Opis zrzutki

Cześć, jestem Jula. Niektórzy znają mnie jako Dreadyula. Mam 33 lata i czeka mnie konieczna operacja kręgosłupa lędźwiowego, bez której na ten moment nie mogę chodzić.


Moja historia zaczęła się ponad 3 lata temu, w marcu 2023 roku. Całą dokumentację medyczną zamieściłam w galerii.


Pewnego dnia pojawił się ogromny ból pleców, który unieruchomił mnie na prawie 3 miesiące. Z osoby bardzo energicznej, towarzyskiej, będącej niemal wszędzie, nagle stałam się osobą leżącą, niefunkcjonujacą.

Okazało się, że mam dwie duże przepukliny krążków międzykręgowych w odcinku lędźwiowym – L4/L5 oraz L5/S1.


W czerwcu przeszłam dwutygodniową rehabilitację, która powoli pozwoliła mi wrócić do sprawności. Zmieniłam nawyki, zaczęłam codziennie ćwiczyć, regularnie korzystać z masaży i fizjoterapii. Mimo tego ból nadal pojawiał się każdego dnia.

W grudniu przeszłam kolejne dwa tygodnie rehabilitacji i zabiegów. Bywały dni, kiedy było lepiej, ale były też takie, kiedy nie byłam w stanie podnieść się z łóżka.

Mimo wszystko z całych sił starałam się żyć aktywnie, pracować i uczestniczyć w życiu towarzyskim – na tyle, na ile pozwalały mi plecy.

Kolejny rok był dla mnie bardzo stresujący również z powodów prywatnych, co niestety dodatkowo odbiło się na moim zdrowiu. Próbowałam wszystkiego, co mogło mi pomóc – różnych metod leczenia, zabiegów, masaży. Byłam u chiropraktyków i osteopatów. Cały czas szukałam sposobu, żeby uniknąć operacji, codzienne ćwiczenia lekko pomogły zmniejszyć dolną przepuklinę (L5/S1).


Niestety, od maja do września 2025 roku mój stan bardzo się pogorszył. Ucisk na nerw (L4/L5) był tak duży, że pojawiła się rwa kulszowa. Przez kilka miesięcy, 24 godziny na dobę, miałam zdrętwiałą nogę.


Już wtedy lekarze i fizjoterapeuci kierowali mnie na operację. Paraliżował mnie jednak strach. Za wszelką cenę chciałam jej uniknąć, bo wtedy uważałam, że mój stan nie jest jeszcze krytyczny.

Uratował mnie lekarz, który w trybie pilnym wykonał mi blokadę transforaminalną, nadtwardówkową i okołokorzeniową – zabieg polegający na podaniu leku w okolice korzenia nerwowego pod kontrolą RTG. Dzięki działaniu przeciwbólowemu i przeciwzapalnemu udało mi się wrócić w miarę do funkcjonowania.


W marcu 2026 roku niestety nastąpiło kolejne, bardzo duże pogorszenie. Przez dwa tygodnie praktycznie nie mogłam chodzić.

W ostatnim czasie moje życie zaczęło się ograniczać właściwie do jednego celu – przetrwać każdy dzień, zarobić pracując na tyle, na ile mi ból pozwalał, oraz zadbać o podstawowe potrzeby i dalsze leczenie.

W czerwcu ponownie nastąpiło pogorszenie. W lipcu zdecydowałam się na kolejne blokady u tego samego lekarza, mając nadzieję, że zadziałają tak jak rok wcześniej. Pomogły przeciwbólowo, ale niestety tylko na krótko.


Stan mojego kręgosłupa jest już jednak na tyle poważny, że lekarze i fizjoterapeuci są zgodni – operacja jest konieczna.

Od około dwóch tygodni nie jestem w stanie stać ani siedzieć dłużej niż 5–10 minut.


Na ten moment konieczne jest usunięcie przepukliny, która uciska nerwy i powoduje ogromne ograniczenia w chodzeniu. Niestety dysk jest już w bardzo złym stanie, dlatego w przyszłości może mnie czekać również jego uzupełnienie lub wymiana.


Na NFZ w mojej sytuacji możliwe jest obecnie wykonanie mikrodiscektomii. Jednak wyznaczony termin jest dosyć odległy. Prywatnie istnieje szansa na przeprowadzenie obu zabiegów w krótszym czasie, być może podczas jednej operacji, ale wiąże się to z ogromnymi dodatkowymi kosztami.


Każdy dzień oczekiwania jest dla mnie bardzo trudny. Mimo leków, które przyjmuję, ból i ograniczenia sprawiają, że zwykłe, codzienne czynności stają się ogromnym wysiłkiem.


Każdy kolejny dzień bez sprawności generuje również koszty. Muszę opłacać mieszkanie, rachunki i podstawowe potrzeby, a od marca pracowałam tylko tyle, ile pozwalał mi stan zdrowia – właściwie po to, żeby pokryć podstawowe zobowiązania. W wielu rzeczach ogromnie pomaga mi również mój partner.


Przez ostatnie trzy lata zrobiłam naprawdę wszystko, co mogłam, żeby sobie pomóc, wrócić do zdrowia i uniknąć operacji. Niestety wszystkie te próby leczenia, rehabilitacji, zabiegów i terapii pochłonęły moje oszczędności, a także pomoc finansową od rodziców – łącznie były to dziesiątki tysięcy złotych.


Bardzo trudno jest mi prosić o pomoc. Nigdy nie było to dla mnie łatwe. Dzisiaj jestem jednak już tak wykończona tą sytuacją, że moim największym marzeniem jest po prostu wrócić do życia.

Nie chcę jedynie egzystować jak warzywo.


Koszt prywatnej operacji oraz ewentualnego wszczepienia implantu może wynieść od około 15 do nawet 40 tysięcy złotych. Po operacji przez około miesiąc nie będę również mogła wrócić do pracy, dlatego potrzebuję środków nie tylko na samo leczenie, ale również na życie w okresie rekonwalescencji i późniejszą rehabilitację.


Nie wiem, czy uda się zebrać całą potrzebną kwotę i nawet tego nie oczekuję.


Każda, nawet najmniejsza pomoc będzie dla mnie ogromnie ważna.


Jeśli dzięki niej uda mi się przeprowadzić operację szybciej – będzie to dla mnie bezcenne.

Jeśli dzięki niej będę mogła spokojnie przetrwać czas oczekiwania na operację na NFZ, opłacić podstawowe zobowiązania i późniejszą rehabilitację – również będzie to dla mnie ogromna pomoc.


Mam cele. Chce się rozwijać, iść do przodu. Mam jeszcze tak wiele rzeczy, które chcę zrobić. ❤️


Będę przeogromnie wdzięczna za każdą wpłatę, ale również za każde udostępnienie tej zbiórki. Być może dzięki Tobie dotrze ona do osoby, która będzie mogła mi pomóc.


Dziękuję z całego serca każdej osobie, która przeczytała moją historię, wpłaci, udostępni lub po prostu trzyma za mnie kciuki. ❤️


Dbajcie o siebie i swoje zdrowie.

Dziękuję, Jula Pyszkiewicz Dreadyula. ❤️

Komentarze 5

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez formularz.