id: z42ak4

Na spokojną i bezpieczną starość

Na spokojną i bezpieczną starość

Our users created 1 290 360 fundraisers and raised PLN 1,523,067,862

What will you fundraise for today?

Create fundraiser

Description

Moja historia nie jest jedyna na tym świecie, nie wyróżnia się niczym szczególnym oprócz tego, że mówi o tym, że jak to się mówi „ starość Panu Bogu się nie udała”… Jestem jednym z wielu starych, wysłużonych koni na świecie, który po całkowitej eksploatacji stał się ciężarem dla właściciela i jak to niedawno stwierdził musi „ciąć koszty”… Jednak w mojej sytuacji jest promyk nadziei, który błysnął na mojej drodze 11 lat temu, gdy spotkałam właśnie ją, ta, która jest ze mną do dnia dzisiejszego. Od naszego pierwszego spotkania jest między nami „to coś”, jak to mówią, co niektórzy „chemia” Jest ona dla mnie prawdziwym przyjacielem, ostoją, nauczycielem i na chwilę obecną „ostatnia deską ratunku”. Dla niej zawsze byłam, jestem i chciałabym zostać wyjątkowa, jedyna, bez względu na moje kaprysy, humory, nie łatwy charakter. Zawsze ma dla mnie dotyk pełen bezgranicznego ciepła i miłości…i coś dobrego w kieszeni J.

Ale może zacznę wszystko od początku…

               Całe życie ciężko pracowałam w rekreacji, od rana do późnego wieczora, Woziłam na swoim grzbiecie wszystkich bez wyjątku. Od zawsze byłam koniem „delikatnym w pysku” i potrzebowałam „spokojnej ręki”, co nie dla wszystkich było zrozumiałe i oczywiste. Niejednokrotnie broniąc się przed brakiem delikatności i często sprawianym bólem byłam za to karana batem. Tak właśnie upływało moje życie, dla mojej właścicielki zawsze byłam koniem charakternym, ciężkim do współpracy, którego trzeba zmusić na siłę. Nie było niestety chęci współpracy. W tej pracy również nie miałam zapewnionej odpowiedniej ochrony moich nóg – nie miałam nigdy założonych ochraniaczy, czego efektem były popuchnięte stawy, palone ścięgna…. Pewnego dnia dostałam właśnie od Niej moje pierwsze ochraniacze, miałam wtedy 15 lat!, ile moje nogi doznały wtedy ulgi, „nie tłukły” się o siebie, praca była w mniejszych bólach. Całokształt spowodował niestety, że w dniu dzisiejszym moje nogi odmawiają posłuszeństwa. Po ciężkiej pracy czekało na mnie ukochane stado, dla którego byłam „szefową” i upragniony odpoczynek. Dodatkowo czas kiedy nie pracowałam spędzałam właśnie z Nią, sprzątałam mój bok, głaskała, czesała, przytulała. Uczyła, że czyszczenie kopyt nie musi być takie straszne jak do tej pory i powiem, że było naprawdę całkiem fajnie J

               Pewnego dnia usłyszałam, że moja właścicielka rezygnuje z „biznesu” i wyjeżdża za granicę… no właśnie a co ze mną? Moim stadem? Moim domem? Wtedy też po długiej rozmowie z właścicielka Ona stwierdziła, że znajdzie dla mnie nowy dom i zapewni opiekę, że nie zostanę sama. I też tak się stało! Miałam nowy dom, zapewnioną współdzierżawę dzięki Niej i byłyśmy nadal nierozłączne!

               Po niecałych dwóch latach przyszła Ona, mocno mnie przytuliła i powiedziała, że się wyprowadza daleko ode mnie ale obiecała też, ze zrobi wszystko aby , mnie zabrać ze sobą i znaleźć nowy dom. Wiem, że nie miała lekko, wiem, że moja właścicielka robiła jej problemy, ale ostatecznie się udało!

               Dzisiaj od tamtej chwili - dokładnie 11 listopada minęło 3 lata odkąd mam najlepszy dom pod słońcem, pełen miłości, dobroci, spokoju i jestem otoczona przez ludzi, którzy bezgranicznie kochają zwierzęta i dbają o ich dobro przez 24 godziny na dobę. Jestem też 100% emerytką, bardzo schorowaną (strasznie bolą mnie nogi i stawy), ale też i bardzo szczęśliwą. Mam swoje ukochane stado i mam też Ją, która mam wrażenie kocha mnie jeszcze bardziej niż kochała w dniu naszego pierwszego spotkania.

               Wszystko by wydawało się pięknie i cudowne, jednak niedawno mojej właścicielce przypomniało się o mnie i zadzwoniła z informacją, że będzie „ cięła moje koszty”(, które wynoszą 300 zł miesięcznie) z uwagi na ważniejsze wydatki. Nie wspominam już, że od 6 lat mnie nie widziała mnie, nie interesowała się czy potrzebuje kowala, weterynarza czy czegokolwiek. Tak po prostu zadzwoniła i powiedziała, że to KONIEC  z jej strony. I tu właśnie zrobił się duży problem…

Na chwilę obecną mam zapewnione wszystko, co najlepsze, boks wyłożony słomą jak dla królowej, żłób pełen pyszności i przeróżnych smakowitości, siano, lucernę, zielonkę, opiekę.

Boję się, że ten czar może prysnąć. Wiem, że Ona zrobi dla mnie wszystko, żebym była bezpieczna i żebyśmy były razem. Ale wiem też, że opłata całego pensjonatu za mnie ją przerośnie…

Tak bardzo bym chciała abyśmy mogły zostać dalej razem wśród ludzi, których tak bardzo kochamy, aby mogła zostać w MOIM domu najlepszym, jaki sobie można wymarzyć.              


               Dlatego też zwracam się do dobrych ludzi o pomoc w tej sytuacji, abym mogła zostać tu gdzie jestem, być nadal bezpieczna, kochana i szczęśliwa do końca swoich dni. 



Kwota 4000 zł jest potrzebna na opłacenie częściowe pensjonatu konia w którym aktualnie przebywa przez najbliższy rok.

There is no description yet.

There is no description yet.

Download apps
Download the Zrzutka.pl mobile app and fundraise for your goal wherever you are!
Download the Zrzutka.pl mobile app and fundraise for your goal wherever you are!

Comments

 
2500 characters
Zrzutka - Brak zdjęć

No comments yet, be first to comment!