id: tcx37h

SZYBKIE PODRÓŻE zbierają na DOM OPIEKI WYRĘCZAJĄCEJ Fundacji Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci

SZYBKIE PODRÓŻE zbierają na DOM OPIEKI WYRĘCZAJĄCEJ Fundacji Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci

Nasi użytkownicy założyli 916 596 zrzutek i zebrali 883 781 699 zł

A ty na co dziś zbierasz?

Aktualności14

  • SZLAK KARPACKI - DZIEŃ 12

    Dzienny dystans: 39,5 km (Total: 442 km )

    Czas marszu: 8,5 h (Total: 120 h)

    Morale: Zwycięskie!

    Zebraliśmy w akcji charytatywnej: 3833 zł

    o7d3689cf31c42cd.jpeg

    Gdyby szlak był dłuższy zdecydowanie robiłbym zerówkę w Gospodarstwie Za Torami w Bachórzu. Wszystko funkiel nówka, jest zasięg i przemiła Pani Gospodarz. Nic, tylko się regenerować. Szlak ma jednak tyle km ile ma i dzisiaj miałem zamiar przejść te ostatnie. Budzik zadzwonił o ustawowej 4:15, ale stwierdziłem, że tego ostatniego dnia zacznę dzień od gorącej herbatki i pizzerki w ramach celebracji. Summa summarum wyruszyłem dopiero o 6:00, ale nie musiałem już robić przerwy śniadaniowej, także czasowo byłem na plus. Poranek był adekwatny do dzisiejszego dnia, czyli wyjątkowy. Przez okno na piętrze ostatni raz spojrzałem na morze mgieł spowijające Dynów i ruszyłem w przeciwnym kierunku. Z gospodarstwa wychodzi się bezpośrednio na zabytkową stację wąskotorówki ze starodawnymi pociągami, co wywołało u mnie szeroki uśmiech. Pełen entuzjazmu podreptałem mijając po chwili dawny dwór Krasickich. Tuż przed skrętem szlaku, który z resztą przegapiłem przez brak oznaczeń, jakiś samochód mnie otrąbił i pasażer wystawił kciuk w górę. Chyba jakiś tubylec jest tutaj z nami.

    Opuszczając Bachórz szlak prowadzi w jakieś dziwne bezdroże, oczywiście na nieoznaczonym skrzyżowaniu. Skręcając zgodnie z mapą usłyszałem za sobą "Niech Pan tam nie idzie!". Okazało się, że zmyło mostek kilkaset metrów dalej i nie ma przejścia. Miki gospodarze wiejscy mnie ostrzegli za wczasu. Polecili iść równoległą drogą. Poszedłem. I tam tam bardziej nie było mostka... Ale ustalałem kopczyk z kamieni na środku rzeczki i przeskoczyłem suchą stopą. Tzn, to za dużo powiedziane. Stopa od rana nie była sucha, bo zapomniałem wziąć mokrych butów wczoraj wieczorem do suszenia, w nocy przyszła rosa i dzień zacząłem od włożenia nogi do zimnego baseniku.

    Szybko wróciłem na szlak, który wiódł tylko trochę błotnistą, ale dobra drogą leśną i rozhulałem się do pełnej prędkości. Niestety nie mogłem utrzymać jej stałe, bo szlak tutaj robi jakieś dziwne manewry skręcając co jakiś czas w łąki i przeskakując z jednej drogi na równoległą. W Laskówce wyskoczyły na mnie 3 bardzo agresywne kundle. Kocham psy i mam do nich dobrá rękę, ale od razu wyczułem, że z tymi jest coś nie tak. Dawno nie widziałem takiej zajadłości i wrogości u zwierzęcia. Gdy jeszcze nie wszedłem na ich terytorium, szybko zrzuciłem z ramion plecak i przełożyłem gaz pieprzowy do kieszeni spodenek. Poszedłem w paszczę lwa. Psy o skoczyły mnie każdy z innej strony, co było wyjątkowo niebezpieczne, ale udało się je z powrotem zbić w gromadę przy pomocy zamarkowanych ciosów kijami trekkingowymi. Szedłem tyłem nie spuszczając ich z oka, a one wściekłe szczekając i dławiąc się agresywnym gardłowym warczeniem skracały dystans. Największy miał krótką aksamitną karmelową sierść i widziałem jak jego mięśnie grają całe napięte. Gdy były już około półtora metra ode mnie karmelek naprężył się do skoku i od ataku na mnie uratował mnie jego niezbyt rozgarnięty koleszka. Wszedł przed atakującego kolegę i tamten rzucił się na niego zamiast na mnie. Cała trójka zaczęła się wściekłe kotłować gryząc i warcząc, a ja pospiesznie opuściłem ich rewir, zanim ogarnęły, że gryzą się między sobą.

    Dalej szlak robi się bardzo bardzo dziwny. Bo prowadzi drogami asfaltowymi lub ubitymi suchymi szutrówami. Jak nie Szlak Karpacki. Szybko zacząłem połykać kilometry zapychając po prostych i pustych szosach wiejskich. Po drodze była dolinka, przez którą przeszła powódź. Wszystko zmiecione. Brak krzaków, runa leśnego, drzewa powykładane jak zapałki. Wszystko przykryte skorupą twardego szarego mułu. Miejsce skutecznie uczące pokory do żywiołu. Dalej bez niespodzianek dzisiaj. Proste drogi leśne, szuter i całą masą asfaltu. W rozmowie z moimi kochanymi Rodzicami utworzył się pomysł, aby lokalny przedstawiciel handlowy PPG Deco Polska (sponsor akcji charytatywnej i mój pracodawca) podwiózł mnie z Białej na autobus do Wrocławia o 18:30. Jeśli zdążę do powiedzmy 17:45 skończyć szlak. Napędzany nową motywacją podkręciłem licznik.

    Szlak leci w 80% asfaltem przez wioski w stronę Rzeszowa. Zadylałem jak głupi i sprawdziwszy w samo południe pozostały dystans odkryłem, że to tylko 14 km. Uznałem, że zasługuje na krótką przerwę z dosuszaniem butów. Cały czas były mokre, co nadwyrężało stopy. Szczególnie lewa dawała mi się we znaki. Gdy ściągnąłem buty i skarpety okazało się, że ubłocony plaster na małym palcu spowodował odcisk i otarcie serdecznego. Nie jest dobrze, ale dolecę tak do mety. Wyszuszyłem układ napędowy na nagrzanym ganku zamkniętego kościoła i poszedłem dalej kuśtykając lekko.

    Gdy byłem już tuż tuż, na kilka km przed metą i myślałem, że szlak mnie już niczym nie zaskoczy, ten mnie jak na złość zaskoczył. Z asfaltu, którym się ciągnął kilka km nagle skręcił w łąkę. Oczywiście oznaczenia albo nie było, albo przeoczyłem. Jestem w stanie uwierzyć w to pierwsze. Wracsjac na szlak postanowiłem iść skrótem. Był to skrót z tych, które wychodzą dłużej niż normalna trasa. Polna droga szybko zarosła jeżynami i znikneła w zachaszczonym lesie. Na azymut przebiłem się do szlaku, ostatni raz drapiąc nogi, oblepiające skarpety w rzekach i łapiąc kleszcze. Dalej już ostatnie podejście przez Łany Tyczańskie i strome zejście asfaltem do Białej. A tam, zupełnie niespodziewanie wyrósł przede mną słup z niebieską kropką. To już? Ale jak to?

    Przeżyłem przez te 12 dni tyle przygód, że czuję się jakbym podróżował 3 miesiące, nie pamiętam już zupełnie pierwszych dni przygniecionych swieższymi wspomnieniami. A jednocześnie czuję jakieś takie zaskoczenie, że przygoda tak szybko się zakończyła. Nie zrozumcie mnie źle, chciałem, żeby już się zakończyła, ale nie mniej nie byłem na to gotowy. Czułem skołowanie, wzruszenie, radość, ulgę, zaskoczenie właśnie i zmęczenie. Była godzina 15:35. Każdemu, kto czekał ze wsparciem zbiórki charytatywnej, aż przejdę mówię - to jest ten moment!

    10 min później nasz przedstawiciel handlowy Arkady po mnie przyjechał i zabrał do swojego domu na pyszne kiełbaski z grilla, do autobusu jeszcze kawał czasu. Poznałem całą szczęśliwą rodzinkę, która mnie nakarmiła i zabawiła. Dziękuję bardzo! I zobaczyłem na żywo dwie reprodukcje obrazów Beksińskiego, obiecałem sobie już dawno, że będę miał i swoją! Najedzony pod korek zostałem odstawiony na autobus i pisze tą relację w drodze do Domu, gdzie czeka wygodne łóżko, wyłączony budzik i tulenie do snu.

    Jak odeśpię i się ogarnę, czyli jutro albo po jutrze, wrzucę podsumowanie mojego marszu z wszystkimi fajnymi statystykami i konkretami oraz rozstrzygnięciem konkursu z przed mojego wyjścia. Zobaczymy, kto zgadł ile będę szedł.

    Jak każdy szlak długodystansowy i ten wpłynął bardzo mocno na moją psychikę. Mam masę przemyśleń, pomysłów, jak poprawić swoje życie. Niektóre rewolucyjne, niektóre to odkurzanie staroci. Zajmę się ich wdrażaniem. W podsumowaniu uchylę może rąbka tajemnicy. Resztę urlopu anuluje i wykorzystam na inną wyprawę po sezonie. Teraz muszę zaleczyć kontuzje.

    Jedyne, czego żałuję, to że kropka była nielizalna. Na wysokości 2,5 metra za płotem...

    Jeśli jeszcze nie wspierałeś naszej akcji charytatywnej, to rzuć może chociaż po groszu, za każdy kilometr mojego potu, czyli dej Pan pińć złoty. Będę miał motywację do dalszego działania. Link jest na dole posta.

    Jeśli chcesz, abym wyruszał w takie trasy częściej niż raz w roku, zostań moim Patronem, to nie będę musiał czekać na urlop: https://patronite.pl/szybkiepodroze

    Do usłyszenia, jak będę potrafił myśleć, teraz zasypiam na siedząco. Dziękuję bardzo, że ze mną byliście. Dzięki Waszemu wsparciu się nie poddałem w trudnych chwilach.

    I jeszcze jedno dodam

    Bo to ważna rzecz

    Chciałbym podziękować wszystkim

    Sprawiającym, że

    Moje życie jest namiastką cudownego snu

    Więcej zdjęć z dzisiejszego dnia na Instagramie @szybkiepodroze.

    Za każdą godzinę mojego marszu PPG People Polska wspiera finansowo Dom Opieki Wyręczającej dla chorych dzieci, budowany przez Fundacja "Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci". Chcesz dołożyć swoją cegiełkę na ten szczytny cel? Wbijaj na zrzutkę! https://zrzutka.pl/tcx37h

    0Komentarzy
     
    2500 znaków

    Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

    Czytaj więcej
Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Opis zrzutki

Głęboko w cieniu niekwestionowanego króla polskich szlaków długodystansowych, Głównego Szlaku Beskidzkiego liczącego 502 km, leży jego krótszy o niecałe 60 km brat. Drugi, co do długości niebieski szlak z Grybowa do Rzeszowa, poprowadzony przez Beskid Niski, Bieszczady, Góry Sanocko-Turczańskie i kolejne Pogórza. Jest tak zapomniany, że nie ma nawet swojej oficjalnej nazwy, ale ma za to nieoficjalną. Szlak Karpacki, liczący na papierze 445 km długości wije się przez odludne rejony najbardziej zapomnianych (poza Bieszczadami) pasm górskich, ścieżkami, na których spotkanie drugiego turysty jest wydarzeniem.


j1a7e99a18c8822c.jpeg


Jestem Szybki, prowadzę blog podróżniczy Szybkie Podróże i jako propagator miejsc klimatycznych, ale zapomnianych lub niepopularnych, nie mogłem przejść obojętnie obok tego szlaku. Po przejściu w marszach charytatywnych Głównego Szlaku Beskidzkiego i Głównego Szlaku Sudeckiego czas wypełnić lukę na podium krajowych tras długodystansowych.


Niewielu ludzi przeszło Szlak Karpacki, a jeszcze mniej udokumentowało to w jakikolwiek sposób, więc ciężko mi przewidzieć, czego mogę się spodziewać, ale ze skąpych relacji moich poprzedników mogę wywnioskować, że nie jest to niedzielny spacer po parku. Czeka mnie 445 kilometrów górskiego szlaku z sumą przewyższeń ponad 15 km. To jak by wejść na Mount Everest. Dwa razy. Ścieżka przecina prawdziwą cywilizację z rzadka, ziejąc na mapie kilkudziesięciokilometrowymi fragmentami bez sklepów, schronisk, pensjonatów, wygodnych źródeł wody i jedzenia. O codziennym spaniu w ciepłym łóżku można zapomnieć, nie wspominając o możliwości wzięcia prysznica po całym dniu pocenia się z plecakiem na podejściach. Podobno spotkanie na tej trasie drapieżnych zwierząt, takich jak Rysie lub Niedźwiedzie nie jest niczym nadzwyczajnym. Oznaczenia szlaku w wielu miejscach zatarte są już przez czas i zapomniane przez znakujących, a ścieżka często ginie za nieprzebytą ścianą młodnika lub gęstych chaszczy. I wizja samotnego zmierzenia się z tym Najdzikszym szlakiem Polski bardzo mi się podoba!


hc6a913a987b51cc.jpeg

Przejście szlaku długodystansowego wymaga bycia upartym. Determinacji, aby rano rozprostować stężałe, obolałe mięśnie i wprawić je w ruch, maszerowania pomimo całodziennego deszczu lejącego się na głowę, dociągnięcia z pustym żołądkiem 15 km do najbliższego sklepu, minięcia na przystanku autobusu jadącego w stronę domu. Gdybym robił to tylko dla siebie, prawdopodobnie nie dałbym rady. Nie miałbym siły, jako sześćdziesięciokilogramowy szczypior tachać wielkiego plecaka przez 450 km po błocie. Na szczęście nie jest to 450 km samotności. Idę z Wami. Siedzimy w tym razem. Bo razem ofiarowujemy naszą pracę, nasz trud w dobrej sprawie, potrzebującym pomocy. Dzięki ogromnej motywacji, jaką daje mi niesienie wsparcia dla Fundacji „Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci” każdy kolejny krok stawiam z uśmiechem, ciekawy tego, co jest za następnym wzgórzem i jakiego Anioła Szlaku – osobę również pragnącą pomagać innym – spotkam w najbliższej wsi.


Ruszyłem autostopem do Grybowa, aby za koszt jedzenia przejść z namiotem Szlak Karpacki i doświadczyć wszystkiego opisanego powyżej. Tradycyjnie już, w swojej kieszeni mam 300 zł, a droga zajmie mi około 16 dni. Sumę, którą po polizaniu niebieskiej kropki na starcie, doniosę do Rzeszowa wpłacę na tą zrzutkę, aby również bezpośrednio wesprzeć Fundację.


Ponad to, firma PPG Deco Polska (właściciel marek farb i lakierów takich jak Dekoral, Drewnochron, Bondex) za każdą godzinę marszu, jaką spędzę na Szlaku Karpackim zdecydowała się wesprzeć finansowo Fundację „Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci”.

Trzymajcie kciuki, żebym nie wymiękł za szybko!


Zapraszam do śledzenia moich zmagań w codziennych relacjach na Facebook’u Szybkie Podróże oraz Instagramie i Youtubie .

Do zobaczenia na mecie!


PO CO??? ...bo DOM jest dobry na wszystko!


Dom Opieki Wyręczającej – marzenie Rodzin o bezpiecznym miejscu, gdzie mogą tymczasowo pozostawić nieuleczalnie chore dziecko w stanie terminalnym, powoli ma szanse na spełnienie. Już niedługo rozpoczniemy realizację pierwszego etapu budowy ośrodka przy ul. Sołtysowickiej 58 we Wrocławiu. Ośrodka, który dla Rodzicom wytchnienie, kiedy tego najbardziej potrzebują.

vfcd179fc34bf3de.jpeg

Budynek przy ul. Sołtysowickiej 58 we Wrocławiu - stan obecny

W celu realizacji przedsięwzięcia Gmina Wrocław z dużym upustem odsprzedała Fundacji budynek do adaptacji i rozbudowy oraz wydzierżawiła grunt na ogród zabaw. Aby zrealizować nasze zamierzenie, należy jednak w całości przebudować istniejący budynek, oraz dobudować do istniejącej części nową 1-piętrową kubaturę. Na realizację zadania potrzebne jest pozyskanie około 8 mln zł, z czego już posiadamy 1,3 mln zł. Należy dodać, że opieka w ośrodku będzie bezpłatna dla jego beneficjentów.

Potrzeba jeszcze 7 mln. złotych!


Dom Opieki Wyręczającej będzie jedynym, takiego rodzaju miejscem we Wrocławiu i w województwie dolnośląskim, również w całej zachodniej części naszego kraju. Miejscem oferującym czasową opiekę wytchnieniową dla dzieci terminalnie, przewlekle oraz nieuleczalnie chorych. Obecnie dzieci z Dolnego Śląska mogą korzystać z tego typu ośrodków w Rzeszowie, Łodzi czy w Gdańsku, są to miejsca prowadzone przez hospicja domowe dla dzieci. Naszym zdaniem każde województwo w Polsce powinno mieć miejsce o charakterze domowym, aby otoczyć dziecko hospicyjne należytą opieką, a ich rodziny wsparciem. W budynku ośrodka zlokalizowano również specjalistyczne gabinety lekarskie, sale do rehabilitacji oraz wygodne pokoje integracyjne.



Będzie to miejsce szczególnie potrzebne - zapewniające tymczasową opiekę choremu dziecku na czas, gdy nie może jej sprawować opiekun, np. z uwagi na zdarzenie losowe, hospitalizację, podreperowanie kondycji psychicznej, potrzebę odpoczynku czy załatwienia codziennych spraw. Dziecko może zostać w Domu od 2 dni do 3 tygodni w zależności od potrzeby rodziców. Dzięki Domowi Opieki Wyręczającej będziemy mogli pełniej wspierać filozofię programu ,,za życiem’’.

Podopieczni ośrodka podczas pobytu będą mieli zapewnioną stałą wyspecjalizowaną opiekę pielęgniarską i lekarską, psychologiczną i rehabilitację.

Ośrodek będzie oferował pobyty w pokojach 1- lub 2-osobowych z łazienkami oraz niezbędne zaplecze

i infrastrukturę medyczną. Powierzchnia wyniesie ok. 1500 m2.

fcd843fb739367d6.jpegW obiekcie planujemy umieścić:

- ośrodek czasowej opieki wyręczającej z 18 łóżkami;

- część rehabilitacyjną umożliwiającą tworzenie turnusów rehabilitacyjnych;

- pokoje integracyjne;

- zaplecze kuchenne;

- zaplecze szkoleniowe/edukacyjne z salą konferencyjną;

- pomieszczenia medyczne i administracyjne;

- magazyn sprzętu medycznego;

- parking;

- część rekreacyjną,

- ogród wypoczynkowy z ogrodem sensorycznym.

h14b77f827e8c108.jpeg

W opiece wytchnieniowej mamy już pewne doświadczenie. Od maja 2018 roku realizujemy kompleksowy projekt „Per Aspera ad Astra” finansowany ze środków unijnych. Dotyczy on wsparcia opieki hospicyjnej dla dzieci i młodzieży z terenu Dolnego Śląska poprzez opiekę wytchnieniową dedykowaną rodzicom chorych dzieci w wymiarze 20h w miesiącu.

Pomoc jakiej udzielamy jest całkowicie bezpłatna. Utrzymujemy się z kontraktu z NFZ, który pokrywa około połowę naszych potrzeb. Pieniądze na pomoc pozyskujemy z 1% podatku, który jest dla nas „być albo nie być” oraz z darowizn, zbiórek publicznych i akcji charytatywnych, takich jak ta zorganizowana przez Rafała z Szybkie Podróże.

jda201b472a9c267.jpeg

Wizualizacja jednego z pokoi dla Podopiecznych w Domu Opieki Wyręczającej.


Dziecięca opieka paliatywna w Polsce, w kontekście hospicjów domowych rozwija się i jesteśmy jednym z liderów w tej dziedzinie. Nasze wieloletnie doświadczenia pozwalają nam na zauważenie problemów, które chcemy rozwiązywać. Jednym z nich jest sytuacja kiedy rodzic – niestety często, jest to samotna matka - potrzebuje kilku dni, tygodni np. na: przywrócenie równowagi psychicznej, czy przebycie operacji. Wówczas bardzo ważne jest poczucie bezpieczeństwa, śmiertelnie chorego dziecka i rodzica, które będzie zapewnione przez ośrodek. Zatrudniony w nim personel medyczny będzie doświadczony i znający potrzeby konkretnego dziecka, gdyż jednocześnie będzie odwiedzać podopiecznego w domu w ramach świadczonych już przez fundację usług domowej opieki hospicyjnej.


Fundacja działa od 2007 roku i wciąż się rozwijamy, odpowiadając na potrzeby rodzin, które zmagają się z trudem opieki całodobowej dziecka nieuleczalnie i przewlekle chorego. Kontynuujemy działalność rozpoczętą 17 lat temu w ramach Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. W 2002 r. pomagaliśmy 20 rodzinom, a obecnie na rożnych poziomach wspieramy ponad 280 rodzin z całego Dolnego Śląska. Poza hospicjum domowym prowadzimy hospicjum perinatalne - dla rodziców, którzy zdecydowali się na urodzenie chorego dziecka, otwartą grupę wsparcia dla rodzin w żałobie, specjalistyczną przychodnię dla nieuleczalnie i przewlekle chorych dzieci oraz centrum rehabilitacji społecznej.


Zapraszam do śledzenia moich zmagań w codziennych relacjach na Facebook’u Szybkie Podróże oraz Instagramie i Youtubie .

Do zobaczenia na mecie!

Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Dowiedz się więcej

Wpłaty 108

preloader

Komentarze 6

 
2500 znaków