id: w6g8kn

Serce bije dla szóstki dzieci. Ciało walczy z rakiem. Pomóż!

Serce bije dla szóstki dzieci. Ciało walczy z rakiem. Pomóż!

 
Justyna Czechowska

Opis zrzutki

Scroll down for English version


Moje serce bije dla szóstki dzieci, a dusza i ciało tęsknią za wielkim błękitem. Pomóż mi pokonać raka!


Mam na imię Luiza. Mam 46 lat i jestem mamą szóstki wspaniałych dzieci. To dla nich każdego dnia wstaję rano i to dla nich walczę dziś o zdrowie.


Przez lata wielu mieszkańców Krakowa, Trójmiasta, Warszawy i innych miast znało mnie jako twórczynię nowoczesnej kuchni azjatyckiej i pierwszych ramenów nad Wisłą, karmiłam ludzi i żyłam swoją pasją. Praca była dla mnie nie tylko źródłem utrzymania, ale także sposobem okazywania miłości. O moich restauracjach Yellow Dog, czy Ramen Girl było głośno. W ciszy próbowałam zachować życie prywatne, które jest zarówno najpiękniejszym doświadczeniem jak i najtrudniejszym, samotnie wychowuję i utrzymuję szóstkę dzieci. Ich ojcowie nie uczestniczą w ich wychowaniu ani w ich utrzymaniu, dlatego zawsze mogłam liczyć wyłącznie na własną pracę, siłę i determinację, oraz na moją mamę i przyjaciół. Nie przypuszczałam, że przyjdzie dzień, w którym będę musiała prosić o pomoc także innych.


4 lipca 2025 roku usłyszałam diagnozę: agresywny rak piersi o bardzo wysokim ryzyku przerzutów i nawrotu. Lekarze skierowali mnie na natychmiastowe leczenie. Kilka tygodni później wydarzyło się coś, co przeżyłam jeszcze boleśniej niż własną diagnozę. Podczas spaceru nad morzem moja najstarsza córka spadła z klifu. Doznała poważnych obrażeń czaszki i obojczyka. Przez wiele miesięcy była unieruchomiona i wymagała opieki. W tamtym momencie najważniejsze było dla mnie ratowanie dziecka, dlatego opóźniłam własne leczenie.


Gdy wreszcie rozpoczęłam walkę z nowotworem, mój organizm bardzo źle zniósł chemioterapię. Wystąpiły ciężkie powikłania: zakrzepica, zatorowość, zaburzenia pracy szpiku, skrajne spadki odporności oraz inne groźne reakcje. Lekarze musieli przerwać leczenie, ponieważ stało się ono zbyt niebezpieczne.


Przeszłam operację i radioterapię. Wyniki przyniosły nadzieję, ale nie bezpieczeństwo. Nadal żyję z bardzo wysokim ryzykiem nawrotu choroby. Dodatkowo wykryto u mnie zmiany w tarczycy i nadnerczu, które wymagają stałej kontroli specjalistycznej.

Skutki leczenia odczuwam każdego dnia. Zmagam się z bolesną polineuropatią, problemami ze wzrokiem, uszkodzeniem serca oraz silnymi dolegliwościami układu ruchu. Są dni, gdy ból obejmuje całe ciało. Bardzo szybko się męczę i nie jestem w stanie wrócić do pracy, którą tak kocham.


Przede mną jeszcze wiele lat leczenia hormonalnego, którego skutki uboczne również upośledzają motorykę. Liczę, że uda mi się z nimi uporać poprzez intensywną rehabilitację, sport i suplementację, a ostatecznie doczekam wejścia na rynek nowocześniejszych leków nie dających tak rozległych konsekwencji. Najbliższe 3–5 lat będą kluczowe, ponieważ właśnie wtedy ryzyko pojawienia się przerzutów jest najwyższe. Muszę regularnie wykonywać specjalistyczne badania, konsultować się z lekarzami, przechodzić rehabilitację i reagować natychmiast na wszelkie sygnały ostrzegawcze.


Zebrane środki zostaną przeznaczone na:

• zabezpieczenie potrzeb moich dzieci oraz moich w czasie, gdy choroba uniemożliwia mi powrót do pracy;

• specjalistyczną diagnostykę onkologiczną, badania obrazowe, badania genetyczne i konsultacje lekarskie;

• rehabilitację neurologiczną i ruchową pomagającą odzyskać sprawność; koszty zajęć sportowo rehabilitacyjnych;

• leki, specjalistyczne żywienie medyczne oraz suplementację wspierającą organizm po leczeniu;

• nowoczesne terapie, które mogą dać mi dodatkową szansę na uniknięcie nawrotu choroby oraz poprawić moją kondycję.


Oprócz moich wspaniałych dzieci, jest jeszcze coś, co daje mi siłę. Od wielu lat moją wielką pasją jest nurkowanie na wstrzymanym oddechu. Freediving nauczył mnie zachowywać spokój tam, gdzie inni odczuwają lęk. Nauczył mnie walczyć o każdy oddech i doceniać każdą chwilę. Dziś moje marzenie jest bardzo proste. Chcę wyzdrowieć. Chcę wrócić do pracy. Chcę patrzeć, jak dorastają moje dzieci. Chcę znów zanurzyć się w moim ukochanym błękicie, bez bólu, bez strachu i bez raka.


Jeśli możesz, pomóż mi zawalczyć o tę przyszłość. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde dobre słowo mają ogromne znaczenie.


Dziękuję z całego serca za pomoc i za to, że jesteście ze mną w tej walce.


Luiza

Justyna Czechowska, właścicielka zbiórki, jest moją bliską przyjaciółką


zdjęcia z archiwum prywatnego

zdjęcie z kuchni Monika Walecka


***

My Heart Beats for Six Children, and My Soul and Body Long for the Deep Blue. Please Help Me Fight Cancer!


My name is Luiza. I am 46 years old and the mother of six wonderful children. They are the reason I get up every morning, and they are the reason I am fighting for my health today. 

For many years, people across knew me as a creator of modern Asian cuisine and one of the pioneers of ramen culture in Poland. I fed people out of passion - my work was not only a source of income but also a way of expressing love. I have raised and supported six children on my own. Their fathers have not been involved in their upbringing or financial support, so I have always relied solely on my own work, strength, determination, as well as the support of my mother and friends. I never imagined that the day would come when I would have to ask others for help as well.


On July 4, 2025, I received a devastating diagnosis: an aggressive form of breast cancer with a very high risk of recurrence and metastasis. My doctors referred me for immediate treatment. Just a few weeks later, something happened that was even more painful for me than my own diagnosis. During a walk by the sea, my eldest daughter fell from a cliff. She suffered serious injuries to her skull and collarbone. For many months, she was immobilized and required constant care. At that moment, saving my child was my highest priority, so I postponed my own treatment. 


When I finally began my fight against cancer, my body reacted very poorly to chemotherapy. Severe complications developed, including thrombosis, pulmonary embolism, bone marrow dysfunction, extreme immune suppression, and other serious adverse reactions. My doctors were forced to stop the treatment because it had become too dangerous.

I underwent surgery and radiotherapy. The results brought hope, but not certainty. I still live with a very high risk of the disease returning. In addition, abnormalities were discovered in my thyroid and adrenal gland, both of which require ongoing specialist monitoring.


I feel the effects of treatment every day. I struggle with painful polyneuropathy, vision problems, heart damage, and severe musculoskeletal issues. Some days, the pain affects my entire body. I become exhausted very quickly and am unable to return to the work that I love so much.

I still face many years of hormone therapy, whose side effects also impair my mobility and physical functioning. I hope to overcome these challenges through intensive rehabilitation, exercise, and supplementation, and ultimately to benefit from newer treatments that may become available and cause fewer long-term complications. The next three to five years will be critical, as this is when the risk of metastasis is at its highest. I must undergo regular specialist examinations, rehabilitation, and respond immediately to any warning signs.


Besides my wonderful children, there is something else that gives me strength. For many years, one of my greatest passions has been freediving. Freediving has taught me to remain calm where others feel fear. It has taught me to fight for every breath and to appreciate every moment. Today, my dream is very simple. I want to recover. I want to return to work. I want to watch my children grow up. I want to immerse myself once again in the deep blue that I love so much—without pain, without fear, and without cancer.


If you are able, please help me fight for that future. Every donation, every share, and every kind word means more than you can imagine.


The funds raised will be used for:

·       Supporting my children and myself during the period when my illness prevents me from returning to work;

·       Specialized oncology diagnostics, genetic testing, and medical consultations;

·       Neurological and physical rehabilitation to help me regain strength and mobility, including the costs of therapeutic exercise and rehabilitation programs;

·       Medications, specialized medical nutrition, and supplements to support my recovery after treatment;

·       Modern therapies that may provide an additional chance to prevent recurrence and improve my overall condition.

Thank you from the bottom of my heart for your support and for standing with me in this fight.


Luiza

Justyna Czechowska, the organizer of this fundraiser, is my close friend.

Photos from my private archive.

Kitchen photograph by Monika Walecka.

 

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez