Odleżyny zjadają moje ciało! Potrzebuję Was! Pomocy!
Odleżyny zjadają moje ciało! Potrzebuję Was! Pomocy!
Opis zrzutki
UWAGA! Kochani, zdjęcia, które publikuję w tej zbiórce są drastyczne.
Ostrzegam osoby wysokowrażliwe.
Robię to, ponieważ wtedy słyszę: "nie miałam pojęcia z czym się mierzysz!! Myślałem że rany to takie po wierzchu!!"
Na samym dole znajdziecie Państwo także rozliczenia kosztów oraz dokumentację medyczną, którą będę sukcesywnie uzupełniać.
Dziękuję Państwu za okazane wsparcie, za dobre serca i za empatię. To dla mnie naprawdę wiele znaczy!
We wtorek 24 lutego będę przyjęta do szpitala w Otwocku, który zdecydował się na leczenie mnie w sytuacji, kiedy inny odmówili pomocy. Mam nadzieję, że to zakończy moje ponad trzyletnie zmaganie się z odleżynami i ich powikłaniami...
Czasami mam wrażenie, że jestem w tym piekle już od zawsze i ono się nigdy nie skończy...
Obiecuję Wam, że każdą podarowaną mi złotówkę wykorzystam na poprawę mojego zdrowia, leczenie, wzmocnienie, rehabilitację i powrót do normalnego życia.
Każda nadwyżka, jaką mi Państwo podarowaliście jest pieczołowicie wpłacana na konto oszczędnościowe z przeznaczeniem na ewentualną operację za granicą. Ja jestem zweryfikowana przez portal zrzutka.pl, który regularnie wymaga ode mnie dokumentów medycznych, paragonów czy faktur.
Możecie być Państwo pewni, że każdy grosz, jakim mnie wsparliście to krok do przodu w moim procesie zdrowienia. Każdym groszem dmuchacie mi w plecy, żeby mi się szło (a właściwie jechało ;-)) łatwiej i pewniej.
Mam głęboką wiarę, że to dobro na pewno do Was wróci!
AKTUALIZACJA 1 lutego 2026
Poniżej kilka zdjęć ze zmiany opatrunku, ponieważ zaczęłam ostatnio bardzo krwawić i pytacie, ile jest tej krwi. Niestety czasem sporo. Kiedy jest założone podciśnienie, to przez noc „wyciąga” jakieś 200 ml krwi.
Na szczęście mam wizytę w Otwocku 4 lutego i bardzo liczę na pomoc tamtego lekarza.
Niech ten koszmar się już skończy...
Na prośbę wielu osób zrobiłam skróconą wersję leczenia.
Z odleżynami walczę od 2022 roku, kiedy to po operacji niedrożności jelitowej zrobiła się pierwsza, na kości krzyżowej. W kolejnym roku pojawiły się dwie następne – na obu krętarzach. Są to odleżyny najwyższego, czyli IV i V stopnia oraz stanowią bezpośrednie zagrożenie życia.
W sierpniu 2024 roku w Szpitalu Praskim w Warszawie przeszłam pierwszą operację plastyczną zamknięcia tych odleżyn. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Rany otworzyły się i powiększyły, sięgając gości kręgosłupa oraz kości biodrowych.
Przez niemal rok leczyłam je ambulatoryjnie w Przychodni Przyszpitalnej Szpitala Praskiego stosując specjalistyczne opatrunki oraz system podciśnieniowego leczenia ran. Niestety stan ran nie poprawił się, a mój ogólny stan zdrowia ulegał stałemu pogorszeniu wskutek utraty białek, osocza, krwi i regularnie pojawiających się zakażeń bakteryjnych.
8 sierpnia 2025 trafiłam na SOR Szpitala Praskiego z podejrzeniem zakażenia całego organizmu i rzeczywiście lekarze zdiagnozowali sepsę. Od tego dnia do 28 października 2025 byłam leczona na Oddziale Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Praskiego, gdzie poddano mnie kilku operacjom m.in. wycięto torebki stawów biodrowych i oczyszczono tkanki systemem Lavage, pozostawiając półluźny, stale podwichający się staw biodrowy.
W trakcie hospitalizacji, mimo początkowej poprawy doszło do zakażenia tkanek wokół kości udowej, co doprowadziło do kolejnej sepsy. Przetoczono mi ogółem 14 jednostek krwi.
Po konsultacji z lekarzami z Oddziału Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Leczenia Oparzeń Wojskowego Instytutu Medycznego przeniesiono mnie 28 października tamże, gdzie przeszłam dwie
operacje rekonstrukcyjne, podczas których wycięto okolice krzyżową i krętarzową, a na kość krzyżową przesunięto płat mięśni i skóry, natomiast na krętarzową przeszczepiono płat powięzi szerokiej i płat skóry.
