id: wmk7g3

Wykastrowana? To nie chcemy...

Wykastrowana? To nie chcemy...

 
Adrianna Milewska

Opis zrzutki

Mieszkałam w budzie.

Rodziłam szczeniaki, calutki calutki czas...

Tylko szczeniaczki, szczeniaczki i szczeniaczki.

Mojego Pana nic innego nie interesowało.

Zima, wiosna, lato i jesień. Każdy dzień spędzałam samotnie w budzie.. Zapomniałam wspomnieć, że wcale nie miałam całego podwóreczka. Miałam swój kojec, ogrodzony siatką kwadracik ubitej ziemi. Nie znałam niczego innego więc kiedy otwierali furtkę to wcale nie chciałam wychodzić. Po prostu biegałam przy siatce i szczekałam. Ale nadszedł ten dzień. Sylwester! Pan jak zwykle przyszedł mnie nakarmić i dosłownie minutę później usłyszałam straszny hałas. Wystrzał! I to nie jeden tylko kilka pod rząd! Uciekałam, biegłam prosto przed siebie. Ciągle w głowie miałam ten straszny dźwięk, nie mogłam się zatrzymać... Aż wreszcie moje łapki odmówiły posłuszeństwa i schowałam się w takiej norce. Było błoto ale przynajmniej nie padało na głowę. Tam spędziłam kilka dni ale zgłodniałam więc musiałam wyjść. Chciałam wrócić do domu ale nie potrafiłam. I tak znalazła mnie pewna dziewczyna, sama szukała pomocy i przywiozła mnie tutaj do cioci.


Na początku bałam się strasznie. Nie wiedziałam co to za ludzie i czego ode mnie chcą. Bałam się podłogi i wszystkiego wokół. Więc spałam. Spałam i spałam, a ciocia myślała, że odsypiam tułaczkę. Zgłaszało się mnóstwo ludzi podających się za właścicieli... Przy drugiej wizycie u weterynarza zrobiliśmy bardziej szczegółowe badania bo ciocię martwiło to, że ciągle tylko leżę. Wiadomości nie były dobre. USG wyszło fatalne-ropomacicze. Musimy operować. Nie było co się zastanawiać, czekać na właściciela. Trzeba było podejmować decyzję. I tak się złożyło, że znalazł się też mój właściciel. Opowiedział historię jak to uciekłam w sylwestrowe popołudnie wystraszona petardami i jak bardzo mu zależy abym wróciła. Jak tylko dowiedział się, że jestem po kastracji to od razu mu się odwidziało. Zaczął obrażać ciocię. Jak to można tak bez jego zgody?! Nie obchodzi go, że to zabieg ratujący życie-on nie wyraził na to zgody!! Na koniec rzucił słuchawką i powiedział, że w takim razie to on już mnie nie chce...


I tak mamy nową podopieczną w fundacji. Suczka dochodzi do siebie i niedługo będzie do adopcji ale najpierw prosimy o pomoc w opłaceniu jej zabiegu i profilaktyki. Mała niedługo jedzie do fryzjera więc będzie jeszcze piękniejsza bo kochana jest niesamowicie ♥

Komentarze 1

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez