położyli wodociąg.
    Wiącka leży na górce skąd roztacza się widok na Bukową Górę. W dolinie żółte pasiaki pól, bukowe ciemne lasy Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Jeszcze sto lat temu, błękitniała od lnu, a w zielonych Wzdołach pasły się krowy i owce. W każdej chałupie stał piec chlebowy, a w co drugiej krosna i kołowrotki. Kamieniste drogi jeszcze nie oświetlane latarniami, wiodły między wsiami Wiącką, Zagórzem, Zaskalem. Kapkazy, to przysiółek. Kilka drewnianych domów otulonych drzewami, gdzie czarny horyzont odcina od ziemi jasne niebo, a światło w zależności od pory roku od pory dnia nakłada na ten obrazek różne barwy.
    Kiedy wpadłam na pomysł, żeby ratować tę krainę? Może właśnie wówczas, kiedy poznałam jej osobliwości i organicznie zaczęłam przeczuwać jej nieuchronną zgubę? Może kiedy zaczęłam lepić garnki z gliny w swojej pracowni pod strzechą i zapraszać gości z miasta przebywających tu na wypoczynku. Kiedy nawiązaliśmy współpracę z sąsiadami i uwierzyłam, że turystyka źródeł to jest kierunek jaki prowadzić mógłby ten region do zrównoważonego rozwoju, Ochronić to piękno. Nazwane przecież dziedzictwem. Wyczytałam ostatnio u Stasiuka pewne zdanie, które jest raczej łamigłówką, lecz czuję, że będzie pasować do nurtującego mnie tematu.”Nic tak nie szkodzi utopi jak nadzieja na jej trwałość”. Czy zatem, wizja chronionej kulturowo i przyrodniczo enklawy w naszej Szkole Wrażliwości w Kapkazach jest tylko ułudą? Ideą? Moim kolejnym wyobrażeniem? Wydumanym obrazem siebie w sukni z miotłą w tulipanach? Stoją na półce książki, pełne wymyślnych strategii i opracowań naukowych jak łączyć tradycję ze współczesnością. Lecz w rzeczywistości osamotnieni płyniemy w niebycie, a ogromna luka wypełnia się bezguściem i naśladownictwem. Bez świadomie zarządzających tym dobrem podmiotów, bez przepisów i wzorców. Bez opieki zwierzchników. CDN....
    image
    image
    image
    image

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 13 
    17.02.2022 E.S.

    Wszystko ma początek jak u źródła, głęboko tam w czeluściach i wykrotach Ziemi, gdzie woda przeciska się przez szczelinki wewnętrznych sfałdowań i jaskiń, wiercąc sobie drogę w twardej skale. Szuka jej, sącząc nieustannie swą istotę przez gliniane dziury i piaski, wijąc się i klucząc, aby w końcu wybić i ciurkać. Szemra w potoczkach i strumykach, po czym płynie rzeką gospodarząc się w korytach dolin i zalewając jeziora jak w misach. Taka ona jest ta woda, uparta i mocna. I wierna, choć wcale nie pokorna. A przecież od deszczu pochodzi, od pary się bierze i jak zjawa w chmurę się zamienia. Ulatującą wysoko do słońca, wisi sobie bielutka na błękicie nieba, albo siwieje, wiruje i tańczy przeganiana wiatrem. Złości się w burzy, topi i zalewa. Cichnie i mięknie od zapachów stygnących pól i lasów, które właśnie wykropiła. No cóż, taka jej natura duchowa, aby współistnieć w braterstwie nieożywionych i żywych. Taka tej wody kultura, aby mrugać okiem do ludzi w ich studniach, napełniać dzbany i rury, obmywać i poić wszelkie istoty ziemskie, trapić się tego życia losem.
    Nie miałam bladego pojęcia o życiu na wsi. Może jedynie głębokie poczucie je piękna i połączenia ze światem przyrody. Urodziłam się w mieście i tam wychowałam. Skąd taka tęsknota za wsią się we mnie snuła? Trudno powiedzieć.Określenie : edukacja kulturowa było mi wtedy równie nie znane. Zawsze lubiłam stare chatki pod strzechą, bielone na różowo lub w odcieniu ultramaryny. Ich malwiane ogródki i łubin wyglądający zza krzywych płotów. Wlepiona nosem w szybę autobusu w drodze do Domaszowic, Staszowa, Chmielnika czy Chęcin, liczyłam gontowe daszki, ciekawa ile ich jeszcze zostało, pośród tych nowoczesnych. Od dziecka marzyłam o domu z drewna na zielonym wzgórzu. O kwitnącym wokół sadzie. Że w polach będzie pachnieć sianem. I czy lepiej być hrabianką z wiejskiego dworu czy chłopką w sukmanie? Wyobrażałam sobie, że zamiatam liście jesienne, przed progiem, chodzę miedzami wśród wiosennych roztopów, albo siedzę na ławce pod drzewem. Ojciec powtarzał mi często: „Ty zawsze miałaś księżycowe inklinacje”... Owszem, poddawałam się im bez obaw. Pewnie to sprawiło, że w końcu zamieszkałam w Kapkazach na wymarzonej wsi i wtopiłam się w nurt jej prawdziwego życia. Czy mnie rozczarowała? Tak, bo poczułam się zbita z pantałyku, a moje ideały prześmiewczo rozproszyła ludzka głupota. Nie, bo nigdy nie żałowałam swojej decyzji o przeniesieniu się na wieś i jestem tu bardzo szczęśliwa. Czy zrobiłam coś pożytecznego dla tego miejsca ? Dla społeczności? Nie jestem pewna..... CDN.image
    image
    image
    image
    image
    image

