POKONAJMY FIP z TAJFUNEM. POMOCY. ID: auyn2r

Organizator przesłał dokumenty potwierdzające wiarygodność opisu zrzutki

17 710 zł z 19 000 zł

93%

17 710 zł

z 19 000 zł

16 dni

do końca

420

wspierających
93%
Wpłać na zrzutkę

Aktualności 8

  • Mamy 5 dzień od zakończenia podawania zastrzyku. 5 dni temu rozpoczęliśmy obserwację. Obserwację, która musi potrwać co najmniej 84 dni, ale najlepiej jeśli potrwa 101 dni, czyli tyle ile trwało leczenie. Dla pewności. Na ten czas potrzebuje zabezpieczenia kwoty 1.359,57zł. Taka kwota pozostała nieuzbierana na https://zrzutka.pl/auyn2r. 

    Taka kwota jest potrzebna żeby zabezpieczyć życie Tajfuna, gdyby nastąpiła wznowa choroby, na ten pierwszy moment, żeby nie być z niczym. Na coś takiego, co w czasie obserwacji, może się zdarzyć. Dlatego jest ten czas obserwacji ... żeby potwierdzić na 100% wyleczenie. 

    Wierzę, że za 96 dni bedzie juz po, ale tak bardzo chciałabym być zabezpieczona. W tym najgorszym momencie... gdyby okazało się najgorsze.. 

    A jak już okaże się, że Tajfun jest zdrowy, to z wielką chęcią podaruję ten lek osobie, która będzie to potrzebować zebyburatowac swojego kotka. Bo trzeba pomagać.. prawda?

    Czytaj więcej
  • Mamy 5 dzień od zakończenia podawania zastrzyku. 5 dni temu rozpoczęliśmy obserwację. Obserwację, która musi potrwać co najmniej 84 dni, ale najlepiej jeśli potrwa 101 dni, czyli tyle ile trwało leczenie. Dla pewności.

    Założona wota jest potrzebna żeby zabezpieczyć życie Tajfuna, gdyby nastąpiła wznowa choroby, na ten pierwszy moment, żeby nie być z niczym. Na coś takiego, co w czasie obserwacji, może się zdarzyć. Dlatego jest ten czas obserwacji ... żeby potwierdzić na 100% wyleczenie. 

    Wierzę, że za 96 dni bedzie juz po, ale tak bardzo chciałabym być zabezpieczona. W tym najgorszym momencie... gdyby okazało się najgorsze.. 

    A jak już okaże się, że Tajfun jest zdrowy, to z wielką chęcią podaruję ten lek osobie, która będzie to potrzebować zebyburatowac swojego kotka. Bo trzeba pomagać.. prawda?

    Czytaj więcej
  • Z dniem 01 kwietnia 2020r. zakończyliśmy podawanie leku. Cała kuracja trwała 101 dni. Na szczęście na ten moment okazało się, że Tajfun może zakończyć terapię i rozpoczęliśmy czas obserwacji, po którym można będzie stwierdzić, ze Tajfun z całą pewnością jest zdrowy. Czekają nas jeszcze badania kontrolne, ale mam nadzieję, że będzie tylko dobrze. Zbiórka jednak trwa nadal, bo nie mamy całej kwoty. Ta kwota jest bardzo potrzebna żeby zabezpieczyć Tajfuna gdyby nastąpił relapse. Ta kwota pozwoli na zabezpieczenie pierwszych dawek.. Mam nadzieję, że to nie nastąpi, ale gdyby.... Jak skończymy czas obserwacji podaruję ten lek osobie, która będzie go bardzo potrzebować, która nie będzie wiedziała jak zacząć.. Na pewno lek się nie zmarnuje

    Czytaj więcej
  • Jest dzień 5 przedłużonej terapii wraz ze zwiększoną dawką leku. Mam nadzieję, że w końcu kiedyś w bliżej jednak określonym czasie uda się nam skończyć terapię. Najważniejsze jest to, że Tajfun czuje się bardzo dobrze i mam już wrażenie, że jego paskudne rany zaczynają się goić. Powoli, ale jednak. teraz rozrabiają z siostrą, gonią się i obserwują. Taki widok lubię najbardziej, bo świadczy, ze terapia jest skuteczna.
    Trzymajcie kciuki Kochani na szybkie zakończenie przedłużenia terapii, a co najważniejsze na uzbieranie kwoty, która pozwoli na przedłużenie terapii. Mimo większej dawki i dłuższej terapii nie tracę nadziei, bo Tajfun z całą swoją wolą życia chce żyć, a dzięki Wam ma taką możliwość.
    Czytaj więcej
  • Byliśmy dzisiaj u weterynarza. Tajfun miał zrobione USG, badanie krwi i oczyszczanie ran i ich okolic żeby goiły się.. Wszystko pięknie, kompleksowo, profesjonalnie.
    A tu: W brzuszku pojawił się znowu płyn. Niby nie ma go dużo, ale więcej niż ostatnio. Więc to jest zła wiadomość. Jeszcze nie wiem co to znaczy, bo czekam na wyniki badania krwi. Oby one były lepsze. Ja już bardzo proszę o dobre informacje, ja poproszę o zdrowie dla Tajfunka.
    To jest takie uczucie kiedy idziesz ze strachem co usłyszysz i zobaczysz, ale masz nadzieję, że wiadomości będą dobre. Kiedy łudzisz się, że twoje serce i miłość wystarczą żeby było już tylko lepiej. Kiedy wmawiasz sobie, że to już bliżej końca, że Tajfun już tyle przeszedł, że to rzeczywiście już koniec, że już gorzej nie będzie.
    Mimo, że mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy, to coraz bardziej się boję, że jeszcze nie teraz. Tak bardzo chciałabym zrobic coś jeszcze, ale już nie mam co.. To tak jakby ktoś za każdym razem kiedy wierzysz.. podcinał Ci skrzydła żebyś nie odfrunął, a tylko jeszcze mocniej stąpał po ziemi. Tak jakby ziemia nie chciała pozwolić Ci odetchnąć.
    Niech mnie ktoś przytuli i powie, że nawet jeśli leczenie jeszcze potrwa to się skończy, a Tajfun będzie zdrowym Tajfunem
    Czytaj więcej
  • Dzisiaj 2 marca. Do końca leczenia z podstawowego cyklu zostało już tylko 13 dni. Czyli finiszujemy. W sobotę robimy badania i mam nadzieje, że będą bardzo dobre, a wiadomości pozytywne. Tak żeby ze spokojem oczekiwać końca. Co będzie nie wiem.
    Na razie chyba muszę odsapnąć, bo niestety czuję się już bardzo zmęczona przede wszystkim negatywnym działaniem instytucji, które tylko dezorientują .
    Czytaj więcej
  • Dzisiaj podałam dodatkowo jedzenie strzykawka. Niestety Tajfun jeszcze nie chce jeść. Co jeszcze trzeba zrobić aby uratować ten koci czar? Leczymy dalej i będzie dobrze tylko dzięki Wam ????
    Czytaj więcej
  • Kochani mamy Święta. Cudowny czas cudów. Mój Tajfun, dzięki Wam, ma drugi dzień leczenia. Moj świat jest smutny, ale pełen nadziei. Proszę o pomoc dalej, bo ... niestety.., a co jeśli nie zdążę uratować mojego 7 cudku?
    Czytaj więcej

Opis zrzutki

Minęły 54 dni leczenia. Do zakończenia cyklu 84 zostało 30 dni. Niby 30, ale jest ciągle ale. Jeśli za 21 dni wyniki nie będą dobre, okaże się, że terapię muszę przedłużyć co najmniej o 17 dni. I nie to jest najgorsze. Najgorszy jest brak pieniędzy. Nie mam już nic. Oddałam, spłaciłam, została reszta, która nie starczy nawet na 1 lek. Wyniki krwi uległy poprawie, nie są to jednak wyniki zdrowego kotka.

Leczenie jest dalej wymagane. Leczenia nie można ani przerwać, ani zakończyć wcześniej. Leczenie musi wykazać pokonanie choroby, bo inaczej bolesne zastrzyki nic nie dadzą, poza niespełnioną nadzieją. A jak zostawić tego pięknego kota, który tak ufnie patrzy? On wierzy, że ja mam moc mu pomóc, a ja płaczę ze strachu, że nie dam rady. Boję się dnia, w którym nie będę miała już nic. I nie boję się o siebie. Ja radę sobie dam, ale boję się o moje 7 kocich cudów i pieska, bo one mają tylko mnie. Już nie proszę tylko błagam. Taki smutny ten świat kiedy zdrowia w nim brak.

l94fd2b80fa12865.jpeg

EDIT : 08.02 Jest sobota. Dla wielu dzień wolny od pracy. Dla mnie też. Od pracy.. Dzisiaj byliśmy z Tajfunem na pobraniu krwi. Mam nadzieję, że wynik będzie lepszy niż ostatnio. Ostatnie usg pokazało poprawę, to może i badanie krwi też takie będzie.? Tajfun ma się coraz lepiej. Ale.. jest znowu ale.. Leczenie nadal trwa.. trwa już 47 dni. Zostało więc 37 dni. Tak do 84 dni zamknięcia leczenia. Nie myślę jeszcze, czy trzeba będzie leczenie wydłużyć, czy też nie,bo na ten moment nie wiem.. Okaże się przed samym końcem. W 80 dniu? 

Teraz jestem tutaj i niestety ciągle brakuje pieniędzy. Tak to już bywa, ale ciągle mam nadzieję, że pomożecie. Inaczej by mnie tu nie było.. 

Każde działanie : udostepnienie, licytacja, wpłata są bezcenne, bo liczy się to co Tajfun ma najcenniejszego : ŻYCIE !!

Wdłużyłam czas zbiórki o 2 tygodnie, gdybym musiała przedłużyć leczenia, żeby już tym się nie martwić. Podwyższyłam też kwotę zbiórki, bo niestety lek podrożał... przez koronawirus (w skrócie mówiąc)..

EDIT : 06.02 Dzień 46. Zostało 38 dni. Jeszcze nie tak dawno było odwrotnie. Cieszę się niezmiernie, że ilość zebranych pieniędzy pozwoliła nam dotrzeć aż tutaj. Teraz jest szansa odliczać czas w dół. Tajfun ma się coraz lepiej. Płynu w brzuszku nie ma i mam nadzieję, że już nie wróci. Tajfun bardzo ładnie je, myje się i bawi. Gdyby nie ogolone łapki i brzuszek można by powiedzieć "trochę za chudy, ale zdrowy". Niestety ja wiem, że tak nie jest. Jutro kolejne badanie krwi, które pokaże prawdę. Czy jest lepiej i czy zmierzamy do zakończenia terapii w 84 dni. Dalej proszę o wpłaty. Bez Was ciągle mam zbyt mało. Proszę raz jeszcze i nie ostatni raz pomóżcie Tajfunowi zostać że mną jeszcze trochę i więcej niż trochę. FIP trzeba wyeliminować do zera, inaczej nie można..., bo wtedy zostanie i nie odda Tajfuna...

EDIT : 02.02 Dzień 42. CZYLI połowa terapii. Przypominam dla Was historię Tajfuna i obecną sytuację:

Hej. Jestem Basia. Mam 7 kotków. Każdy jeden uratowany ze szpon bezdomnego życia. Każdy jeden z zapewnioną opieką weterynaryjną. Zapewne domyślacie się, jakie to koszta przy takiej ilości kocich żyć...

A teraz Tajfun, bo tak nazywa się kotek, o którego muszę szczególnie zawalczyć- jest kotem znalezionym na działkach. Razem z siostrą zostali przygarnięci przeze mnie ponad rok temu. Tak radosnego kota w całym życiu nie widziałam! Czarny, jak smoła, wyróżniający się trzema białymi włosami na grzbiecie. Cudowny przytulas. Do 11 grudnia zeszłego roku, wszystko było w porządku. Nagle, z dnia na dzień gorączka 41 stopnia C. Brak apetytu, apatia. Szereg badań, które wskazały na wyrok... FIP. Choroba śmiertelna. Udało się jednak rozpocząć leczenie, niestety aby je jednak zakończyć potrzebuję aż 8.000 zł... to całkowicie wykracza poza moje możliwości. Jest siedem kocich żyć, w tym jedno śmiertelnie chore... I ja, jedna. Nie mogę nie zawalczyć, nie mogę spokojnie pozwolić mu odejść, skoro już zaczęłam. Żaden kot nie zasłużył na tak bolesną śmierć. Nikt nie zasłużył na śmierć kiedy leczenie przynosi wyleczenie. Ale ja juz nie mam jak zakończyć terapii. Tajfun kocha całym swoim kocim sercem. Podobno cuda się zdarzają ... pozwólcie mi w to uwierzyć, bo świat mojego czarnego cudu z dnia na dzień stał się czarny.

EDIT : 29.01 Dzień 38. Zostało jeszcze 46 dni, czyli większą połowa, która nie istnieje ?. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że leku mam do 03.02, a nie jak wcześniej myślałam do 05.02?. Nagle dwa dni uciekły. Jestem przerażona, bo nie tak ma być. Nie wiem jak to się stało. Stres się spotęgował i wyje. A ja? Czuję się bezradna. Zrzutka kuleje, licytacje też niespecjalnie idą, udostępnianie prawie wcale. Rozpacz tylko dominuje i ma się świetnie. Proszę raz jeszcze pomóżcie ‼

EDIT :28.01 Dzień 37. Zostało 47 dni. Tego się trzymam nieustannie. Jest zdecydowanie lepiej. Tajfun je ładnie ze swojej miski i misek innych kotków (raczej tego nie chcą ????). Przychodzi po smakołyk i zagarnia go łapką do pyszczka, swoim zwyczajem, żeby nikt mu nie zwędził. Ucieka przed zastrzykiem i lekami, ale to oznacza powrót do zdrowia. Jeszcze 37 dni temu nie myślałam, że jest szansa. Był taki mizerniutki. A teraz tylko myślę żeby dotrwać finansowo do końca. To ciągle powracająca myśl, czy uzbieram? Żeby tylko pomóc i uratować to kociankowe kochane Życie. Ciągle proszę o pomoc. Nie mogę inaczej. Sama nie dam rady. Niestety. Już mam 1/3 uzbierane, ale to ciągle zbyt mało. Każdy grosz jest bezcenny. Każdy grosz ratuje życie. Proszę dla niego, dla jego siostry, dla mnie..

EDIT : 27.01 Dzień 36. Jeszcze 48 dni. Czytam wiadomości o kotkach, które nie dały rady. Jestem przygnębiona i smutna. Patrzę na mojego Tajfuna i mimo radości, że jest lepiej, strach ciągle towarzyszy. Nie potrafię czytać tak smutnych wiadomości. To takie trudne kiedy tyle cierpienia wokół. Teraz jest tego jeszcze więcej. A może ja jestem bardziej uwrażliwiona na cierpienie innych. Szczególnie bezbronnych. Kiedy patrzę na Tajfuna ciągle patrzę też na resztę kotków i wierną kochaną Cumę. Takiego psa życzę każdemu. W dalszym ciągu walczymy z przerażeniem jakim jest choroba FIP. W dalszym ciągu proszę o pomoc. Bez Was nie dam rady.

EDIT : 25.01 Dzień 34. Koniec 34 dnia. Zostało 50 dni. Równe 50. Dzień jak co dzień od 34 dni. Od 45 w strachu o Tajfuna. Jeszcze 45 dni temu nie słyszałam o FIPie. Przez myśl mi nie przeszło, że Tajfun może być chory, a wcale, że na śmiertelna (niby) chorobę. Gdybym posłuchała "życzliwych" ludzi Tajfuna już by nie było. Tylko dzięki własnej determinacji i słowom jednej osoby podjęłam wyzwanie. Jakiej osoby napisze na koniec. I nagle okazało się, że są wokół osoby, które tak jak ja kochają zwierzęta i pomogą obcemu sobie kotu. Teraz dzień jak co dzień..leki, zastrzyk, obserwacja. Ciągle. Kocham te momenty kiedy wszystkie koty są w domu. Kocham te momenty kiedy Tajfun podchodzi się przywitać. Mój dom jest ich domem i mimo trudności takim go kocham. Jako całość tworzymy dom. I mimo tego, że jestem z tym sama to tego nie zmienię, bo ich byt dla mnie jest bezcenny. Jeśli chciałbyś pomóc nam być dalej razem proszę udostępnij, zalicytuj, wpłać chociaż 1 zł dla Tajfuna. Dla niego teraz nie ma nic cenniejszego. Liczy się życie, nawet jeśli to "tylko" kocie życie.

EDIT: 23.01 Dzień 32. Jeszcze 52 dni. Zauważyłam, że codziennie sprawdzam który to dzień, ile zastrzyków za nami i ile przed nami. Obecnie świat kręci się wokół tej zmory jaką jest FIP. Od 11 grudnia, kiedy Tajfun źle się poczuł, siedzi w głowie i zatruwa myśli. Strach, bezsilność, bezradność, niechęć, smutek są ciągle i w dzień, i w nocy. FIP powoduje koszmary i potęguje strach o resztę kociaków. Każdemu codziennie się przyglądam. Każda zmiana zachowania powoduje kolejny strach. Inne sprawy gdzieś obok płyną. To jakby inna rzeczywistość. Ale życie trwa. Szczęśliwie jeszcze dla wszystkich nas. Zastanawiam się też ciągle dlaczego tak bardzo walczę o Tajfuna. Tłumaczenie, bo kocham, bo jest tak samo ważny jak inni w mojej rodzinie? Bo ja wiem? Chyba dlatego, że dla niego stałam się całym światem.., a może nie? Może tylko w moim mniemaniu? Na pewno, bo wzięłam za niego odpowiedzialność. Na pewno go pokochałam. I na pewno teraz nie potrafię pomyśleć, że mogłabym się z nim rozstać. Stanowi spójną część mojej rodziny i bez niego zostanie pustka, której nikt już nie zapełni. Pomóżcie jeszcze raz i nie raz. Tak bardzo proszę dla niego https://zrzutka.pl/auyn2r.

EDIT: 22.01 Dzień 31. 30 dni podawania leku za nami. Dzięki wpłatom cudownych ludzi, których wzruszył los Tajfuna mam zapewnione leczenie do 05.02. Co będzie dalej nie wiem. Aż boję się myśleć. Boję się myśli, że będę musiała skończyć przed zakończeniem pełnego cyklu terapii. Pewnie ten strach będzie mi towarzyszyć do końca. I do końca będzie wracać. Bo FIP to choroba bezwzględna i nie idzie na żadne ustępstwa. Albo pokonasz ją, albo ona zabije. Rachunek prosty choć bezwzględnie smutny. Dlatego dalej proszę pomóżcie kiedy tli się nadzieja, a Tajfun wraca do zdrowia.

EDIT: 21.01 Dzień 30. Tajfun dostał 29 zastrzyków. W tym już 12 dzień na nowym leku. W ciagu tych 12 dni wyniki krwi zaczynają się poprawiać, a płyn z brzuszka zszedł. Czy cały potwierdzę w piątek wieczorem. Tajfun je i o jedzenie prosi. I to na tyle.z dobrych wiadomości. Do końca terapii zostało co najmniej 55 dni. Jak to zrobić żeby kupić lek? Tylko z Wami. Proszę. Tajfun ma się coraz lepiej. Pomóżcie mu wygrać z chorobą. Jako kot z działek, który tak tragicznie zachorował, zasłużył na lepsze życie. Teraz to jest ten czas kiedy brak leku bedzie tragedią podwójną. Ratunek okaże się bezcelowy, a życie zgaśnie w niewyobrażalnym bólu.

EDIT : 19.01 Dzień 28. Pora na kolejne podsumowanie. Kasuję poprzednie wpisy, bo już ich za duzo.

W dniu 11.12 mój mały koci świat się zawalił. TAJFUN, radosny, przytulny kotek nie wstał na śniadanie. Przestraszyłem się, jeszcze nie przypuszczałam co to oznacza. Wizyta u weta. Antybiotyk, steryd i nic. Nic się nie zmieniło. Po badaniach 20.12 otrzymałam diagnozę: FIP. Dopiero ogarnął mnie strach. Jak to Tajfun. Ten najbardziej ufny, chodzący za mną krok w krok? Panika, co robić? Wyrok? Nie okazało się, że jest szansa. Założyłam zbiórkę, wyciągnęłam pieniądze "na swieta" i otrzymałam lek. 23.12 pierwszy zastrzyk. Do 8.01 niewielka poprawa. Wyniki krwi na łeb na szyję w dół. Ale jest szansa przy zmianie leku na poprawę. Decyduje się na zmianę i udało się. Płynu w brzuchu mniej, a może już wcale. Lek, nie lek, jak zwał tak zwał, ale Tajfun ma się lepiej. Terapia trwać będzie co najmniej do 15.03. Czyli 84 dni. Jesli jednak okaze sie, że pierwsze 17 dawek było nietrafionych będę musiała ją przedłużyć. I tak zrobię. Bo widzę szansę. Bo jest poprawa. Bo Tajfun ma się lepiej. Bo nie mogłabym nie pomóc. Bo serce podpowiedziało dobrze. Ale tak na prawdę tylko dzięki Wam to się udało. Nawet nie chcę myśleć, co byłoby gdyby nie Wy...

Zostało 57 dni leczenia. Czas mija. TAJFUN zdrowieje.

Dziękuję, proszę i pozdrawiam. Czuje się odpowiedzialna za to co oswoiłam. Basia

Wpłacający420

B
Bazarek MDT
1 000 zł
B
Bogumil
500 zł
GO
Grazyna Orlemans
500 zł
 
Dane ukryte
300 zł
SN
Sandra Nowak
200 zł
E
Ewa
200 zł
 
Dane ukryte
200 zł
D
Dorota
200 zł
E
Ewa
200 zł
 
Dane ukryte
200 zł
Zobacz więcej

Komentarze25

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

464 362 zrzutki


A ty na co dziś zbierasz?