Matka i córka na krawędzi — potrzebują nas teraz
Matka i córka na krawędzi — potrzebują nas teraz
Opis zrzutki
Polinę i Sonię poznałam w lipcu tego roku. Była samodzielną mamą, tak jak ja, i przyjechała z Ukrainy. Pamiętam naszą rozmowę na stołówce — Polina martwiła się o córkę, bo przez jej ADHD trudno jej było uczestniczyć w zajęciach dla dzieci. Zebrało się wtedy kilka mam; wszystkie wysłuchałyśmy jej ze zrozumieniem i każda podzieliła się swoim doświadczeniem. Prosta rozmowa, a jednak było widać, że Polinie ulżyło — już miała kilka pomysłów, jak wesprzeć córkę.
Od takich spotkań wszystko się zaczyna...
Dziś Polina zmaga się z groźbą przymusowego powrotu do ogarniętej wojną Ukrainy.
Historia Poliny i Sonii:
W 2024 roku Polina miała poważny wypadek: złamała nogę, trafiła do szpitala, przeszła dwie operacje. Dzięki ogromnej determinacji szybko wróciła do codziennego życia. Znowu mogła pracować jako psycholożka w szkole, zajmować się swoją 10-letnią córką Sonią i wspierać chorą mamę. Prowadziła spokojne, choć pełne wyzwań życie w Warszawie.
Wszystko runęło w jednej chwili, gdy w sierpniu tego roku odebrała pismo z ZUS-u. W liście zażądano od niej zwrotu świadczeń rehabilitacyjnych udzielonych po wypadku — aż 26 000 zł. Od tamtej pory ZUS co miesiąc ściąga z jej konta wszystko ponad minimalne wynagrodzenie. Polinie ledwo starcza na utrzymanie siebie i dziecka.
Dopiero później wyszło na jaw, że firma, dla której wtedy pracowała, w ogóle nie opłacała jej składek zdrowotnych — a dziś już nie istnieje.
Jeśli ta sprawa z ZUS-em nie zostanie szybko rozwiązana, Polina i jej córka zostaną zmuszone do powrotu do ogarniętej wojną Ukrainy. To byłaby ogromna tragedia, zwłaszcza dla Soni — dziecka nieneurotypowego, z diagnozą autyzmu i ADHD, które do rozwoju potrzebuje stabilności, wsparcia i dostępu do terapii.
Ja tutaj zbieram tylko część tej kwoty — to fragment mojej własnej drogi. Biorę udział w Long Dance, wydarzeniu charytatywnym, w którym każdy uczestnik prowadzi zbiórkę na wybrany przez siebie cel. Ja wybrałam Polinę i Sonię, bo ich historia naprawdę mnie poruszyła. Trudno mi przejść obojętnie obok kogoś, z kim dzieliłam czas, a kto dziś tak bardzo potrzebuje wsparcia.
Wierzę, że każdy z nas nosi w sobie ogromną moc, która ucieleśnia się w naszych czynach. Dlatego dzielę się nią z tymi, którzy czekają na pomocną dłoń.
Teraz czas na Ciebie.