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 12
    7.02.2022 E.S.
     W miejscu, gdzie teraz kwiatowy klomb, gdzie berberysy i herbaciane pnące róże, posadowiony był kiedyś dom. Drewniany, pokryty strzechą, a może papą?. Został do dzisiaj krzew bzu pachnący z czasów dawniejszych, sadzony pod oknem. I kwitnie dalej niezwykle uparcie, choć świerki wysokie zabrały mu światło. Przystosował się widać i żyć fioletami pragnie z nami. Dotykam go czasem i myślę, że On nie jedną historię zna , podobnie jak ten stareńki krzyż przy Kapkazkim rozdrożu, przez pra pra babcię Balbinę i pra pra dziada Antoniego postawiony. Jeszcze z drewnianym płotkiem niedawno. Jeszcze niedawno bez asfaltu ta droga. Na siatkę teraz zamieniony płotek i plastikowymi kwiatami przyozdobiony krzyż, z kikutem modrzewiem i słupem elektrycznym sąsiady. Ludzie gadali, że generał Langiewicz podpisywał tu ważny dokument na dębowym stole i od niego nazwano to siedlisko „Stołem” a przysiółek Kapkazy podobno od Gór Kaukazu pochodzi bo tutaj działki pod lasem, z dala od Wiącki położone zasiedlane były przez „obcych” powracających z zesłania, niewoli. W tym domu urodził się słynny partyzant ze świętokrzyskich lasów. Jego rodzina i sąsiedzi na wzdolskich polach zabici. O fioletowy Lilaku, stary druhu wierny … w opowieść życia naszego wpleciony - pomnikiem jesteś żywo wrośniętym w to nasze ukochane miejsce na Ziemi. I znów Twoja kora zielona zabliźnia ranę nożem wycietą, ‌a popiół pożogi coś z nami ją przeżył zeszłej jesieni do Twoich korzeni przesiąknie wraz z deszczem. Jeszcze się Lilaku nami zadziwisz, jeszcze po stokroć sie nami zachwycisz, na nas ludzi zbratanych napatrzysz jak powstajemy by Nowe budować oblicze. My tu teraz gospodarze, my tu teraz następni.image
    image
    image