25 listopada wypisano mnie do domu i od tego czasu regularnie, co dwa tygodnie odwiedzałam przyszpitalną przychodnie. Niestety mój stan zdrowia regularnie się pogarszał i podczas rutynowej wizyty 13 stycznia 2026 zostałam natychmiast przyjęta na oddział, gdzie spędziłam dwa tygodnie na Sali Intensywnego Nadzory, ponieważ lekarze znów stwierdzili sepsę.
Przy badaniu tomograficznym okazało się, że mam zakażone oba stawy biodrowe, zakażenie kości udowej oraz martwicę głowy kości udowej. Po naradzie lekarzy z trzech oddziałów (Ortopedii i Traumatologii, Chirurgii Plastycznej oraz Zakażeń Narządu Ruchu) odstąpiono od operacji motywując to niewielką szansą jej powodzenia i ogromnym ryzykiem mojego zgonu.
26 stycznia wypisano mnie do domu informując, że wyczerpane zostały możliwości dalszego leczenia, a lekarze z tego szpitala odstąpili od leczenia mówiąc, że nie podejmą się tak skomplikowanej operacji. Jednocześnie zalecono mi comiesięczne wizyty w poradni oraz regularne stosowanie systemu podciśnieniowego VAC.
Przeszłam etap dodatkowych konsultacji, w tym prywatnych. Szukałam lekarza i szpitala,
który podejmie się tego wyzwania.Nie chciałam się poddawać. Otrzymałam dziesiątki kontaktów do lekarzy i placówek medycznych od Państwa. Umówiłam się na dwie konsultacje do dr Stanisława Raka ze Szpitala w Otwocku. Tam znajduje się Oddział Leczenia Zakażeń kości. Lekarz podjął decyzję o leczeniu mnie od 24 lutego.
Wiążę z tym ogromne nadzieję i proszę o trzymanie za mnie kciuków!
Bardzo chcę żyć!!!

AKTUALIZACJA
Poniżej zebrałam wszystkie koszty, jakie zmuszona jestem ponosić w związku z moją chorobą i długotrwałym leczeniem.
Do każdej pozycji załączam link do produktu. Będę wdzięczna za każdą, nawet najmniejszą pomoc. Nawet złotówka się liczy!
Oczywiście jeśli ktoś zechce kupić mi coś z tej listy, to jest to dla mnie także ogromna pomoc! Dziękuję!
Wszystkie produkty i ich ilości są zapotrzebowaniem na miesiąc:
Opatrunki do urządzenia VAC, czyli do podciśnieniowego leczenia ran - 2 sztuki(bo mam dwie rany) co trzy dni - 10 sztuk na miesiąc = 179,99 PLN x 2 x 10 = 3599,80 PLN
Kanister do zbiórki wydzieliny z ran do urządzenia VAC - 1 sztuka do dwa dni - 15 sztuk na miesiąc = 163,50 PLN x 15 = 2452,50 PLN
Podkłady higieniczne 90x60 - 2 sztuki dziennie = 60 sztuk na miesiąc - 72 PLN x 2 (opakowanie po 30 sztuk) = 144 PLN
https://chlonne24.pl/podklady-higieniczne-tena-bed-plus-60x90-30-sztuk
Pieluchy dla dorosłych - 2 sztuki dziennie = 60 sztuka na miesiąc - 35,70 PLN (po refundacji) x 2 sztuki (opakowanie po 30 sztuk) = 71,40 PLN
https://chlonne24.pl/pieluchomajtki-na-rzepy-super-seni-30-sztuk
Preparaty białkowe, żywienie specjalistyczne. Resource Diabet Plus - 2 sztuki dziennie - 38,09 PLN( opakowanie 4 sztuki ) czyli 19 PLN x 2 x 30 = 570 PLN
Protifar - proszek wysokobiałkowy - 52,23 PLN
Granudacyn, preparat do odkażania ran. Opcjonalnie może być Mikrodacyn - 2 sztuki na miesiąc - 67,90 PLN x 2 = 135,80 PLN
Braunovidon maść 250 g - 91 PLN
https://aptekacurate.pl/product-pol-36811-Braunovidon-masc-0-1-g-g-250-g-tuba.html
Nie liczę tutaj już suplementów diety, leków, gazy, kompresów jałowych, rękawiczek i innych rzeczy używanych codziennie przy leczeniu ran.
Miesięczna kwota to 7116. Ponad siedem tysięcy miesięcznie! To jest jakiś koszmar!
Przypominam, że nie mam żadnych świadczeń, pozostaje mi jedynie zasiłek chorobowy, który zresztą skończy mi się w marcu...
JESTEM ZAŁAMANA...
Bardzo Was proszę o pomoc, bez Was sobie nie poradzę.
DZIĘKUJĘ!
USTAWIŁAM KWOTĘ ZRZUTKI NA 10 miesięcy leczenia, choć jestem przekonana, że te środki - jeśli uda się je zebrać - wystarczą na znacznie krócej.
Choroba jest tak niemiłosiernie droga...
Dziękuję za każdą wpłatę! Nawet złotówka ma znaczenie! Tylko dzięki Waszej pomocy mam szanse na leczenie ❤️
MOJA HISTORIA
UWAGA AKTUALIZACJA
Dziś, to jest 26 stycznia 2026 roku zostałam wypisana do domu z diagnozą, której nikt nie chciałby usłyszeć. Kilka dni temu lekarze powiedzieli: "nic już nie możemy pani zaoferować, nic nie możemy zrobić". Okazało się bowiem po badaniu tomograficznym, że mam rozległe zakażenie kości oraz stawów biodrowych oraz głowic kości udowych.
Normalnie takie rzeczy się operuje poprzez amputację stawów i kości. Niestety konsylium lekarskie, które zebrało się, aby omówić mój przypadek uznało, że nie ma sensu mnie operować. Po pierwsze dlatego, że jest zbyt wysokie ryzyko takiej operacji. Po prostu mogę jej nie przeżyć. Dwa to sama operacja nie musi wcale przynieść pożądanego efektu, a tylko może mnie zabić.
Wypisano mnie do domu z zaleceniami, że mam o siebie dbać, dobrze się odżywiać i uważać, aby nie zakazić rany.
Ale wiecie, jak to jest. To są otwarte rany sięgające do kości. Zakażenie tego jest banalnie proste.
Lekarze mówią, że mogę z tym żyć, ale jak długo? Może 10 lat, ale też jutro mogę dostać sepsy i umrzeć.
Nie chcę jeszcze umierać...
Mam tyle planów, tyle marzeń.
Poza tym Zośka by tego nie przeżyła...
Moja historia:
Mam na imię Agnieszka. Od 20 lat żyję na wózku – wypadek przerwał mój rdzeń kręgowy i odebrał mi sprawność od pasa w dół. Przez lata nauczyłam się żyć z bólem, operacjami, ograniczeniami. Ale to, co spotkało mnie teraz, jest ciosem, którego się nie spodziewałam.
Od trzech lat walczę z odleżynami IV i V stopnia – najcięższymi w skali medycznej. To nie są zwykłe rany. To głębokie dziury w moim ciele, sięgające aż do kości. Martwica zjadła mięśnie, skórę, ścięgna. Kilka tygodni temu byłam o krok od śmierci – trafiłam do szpitala w stanie krytycznym, na granicy sepsy. Lekarze ratowali mnie dzień i noc.
Przeszłam w sumie cztery zabiegi - dwa związane z czyszczeniem ran, usuwaniem martwych tkanek - mięśni, ścięgien, powięzi. Dwie kolejne to operacje plastyczne - rekonstrukcja tkanek, przeszczepy mięśni i skóry.
To były bardzo ciężkie i obciążające operacje. Do dziś dochodzę do siebie, jestem bardzo słaba, mam wyjątkowo obniżoną odporność.
Wyszłam ze szpitala na chwilkę, na Święta, które spędziłam w łóżku, ale szczęśliwa, że jestem ze swoją ukochaną psinką.
Niestety 13 stycznia 2026 okazało się, że bakterie znów zaatakowały mój organizm.
Obecnie leżę w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie i mam sepsę. Lekarze w porę zareagowali odpowiednimi antybiotykami. Czeka mnie kolejna operacja ostatniej, trzeciej odleżyny. Ta, która została jest najpoważniejsza, największa i najtrudniejsza. Bakterie "wyżarły' wszystko w okolicy stawu biodrowego i teraz jest tam pusta przestrzeń, ogromna jama z odsłoniętą kością. To bezpośrednie zagrożenie życia.
Każdy dzień to walka i ogromne koszty: opatrunki, nutridrinki, suplementy, leki przeciwbólowe. Nie wiem, ile to wszystko będzie kosztować. Wydaję z dnia na dzień, żeby przeżyć.
Leczenie odleżyn jest niewiarygodnie kosztowne, a przecież to tylko element mojej codzienności. Do kosztów dochodzą pieluchy, podkłady, cewniki, zabezpieczenia, opieka pielęgniarska, materac przeciwodleżynowy, poduszka przeciwodleżynowa i długa oraz kosztowna rehabilitacja. Jestem na początku drogi, a już choroba drenuje moje kieszenie. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co będzie, kiedy wyjdę ze szpitala.
Każda wpłata to dla mnie ogromna ulga i nadzieja, że przetrwam ten koszmar.
Proszę, pomóżcie mi. Udostępnijcie, wpłaćcie, dajcie mi szansę.
Dziękuję!
Agnieszka
UWAGA!
Na prośbę wielu osób zrobiłam skróconą wersję leczenia.
Z odleżynami walczę od 2022 roku, kiedy to po operacji niedrożności jelitowej zrobiła się pierwsza, na kości krzyżowej. W kolejnym roku pojawiły się dwie następne – na obu krętarzach. Są to odleżyny najwyższego, czyli IV i V stopnia oraz stanowią bezpośrednie zagrożenie życia.
W sierpniu 2024 roku w Szpitalu Praskim w Warszawie przeszłam pierwszą operację plastyczną zamknięcia tych odleżyn. Niestety zakończyła się ona niepowodzeniem. Rany otworzyły się i powiększyły, sięgając gości kręgosłupa oraz kości biodrowych.
Przez niemal rok leczyłam je ambulatoryjnie w Przychodni Przyszpitalnej Szpitala Praskiego stosując specjalistyczne opatrunki oraz system podciśnieniowego leczenia ran. Niestety stan ran nie poprawił się, a mój ogólny stan zdrowia ulegał stałemu pogorszeniu wskutek utraty białek, osocza, krwi i regularnie pojawiających się zakażeń bakteryjnych.
8 sierpnia 2025 trafiłam na SOR Szpitala Praskiego z podejrzeniem zakażenia całego organizmu i rzeczywiście lekarze zdiagnozowali sepsę. Od tego dnia do 28 października 2025 byłam leczona na Oddziale Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Praskiego, gdzie poddano mnie kilku operacjom m.in. wycięto torebki stawów biodrowych i oczyszczono tkanki systemem Lavage, pozostawiając półluźny, stale podwichający się staw biodrowy.
W trakcie hospitalizacji, mimo początkowej poprawy doszło do zakażenia tkanek wokół kości udowej, co doprowadziło do kolejnej sepsy. Przetoczono mi ogółem 14 jednostek krwi.
Po konsultacji z lekarzami z Oddziału Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Leczenia Oparzeń Wojskowego Instytutu Medycznego przeniesiono mnie 28 października tamże, gdzie przeszłam dwie
operacje rekonstrukcyjne, podczas których wycięto okolice krzyżową i krętarzową, a na kość krzyżową przesunięto płat mięśni i skóry, natomiast na krętarzową przeszczepiono płat powięzi szerokiej i płat skóry.
25 listopada wypisano mnie do domu i od tego czasu regularnie, co dwa tygodnie odwiedzałam przyszpitalną przychodnie. Niestety mój stan zdrowia regularnie się pogarszał i podczas rutynowej wizyty 13 stycznia 2026 zostałam natychmiast przyjęta na oddział, gdzie spędziłam dwa tygodnie na Sali Intensywnego Nadzory, ponieważ lekarze znów stwierdzili sepsę.
Przy badaniu tomograficznym okazało się, że mam zakażone oba stawy biodrowe, zakażenie kości udowej oraz martwicę głowy kości udowej. Po naradzie lekarzy z trzech oddziałów (Ortopedii i Traumatologii, Chirurgii Plastycznej oraz Zakażeń Narządu Ruchu) odstąpiono od operacji motywując to niewielką szansą jej powodzenia i ogromnym ryzykiem mojego zgonu.
26 stycznia wypisano mnie do domu informując, że wyczerpane zostały możliwości dalszego leczenia, a lekarze z tego szpitala odstąpili od leczenia mówiąc, że nie podejmą się tak skomplikowanej operacji. Jednocześnie zalecono mi comiesięczne wizyty w poradni oraz regularne stosowanie systemu podciśnieniowego VAC.
Przeszłam etap dodatkowych konsultacji, w tym prywatnych. Szukałam lekarza i szpitala,
który podejmie się tego wyzwania.Nie chciałam się poddawać. Otrzymałam dziesiątki kontaktów do lekarzy i placówek medycznych od Państwa. Umówiłam się na dwie konsultacje do dr Stanisława Raka ze Szpitala w Otwocku. Tam znajduje się Oddział Leczenia Zakażeń kości. Lekarz podjął decyzję o leczeniu mnie od 24 lutego.
Wiążę z tym ogromne nadzieję i proszę o trzymanie za mnie kciuków!
Bardzo chcę żyć!!!























Dokumentację medyczną będę publikowała od najnowszej do tyłu.






trzymajcie się Dziewczyny 💚🐾💚🐾💚
Zdrowia życzę!!!
Aguś, trzymaj się! Jesteś silna 💪
Kochana damy radę żaden ZUS nas nie pokona 😍
😇😇😇