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 11     24.01.2022
    Każdy kto był kiedyś w Indiach, chce o tym napisać. Każdy kto nigdy tam nie był, powinien tam pojechać, choćby na jeden dzień tylko, po to, aby wrócić już  na zawsze odmienionym. Wdzięcznym, że tutaj trawa zielona  na skwerze miasta i cisza w parku i oddech głęboki, co jest bogactwem, a wygodne łóżko pod dachem domu nagrodą dla wybrańców. Często powtarzam  sobie o tym w myślach i przywołuję ten obraz Indii. Ludzi koczujących w rumowiu na ulicach Delhi. Uporczywy  kaszel od smogu i palonego plastiku i  jazgot  milionów klaksonów, co rozpycha głowę od środka. Tłok, napierający zewsząd, jak magma płynąca z niewyczerpanego pokładu ludzkiej egzystencji, ludzkiej różnorodności. Od zadawanego samemu sobie ciężaru przeludnienia. Ani uskoczyć w bok, ani odpocząć w pustym zaułku, bo pustych zaułków tam nie ma. I uczucie głodu wspominam, od  przemożnej obawy przed  brudem, choć obfitość  owoców  na mnie czyhała na straganach, pośród  śmieci, kurzu i lepkich kałuż z krowich odchodów, wabiąc egzotycznym zapachem. Indie szokują.  Indie powalają.Dlaczego  właśnie o tym piszę w ten wieczór styczniowy? Głaszcząc palcami każdy skrawek miękkiego fotela, siedząc spokojna przy lampie, rozmyślam. Spacer odbyliśmy dziś długi na zboczu z pięknym widokiem na Łysicę i w słońcu skąpani patrzyliśmy na świat biały,  mrużąc oczy prześwietlone blaskiem. Jedliśmy czekoladowe ciastka. Potem pojechaliśmy zamówić drewno na odbudowę naszej pracowni. Pachniało tarcicą i lasem. Dziękuję.imageimage
    image
    image

    Czytaj więcej
  • Do „Kapkazów Szkoły Wrażliwości” nadeszły dobre wieści. Stara obórka w której urządzona była nasza pracownia zostanie z nami. Jej kamienne mury z rodzimego czerwonego piaskowca, połączone przez naszych przodków murarzy, zaprawą z piachu i wapna przetrwały nawałnicę ognia, choć budynek spłonął doszczętnie. Stoimy wewnątrz wypalonej jamy i nadziwić się nie można, jakież piękne tych ocalałych ścian lico? Dawno temu wytynkowaliśmy je gliną w kolorze jasnego ugru. Teraz w szczelinach między kamieniami glina wypaliła się jak w komorze pieca. Zmieniła barwę na prawie złotą, a odcień omszałych humusów i pleśni rozjaśniał niebywale. Taka to opowieść nieprawdopodobna, z tkliwą nutą w tle. O obórce, co pamięta wojnę i nie jedno nieszczęście przeżyła. Może kiedyś? Jak ten cały zgiełk opadnie, historia ta, stanie się tylko anegdotą? „O pracowni ceramicznej wypalonej w żywym ogniu niczym garnek czy dzban”... .

    Czasem opowiadałam dzieciom, kiedy niesforne i rozbawione zasiadały do stołu, by rozpocząć warsztaty Cicho!Cicho! Nie mogę zajęć prowadzić! Mówię i mówię bezradnie i głos nerwowy zamieniam już w krzyk gromowładny. Spostrzegam się jednak, że to nie tak i zaczynam subtelniej. Wyłączam światło i ogarnia nas półmrok, bo budynek ma malutkie okienka. Dzieci milkną zaintrygowane. Przebijam się wtedy w tej ciszy, w tym zamilczeniu. Czy wiecie z czego zbudowane są te mury? Z kamienia. Odpowiedzą. A z czego dach zrobiony? Ze słomy. A czym wytynkowane ściany ? Gliną. Czy wiecie że tutaj mieszkały kiedyś zwierzęta? Krówka i konik i koza pewnie i kurki.

    A czasem o wojnie im opowiadam. O huku dział armatnich, co grzmiały we wzdolskich polach i o ludziach schronionych tutaj i o koniku, co wierzgał z przerażenia i rżał. I żeby wojny już nigdy nie było...

    jede13a76c31c2cc.jpegg60539f277fbab55.jpegt35cbde8b219241b.jpegvc44f801f88d2ec5.jpeg

    Z


    Czytaj więcej
  • Dziękujemy Wam Kochani za dobre serce, za współczucie, za każdą złotówkę. Życzymy Wam dużo zdrowia i spokojnych świąt.
    I mamy dla Was prezent pod choinkę - kto jeszcze nie widział - to niech rozpakuje 😊Ewa i Mariusz 


    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 7 18.12.2021 E.S.
     Przeczytałam właśnie na jednym z banerów, już nie potrzebnym nikomu, wydrukowany napis. Ktoś oddał mi je do zabezpieczenia ocalałych w pożarze murów naszej pracowni. Rozwinęłam jeden z nich na spalonej posadzce, na czarnym od sadzy i szczątków gliny  błocie. Czarny napis: „W wojnie w Iraku, milion ofiar zabitych”. Stałam wewnątrz wypalonej jamy bez dachu, bez drzwi, ani okien w resztce budowli ukochanej, straconej. I cóż ja tu znaczę? Pomyślałam. Cóż znaczą,  moje nieszczęśliwe wypadki? Co znaczy Ja, naprzeciw śmierci milionów, rozpaczy tego świata? Dualizm. Względność mnie dopadły. Okryte już mury banerem jak plastikowym płaszczem od deszczu. Banał z takich treści... Powielanych, głoszonych, co niczego nie mogą na lepsze odmienić. Ani ludzkiego losu, ani ludzkiego cierpienia. Jedynie coś przykryć przed deszczem do wiosny. A wiosną, już nie potrzebne i mnie, staną się śmieciem, co  przez  następne  setki  lat nie ulegną biodegradacji.
    Względność, w przestrzeni wszystkiego życia pulsuje i zdawać by się mogło, że okrutnie  pyta:Po co Ci wymiar i czas? Po co Ci miłość? Lecz moja  prawda jedyną  istotą człowieczą. Tylko takie pieśni umiem,  tak jedynie  świat rozumiem. Tak  umiem grać, gdy zapisy kreślę ze zdarzeń i plany, przeżywam w nadziei na jutro. Czy jestem bez skóry? Że czuję jak boli ten napis na białym plastiku?


    image
    image

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 6 13.12.2021

    Dziś rankiem w Kapkazach złociste słonko wstało nad białym zimowym światem, Wspomnienia przybiegły z za okna do łóżka o saniach, co czasem budziły mnie dzwonkiem. Zdarzyło się nieraz w okrutnych zimach, na takich saniach, wyprawić chłopców do szkoły we Wzdole. Asfaltu wtedy jeszcze nie było, a zaspy tak wielkie, że tylko koniem można było przejechać. Sanie zielone od lat zagrzebane stoją pod słomą w stodole, zimy zniknęły i konia już nie ma w obejściu.. Woźnica swojsko, gdzieś lewituje w podniebnej podróży zawieszony i nie ma już ręki do konia. Traktor do sanek przytroczy z rzadka bynajmniej, bo czasem ktoś prosi na kulig. Lecz ślady na śniegu całkiem już nie te, po opon wzorzystym bieżniku i warkot silnika, nie ton dzwonków, dobiega z dalekiej drogi do Wzdołów. Stodoła nasza pamięta jeszcze te wiejskie zabawy zimowe i harce, te śmiechy, radości i tańce.... I ten zaprzęg żywy, gorący od koni z chłopem w kożuchu siedzącym na koźle.

    Nie zatrzymasz czasu, już nie cofniesz wieku i tylko wspomnieć jak ciągną sanie i tęsknić, gładząc siedzisko ich starte. I patrzeć na pola, co śpią pod pierzyną śnieżną, oj grubą dzisiaj, przejezdną. Dobrą na sannę.

    Spaloną w pożarze podłogę zrywaliśmy wczoraj, był czas medytacji przy pracy. Dookoła sad oszroniony i cicha niedziela na wsi. Deseczki oddzielone i każda w stosie na stemplach złożona. Malowałam ją w kwiaty czerwone jak panna skrzynię na wiano, a dziś na niej lilije spłowiałe spod czarnej skóry wydarte. Cisza niebieska od nieba i aksamitna od śniegu i chłopów dłonie spracowane, zmarznięte, uściskiem serdecznym w milczeniu żegnanie...

    Dziękuję.fa9e2694a103ab58.jpegradb9b84b23c2243.jpegj1ccac0b7100158f.jpegvd8017e0bd8bddbe.jpeg

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 5  9.12.2021.Od wiosny? Zapytam. Gdy młoda trawa? W bielutkim tipi z ogniskiem w środku z zapachem ziemi i sadów kwitnących? Tak, drogie  dziadki. To nasza  nowa klasa będzie w Kapkazach. Tipi od Indian,   przybywa z Chodzieży - Mariusza rodzinnego miasta. Z dobrego serca oddane, przez przyjaciół uszyte piękne i mocne. Przed deszczem i słońcem Was będzie chronić, niejednej pieśni nauczy i zagra na bębnach...możeo studni naszej, co  nisko w ogrodzie wśród dzikich śliwek  stoi. Bajki by pisać lub wiersze. Temat głęboki.  Z kamienia cembrowina krzywa, a dno od dawna bez wody. Budę z desek jej zrobiliśmy i kołowrót z sosny . Deski omszały  zielono, a woda stąd dawno  uciekła i dawno już we wsiach wodociąg.  Czasem gdy deszcze padają obfite, nadbiega znów woda podskórna i gada do dziury znajomej, wyschniętej. Klapę otworzyć - to okiem kaprawym  woda  zamruga do dzieci ciekawskich. Odpowie  im głucho  hop hop! Wiaderko wtedy spuszczamy do wnętrza i kręcić mocno trzeba, by chciała się studnia pobawić z  tymi z  miasta, co nigdy jeszcze studni nie poznali...Tak się  nadzieja zaplata w ciąg dalszy z radością życia naszego...I tylko czasem  szepczę do siebie... Wybacz tym drogom zbyt wyboistym, co nie pozwoliły przejechać swobodniej do  celu. I wozom, coś sobie sama cennym ciężarem wypełniła po brzegi, żeś klacze  zgoniła siwe. Wybacz tym ciemnym lasom głębokim, że nie ułatwiały Ci przejścia. Jeżynom i chaszczom co poraniły do krwi. Tym górom wysokim do pokonania by   pejzaż podziwiać w rozległych  dolinach. Wybacz tym łąkom, manowcom, co to śpiewały zbyt słodko i pragnień Twych nie ugasiły. Tej ludzkiej  niecnocie, co nie   umiała  ręki przyjaznej podać i takim bliskim, którzy nie mieli niczego, co chciałaś  tak bardzo  mieć. I tym Niebiesko-Białym podziękuj, że choć tak niewiele mają,  połowę gotowi oddać drugiemu. Chcę jeszcze płakać. Chcę jeszcze biadać. Chcę jeszcze oczy przesłonić od słońca,  nim się pozbieram, nim spokornieję i plan ułożę jasny. Na wiosnę już czekam, by z Wami  Kochani w Nową wyruszyć podróż...Dziękuję.imageimage

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 4 
    30.11.2021Spadł pierwszy śnieg tej jesieni. Okrył Kapkazy jak mokry bandaż. Wyglądam przez okno.. .O świcie, gdy biała ziemia złączona jeszcze z szafirowym niebem i niczego prócz czarnych gałęzi drzew nie można dostrzec, wydawać by się mogło, że nic złego tam się nie zdarzyło. Obraz pamiętam z czasów kiedy  poznałam to miejsce po raz pierwszy.. Kupiliśmy  ten stary dom  z białej cegły  pokryty eternitem i sad. I wielką stodołę i obórkę z kamienia wypełnioną zmurszałym gnojem.. W miejscu  gdzie spłonęła Nowa stała komórka  z desek. Tam trzymaliśmy węgiel i drewno na zimę.. Za domem był  ogród  oddzielony  płotem. Pamiętam bukiet bordowych piwonii w kuchni na stole, i pierwsze spotkanie z Otolią Boczarską, ówczesną właścicielką. Pewnie był czerwiec, a może maj, piwonie uprawiam do dziś i ogród jest  tam gdzie zawsze.Dostaliśmy  wczoraj stoły i ławy. Masywne, z litego drewna, piękne.Postawić zamierzam je  zaraz w stodole i cieszę się z nich jak dziecko. Wczoraj zastukał do nas błękitny pan, znawca architekt -daleki nieznajomy. Rękę podał na powitanie i powiedział że chce  nam pomóc. Uśmiechał się przyjaźnie i mówił spokojnie o konstrukcji dachu,o rozwiązaniach najprostrzych, o budowlanym nadzorze jaki mógłby prowadzić by Nowa  wzrastała szczęśliwie.,,Wieczorem zadzwonił ktoś,  kto  przez życie  wyszlachetniał  jak diament. A błyszczał jak słońce, choć tylko głos słyszałam i śmiech. Ścieżki swe dobroczynne wydeptał by ratować bliskich w nieszczęściu. Wiarą nas napełnił, że może się udać ten niebosiężny plan. No i o piecu do wypalania ceramiki  dobra diagnoza przyszła. Zbadał go pewien inżynier, choć remont będzie drogi,ma szansę na drugie życie, bo jego „tarcza obronna”  z sylikatów i kantalu na tysiąc trzysta stopni wykuta. I komputer nowy dostałam od syna bym mogła dalej  pisać do Was Kochani, ten  dziennik odbudowy, odnowy biologicznej, moralnej, tej Szkoły Wrażliwości ciąg dalszy nastąpi . Dziękujęimageimage
    image

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum 3 Czemuż ach czemuż przetoczyłaś się właśnie po mnie, kamienna kulo złego losu ?Wycisnęłaś, przygniotłaś jak liść? Skąd żeś do mnie przybiegła otucho? Skąd żeś przyfrunęła nadziejo? Na obłoku podniebnym, na ptaku? Na grzbiecie bociana co minionego lata zaczął się osiedlać na czubku modrzewia przed domem? Taką nowinę nam przyniósł? Lepszą, radośniejszą niż medal od ministra - za te lata szerzenia kultury. Rzeka myśli przeze mnie przepływa, noc straszy i ten bociek biały klekocze mi w głowie. Jak się odbudować, od czego zacząć? Czy gliny i słomy wziąć na ściany ? Czy dach zrobić z osikowego wióra? Z gałęzi uwić gniazdo od nowa, czy z pustaków bo prościej i taniej ?Zaśnij już zaśnij -wszystko się przecież zdarza,dzieje się głębszy plan, świat dalej drży cały w oddechu. Łączność kosmiczną nawiązuje a ludzie wokół się modlą, by wszystko płynęło pomyślnie...Dziękuję..E.S.26.11.2021
    https://www.facebook.com/events/252425003542238/?ref=newsfeed
    Czytaj więcej
  • Post Scriptum2Jest czwarta nad ranem. W Kapkazach jest zimno, dookoła  pola i lasy układają się do zimowego snu,Też się układam  lecz sen nie przychodzi, pod ciepłą kołdrą, na miękkim łóżku, a  przy mnie ukochany mężczyzna. Za oknami naszego domu czarna wyrwa, wypalona do żywego  rana śmiertelna. Pogorzelisko. gdzie między  klęską a niebem przepływają wspomnienia  dawnych dni, miesięcy, lat żmudnej  pracy mojej i Mariusza. Tak wiele wydarzeń pięknych, w uniesieniu, spotkań i rozmów przy kominku, zabawy z dziećmi  i gwaru i piosenek... Pada deszcz i opłakuje nasze straty, przemywa  szczątki i fragmenty, liże ocalałe mury jak  pies bezdomny co  ma chore łapy. Robimy  co się da  z nadzieją,aby zachować  choć kawałek podłogi malowanej ręcznie,choć kawałek posadzki w dawnej pracowni  uchronić  przed mrozem, wygrzebać  cenne resztki  ceramiki spopielałej, odnaleźć jej ślady.  Przybywajcie  do nas Błękitni i Biali w pieśni można się wyżalić. Będzie herbata w glinianych naczynkachA  na pociechę słów  dobrych kilka...imageimage
    image
    image
    image
    image

    Czytaj więcej
  • Post Scriptum
    Miłość miesza mi się z lękiem. Wczoraj w nocy spłonęła nasza pracownia ceramiczna.  Straciłam dorobek życia w parę godzin, stojąc bezradnie patrzyłam jak ogień ją trawi .... prosiłam - wybierz drogę do  odwrotu, lecz Strzecha zabrała mi wszystko, jak w złej bajce, koszmarnej, w horrorze. Odrzekła - nie chcesz już mnie? To nic Ci nie zostanie. Płonie tylko materia mówię sobie, ale czuję że umiera tej materii  dusza, że wyje z bólu  i prosi o pomoc. Skąd się bierze w człowieku takie przywiązanie, i taka czułość okropna co  oddaje  swe serce pulsujące we wszystkich szczątkach, we wszystkich  zgliszczach ?Nasze dzieci Szymon i Ania  powiedziały nam: „Nie straciliście  Szkoły Wrażliwości, krąży w żyłach  ludzi, którzy ją poznali i dzięki nim odżyje  jej fizyczne ciało”.Dziękujemy Wam Kochani Przyjaciele za wsparcie,  za wiarę i niezłomność, za otuchę,To  Wy lepicie nas od nowa...jak z gliny, sklejacie skorupy i formujecie „Nową”E.S.   13.11.2021
    image

    Czytaj więcej
Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Opis zrzutki

Stare odchodzi by zrobić miejsce nowemu...


Chwilę po zakończeniu, wymiany starej strzechy na osikowy wiór, który pokazał się światu na chwilę tylko, goły, nie obyty z jesienną pogodą, nowy dach. Pojawił się na chwilę i zaraz zniknął w płomieniach zabierając ze sobą ceramiczną pracownię oraz Nową...

Ogień zabrał ze sobą nasze miejsce pracy, warsztatów, spotkań, prób i kameralnych koncertów Gędziego Chóru.

Znikneły z naszej rzeczywistości, najstarsze ceramiczne dzieła Ewy, instrumenty i sprzęt nagłośnieniowy Gęgdziego Chóru, oba piece ceramiczne, szkliwa, formy... oraz romanyczny duch glinosłomianego domu z jego kominkiem, ciepłem, czerwienią zachodzącego słońca.

Właściwie spaliła się Szkoła Wrażliwości w Kapkazach jaką znacie i kilkadziesiąt lat naszej pracy ...a propo pracy - właśnie straciliśmy też i miejsce pracy.


Prosimy o wsparcie duchowe, finansowe oraz fizyczne, bo przyda się każda złotówka i para rąk do pracy, aby jak najszyb... jak najlepiej zawitało nowe, nowe, nowe!





Pierwsza na świecie karta do przyjmowania wpłat. Karta Wpłatnicza.
Pierwsza na świecie karta do przyjmowania wpłat. Karta Wpłatnicza.
Dowiedz się więcej

Nikt nie założył jeszcze skarbonki do tej zrzutki lub żadna z założonych skarbonek nie zebrała środków.

Wpłacający 548

 
Dane ukryte
1 zł
CK
Chór Kameralny Fermata
1 800 zł
SK
Anna Hofman
2 311 zł
 
Dane ukryte
ukryta
JF
Jan Flis
1,23 zł
MK
750 zł
PC
Piotr Czuba
ukryta
 
Dane ukryte
50 zł
 
Dane ukryte
30 zł
IM
Iga Modzelewska
150 zł
Zobacz więcej

Komentarze 24

 
2500 znaków

Lokalizacja

Kapkazy 10, 26-010

Wiącka, Poland

Zobacz na mapie
map pin

Nasi użytkownicy założyli

852 435 zrzutek

i zebrali

738 029 309 zł

A ty na co dziś zbierasz?